Czy prezydent Karol Nawrocki, wetując ustawę o SAFE i przedstawiając własny projekt SAFE 0 proc., zyskuje czy traci?
Prezydent został uratowany przez PSL i nowy wariant tej ustawy. Gdy mieliśmy do czynienia z samym wetem wobec ustawy, to przeważały krytyczne oceny. O ile ludzie uważają, że prezydent ma prawo do weta, a są weta i weta, to funkcjonowało przekonanie, że bezpieczeństwo jest wyłączone z polaryzacji. Weto do ustawy o SAFE pokazało, że nie jest i przeważa ochrona własnych politycznych interesów.
Czy częste wetowanie szkodzi prezydentowi?
Określenie pana prezydenta w niektórych środowiskach jako osoby, która nieustannie wetuje, na pewno nie sprzyja jego wizerunkowi. Dlatego też prezydent wykorzystuje inne atuty. Głosowało na niego więcej mężczyzn niż kobiet, jak choćby z Konfederacji, w elektoracie której dominują mężczyźni. Wyborcy, np. młodzi mężczyźni, są podatni na przyjmowanie komunikatów słownych, ale także niewerbalnych, wynikających z symbolicznej męskości.
Czytaj więcej
W sondażu IBRIS dla „Rzeczpospolitej” Polacy wyrazili swoje zdanie w sprawie tego czy niezależnie od weta prezydenta Karola Nawrockiego rząd Donald...
Czym jest ta symboliczna męskość?
Siła fizyczna, stanowczość, odwoływanie się do tradycji narodowej, podkreślanie narodu, ale też podkreślanie rodziny. Hegemonia fizyczna, werbalna i niewerbalna męskości przyciąga część wyborców, zwłaszcza w sytuacji, gdy mamy niestabilne czasy. Kulturowo jest to też uzasadnione, uwarunkowane, ponieważ następują reorientacje w poszczególnych pokoleniach, a nawet w płciach, co głównie dotyczy mężczyzn, którzy przyjmują ideologie prawicowe z dobrodziejstwem inwentarza. Oni mogą powiedzieć o sobie: jestem tradycjonalistą, kultywuję wszystkie polskie tradycje, ale też jestem silny, stanowczy, odważny w działaniach. Sytuacja prezydenta z dziennikarzem jednej ze stacji dobrze to pokazuje.
Karol Nawrocki rugał publicznie dziennikarza TVN24 za to, że zadał mu pytanie o zażyłość Viktora Orbána z Władimirem Putinem. Czy tego typu zachowanie prezydenta może być pozytywnie odbierane?
W elektoracie młodych mężczyzn, którzy są zorientowani prawicowo, to jest bardzo duży wizerunkowy zysk. W obrazku zostanie wychylona postać z palcem wskazującym, co jest gestem grożącym i wrogim. Dla części wyborców, elektoratu prawicowego, to jest ogromny atut prezydenta. Ale nie jest to część, która rozstrzyga wybory.
Utwardzanie własnego elektoratu?
Tak, ale bez wartości dodanej. Prezydent ma ambicje, żeby w sensie symbolicznym być patronem środowiska prawicowego i wszystkich trzech partii prawicowych. Cechy jego osobowości, fizyczności, cały portret pana prezydenta jest adekwatny i konweniuje z tymi potrzebami. Ale nie będzie tak kolorowo dla pana prezydenta, bo jest znaczna część wyborców, to są wyborcy centrowi, wielkomiejscy, a nawet mieszkający w średnich miastach, dla których polityka wiąże się z byciem arbitrem, intelektualistą, strażnikiem konstytucji. Andrzej Duda, Bronisław Komorowski, Lech Kaczyński, Aleksander Kwaśniewski, to nie byli prezydenci, którzy epatowali siłą. Marketingowcy, którzy towarzyszą Karolowi Nawrockiemu wiedzą, że dzisiaj czasy klasycznego marketingu politycznego, kiedy trzeba było założyć czerwony krawat i niebieską koszulę, minęły, bo dzisiaj mówimy o marketingu osobowości, czyli jak sprzedać tę osobowość i jej atuty dla określonych środowisk. Przy czym nie ma się to nijak do naszych oczekiwań, że prezydent jest prezydentem wszystkich Polaków.
Czytaj więcej
Gdyby Zbigniew Herbert pisał swoją „Potęgę smaku” dziś, byłaby to raczej „Potęga niesmaku” – gorzka refleksja o tym, że dziś już nikt nie chce, aby...
Karol Nawrocki nie jest prezydentem wszystkich Polaków?
Z pewnością nie jest, chociaż takie oczekiwania społeczne były. CBOS zbadał, jakiego prezydenta byśmy oczekiwali. Priorytetem był arbiter, czyli prezydent wszystkich Polaków, łagodzący polityczny spór. Tymczasem mamy do czynienia z aktorem politycznym, który nie tylko podtrzymuje spór polityczny, ale także go inicjuje. Dla jednej części polskiego społeczeństwa to jest wymarzony prezydent, a dla drugiej części społeczeństwa, zwłaszcza centrum, te oczekiwania nie są zaspokojone.
Czy Karol Nawrocki agresywnym zachowaniem wobec dziennikarza chciał odwrócić uwagę opinii społecznej od spotkania z Viktorem Orbánem sympatyzującym z Władimirem Putinem?
