Z tego artykułu dowiesz się:

  • Co determinuje wzrost cen paliw na rynku międzynarodowym i krajowym?
  • Jakie interwencje państwa w rynek paliw mogą doprowadzić do obniżek cen?
  • Jaka jest realna perspektywa polskiego górnictwa i energetyki węglowej?
  • Gdzie leży potencjał zawodowy dla pracowników sektora wydobywczego?
  • Jak przebiegał rozwój fotowoltaiki w Polsce oraz jaką rolę odegrało podejście Prawa i Sprawiedliwości?

Redaktor naczelny portalu Energetyka24.com Jakub Wiech mówił, dlaczego ceny na stacjach paliw tak bardzo wzrosły i czy należy spodziewać się kolejnych podwyżek. – Ceny na stacjach są takie, a nie inne, gdyż rynek paliw jest rynkiem odtwórczym. Ceny bardzo szybko reagują na to, co dzieje się na międzynarodowym rynku paliw. Sprzedawcy paliw, ustalając ceny, jakie są danego dnia na pylonach, myślą o odtworzeniu zapasów. Nie sprzedają paliw po cenach historycznych, tylko po tych, które skompensują im koszty ponoszone ze względu na odtworzenie zasobu paliw, który sprzedają. Gdy na świecie dzieje się coś poważnego, w tym momencie większa presja jest na rynku samych paliw, to sprzedawcy automatycznie bardzo szybko podnoszą ceny na stacjach. To też tłumaczy, dlaczego potem te ceny tak wolno wracają do normy. Sprzedawcy chcą sprzedać swój zasób, który kupili po wysokich cenach i chcą cały czas mieć odpowiednią marżę. Ta korekta jest potem bardzo wolna, a wzrost jest bardzo szybki – wskazał.

Reklama
Reklama

W jego ocenie nie można wykluczyć, że przed świętami ceny jeszcze wzrosną, a jeżeli na Bliskim Wschodzie dojdzie do pogorszenia sytuacji, to będzie to prawdopodobne. – Są scenariusze, które zakładają, że ceny ropy przekroczą 10 zł za litr. – Będzie tak, jeżeli konflikt będzie eskalował dalej, jeżeli ogarnie więcej instalacji rafineryjnych, więcej instalacji wydobywczych. Jeżeli oddali się sygnalizowana opcja rozmów pokojowych czy stabilizacji – ocenił.

Czytaj więcej

Orlen znowu obniża ceny hurtowe paliw. Tyle zapłacimy za benzynę i diesel

Jak rząd może zareagować na rosnące ceny paliw?

Są też scenariusze, które zakładają stabilizację. Niemniej z racji kompletnej nieprzewidywalności politycznej, jeżeli chodzi o działania Waszyngtonu, bardziej skłaniałbym się ku scenariuszom wzrostów, gdyż niepewność, to jest coś, co działa na rynki dewastująco. Potem odczuwamy to w naszych portfelach – dodał.

Ekspert odniósł się w tym kontekście do politycznej sytuacji w kraju. – Nie obarczałbym ani opozycji, ani kogokolwiek innego właśnie tutaj odpowiedzialnością za takie ceny. Ta gra polityczna, jakkolwiek zrozumiała na płaszczyźnie walki o wyborców, jest kompletnie oderwana od tego, co się dzieje na rynku paliwowym, gdyż wpływ polskich polityków na to, co się wydarzyło w Cieśninie Ormuz, był w zasadzie żaden – powiedział Wiech.

Jakie rozwiązania mogą zostać przyjęte w obecnej sytuacji? – Możemy reagować w postaci obniżki obciążeń podatkowych, takich jak VAT czy akcyza. Możemy reagować poprzez nakładanie podatków od nadzwyczajnych zysków. Możemy reagować poprzez wprowadzanie pewnych ograniczeń. Takie ograniczenia zostały w Europie wprowadzone. Słowenia jako pierwsza zdecydowała się na limity sprzedaży paliw na stacjach, bo obawiała się turystyki paliwowej z Austrii oraz z Włoch. To są działania objawowe, co zarazem nie rozwiązują sedna problemu, jeżeli chodzi o rosnące ceny – powiedział. – Mówienie, że jedna prosta decyzja obniży ceny paliw do poziomu 5,19 to bajki – podkreślił.