Tak uważam. Gdybyśmy zestawili w mediach dwa obrazki, z jednej strony Viktora Orbána i Karola Nawrockiego, a z drugiej postaci wychylonej z palcem wskazującym, to do wyobraźni w większym stopniu przemawia obrazek samego pana prezydenta. Nasze postrzeganie informacji politycznych jest selektywne. Szukamy tego, co nas zaciekawi, co wywoła u nas emocje. Dzisiaj mamy do czynienia z przewrotem afektywnym w polityce, nasze emocje mają rezultat polityczny i obrazek z prezydentem rugającym dziennikarza dominuje wobec tego z Orbánem. Trzeba jeszcze popatrzeć na inne aspekty tej wizyty. Prezydent Nawrocki jedzie do Stanów Zjednoczonych, ma dobre relacje z prezydentem Trumpem, który z kolei ma wyraźną niechęć do Europy i do organizacji, w której jesteśmy – Unii Europejskiej.
Czytaj więcej
Karol Nawrocki wrócił z Budapesztu po godzinnym spotkaniu z premierem Węgier Viktorem Orbánem.
Trump poparł publicznie Orbána przed wyborami na Węgrzech, od którego większość liderów państw UE odcina się przez jego sympatyzowanie z Putinem. Czy Karol Nawrocki może stracić wizerunkowo na tym spotkaniu?
Będą na pewno takie badania, które pokażą, jak to się odzwierciedliło w opinii publicznej. Stosunek Polaków do Węgrów, stosunek Polaków do Orbána nie jest dobry. CBOS badał zaufanie Polaków do liderów światowych i Orbán jest na dziesiątym miejscu, na szarym końcu – nie jest popularny w Polsce. Badamy co roku zaufanie Polaków do innych narodów. Węgrzy jako naród też są w dolnych granicach, na dolnych miejscach zaufania Polaków. Najbardziej lubimy Włochów.
Wsparcie Nawrockiego dla Orbána, na chwilę przed wyborami było błędem? Premier Węgier natychmiast pochwalił się zdjęciem z prezydentem Polski w mediach społecznościowych.
Dla Orbána, w kampanii wyborczej, będą pozytywne efekty tej wizyty. Sondaże są nieoczywiste, jest lekka przewaga opozycji, ale nie wiemy, czym skończą się wybory. Natomiast efekty polityczne w Polsce dla Karola Nawrockiego po spotkaniu z Orbánem są obarczone dużym ryzykiem, ze względu na niską ocenę premiera Węgier w naszym kraju. Orbán może zyskać przed wyborami na Węgrzech dzięki spotkaniu z Prezydentem RP, a Karol Nawrocki sporo zaryzykował.
Jeśli Trump wsparł publicznie Orbána, to czy Nawrocki, chcąc być blisko obecnej administracji USA, celowo poszedł jego drogą?
To jest drugie dno. Wsparcie Orbána przez Nawrockiego leży w interesie Donalda Trumpa. Jednak Trump, który spotykał się z Nawrockim przed polskimi wyborami prezydenckimi, to nie jest ten sam Trump, co dzisiaj. Wtedy antycypowaliśmy jego działania, a dzisiaj wiemy, jakie one są, na czym polega nieoczywistość jego politycznych decyzji, na którą wskazują Amerykanie w badaniach sondażowych. To są zupełnie dwie różne postacie, inna historia. Mam wątpliwości, czy to będzie legitymizacja dla Orbána, czy delegitymizacja poprzez wsparcie Trumpa. Poparcie obecnego prezydenta USA może nie być powodem do chwalenia się. Orbán w świetle Trumpa już się nie postawi, tak jak mógł np. w styczniu ubiegłego roku.
Czy Karol Nawrocki może osłabić rząd Donalda Tuska na tyle, że doprowadzi do powrotu PiS do władzy i rządów prawicy po 2027 r.?
Karol Nawrocki osłabia gabinet Donalda Tuska, bo wetuje ustawy, przez co rząd nie może podejmować decyzji zgodnie z wolą suwerena. Rządzenie dzisiaj jest trudne ze względu na weta. Oczywiście prezydent podpisuje większość ustaw, ale kluczowe, dotyczące praworządności, bezpieczeństwa, zmiany dotyczące kodeksu postępowania karnego, wetuje. Karol Nawrocki przeszkadza rządowi i realizuje stopniowo swoją zapowiedź skrócenia rządów Donalda Tuska. Z drugiej zaś strony pojawia się społeczna emocja swoistego współczucia – rząd ma dobre intencje, ale nie może zrealizować swoich zadań. Sprawa jest skomplikowana, bo część wyborców wraca do 100 obietnic KO w 100 dni. Koalicja ma duży kłopot z realizacją obietnic. Przed rządem stoi bardzo duże wyzwanie, czy przed wyborami w 2027 r. kwota wolna od podatku będzie taka, jak była obietnica, czyli 60 tysięcy i jak budżet to wytrzyma. To jest decyzja ekonomiczna, ale także polityczna i byłaby ona na miarę 500+, a może nawet miałaby większe znaczenie. Rząd stoi przed wielkim dylematem i analiza oczekiwań społecznych wskazuje, że byłby to wielki polityczny gest w stronę wszystkich obywateli.
Pełna rozmowa na rp.pl
Czytaj więcej
Mamy do czynienia z aktorem politycznym, który nie tylko podtrzymuje spór polityczny, ale także go inicjuje. Dla części społeczeństwa to jest wymar...