– Można pomyśleć o tym, żeby wprowadzić ustawowo sztywne ceny paliw. Wiktor Orban to zrobił i skończyło się katastrofą, bo zaczęło brakować paliwa na Węgrzech. Nie zachęcam do tego typu działań. To jest prosta droga do głębokiego zaburzenia rynku, z którego prosto się nie wychodzi – dodał.

Czytaj więcej

Sondaż: Polacy jednoznacznie przeciw wsparciu dla USA w Iranie

Jakub Wiech: Trudno tutaj mówić o tym, że Polska jakkolwiek jeszcze węglem stoi

Gość Jacka Nizinkiewicza odniósł się również do zapowiedzi Przemysława Czarnka w sprawie powrotu do wydobywania węgla po wyborach w 2027 r. – Wydobycie węgla kamiennego w Polsce jest na poziomie najniższym od okupacji niemieckiej. To jest w tym momencie nieco poniżej 43 milionów ton rocznie. To jest tak mało, że w zasadzie trudno tutaj mówić o tym, że Polska jakkolwiek jeszcze węglem stoi. W porównaniu do potęg węglowych na świecie, takich jak na przykład Stany Zjednoczone, które eksportują węgiel, jesteśmy prawie nic nieznaczącym producentem – powiedział.

– Ktoś, kto mówi, że Polska wróci do węgla po prostu kłamie. Nie wrócimy do wydobycia wielkoskalowego, takiego jak znamy na przykład z końcówki XX wieku, ani nawet z początku XXI wieku. Nie wrócimy do węgla w energetyce. Już w tym momencie udział tego surowca spadł do poziomu nieco powyżej 50 proc., a zaraz dojdą do systemu elektroenergetycznego morskie farmy wiatrowe. Cały czas rozwija się fotowoltaika, rozwija się magazynowanie energii. Rozwijają się także lądowe farmy wiatrowe. Za 10 lat przyjdzie też energetyka jądrowa – stwierdził.

Czytaj więcej

Powstaje gigantyczne sztuczne jezioro. Ma być głębsze od Hańczy

Jakub Wiech: Jest potencjał, by wykorzystać górników w innych branżach. To są fachowcy

– Energetyka i postawa Prawa i Sprawiedliwości, to jest doskonały przykład, bo nigdy wcześniej w historii Polski nie budowano tak dużo źródeł odnawialnych, jak za rządów PiS. Nigdy wcześniej węgiel nie schodził, jeżeli chodzi o wydobycie i udział w miksie tak szybko, jak za poprzednich rządów. Nigdy wcześniej nie dokonano większych decyzji, jeżeli chodzi o transformację energetyczną Polski niż za rządów Prawa i Sprawiedliwości. Teraz przedstawiciele tego ugrupowania tak naprawdę plują na dorobek swojej własnej partii, która zmieniła na korzyść polską energetykę w sposób fundamentalny – powiedział.

Co stanie się z górnikami, jeżeli dojdzie do zamknięcia kopalń? – Tych ludzi jest w tym momencie 70 tysięcy, wraz z końcem roku będzie 60 tysięcy. Popularne sieci dyskontów w Polsce zatrudniają więcej. Ci ludzie to są świetnie wykształceni fachowcy, czyli elektrycy, zbrojarze, monterzy, technicy, ludzi, których potrzeba na rynku pracy. Potrzeba ich w innych branżach. Ci ludzie zjeżdżają codziennie pod ziemię, często na kilkaset metrów pod ziemię, ryzykując własne życie, wydobywając surowiec, który jest sprzedawany w Polsce tylko ze względu na taki bardzo swoisty układ polityczny i ekonomiczny. Gdyby nie to, że Skarb Państwa ma elektrownie węglowe, które są największym klientem polskiego górnictwa i praktycznie jedynym klientem polskiego górnictwa, to ten sektor by upadł już dawno temu. Potencjał ludzki górników jest taki, że on zasługuje na wykorzystanie w innych branżach, czyli na przykład w branży magazynów energii i baterii, która się w Polsce dynamicznie rozwija – mówił Wiech.

– Taką narrację trzeba przedstawiać górnikom, a nie mamić ich słowami, że jeszcze przez prawie 30 lat będą mogli wydobywać węgiel, bo nie będą mogli. Za 10 lat wydobycie węgla w Polsce będzie marginalne, a być może zostanie już tylko jedna kopalnia węgla kamiennego, Bogdanka, bo ona sobie jeszcze jakoś radzi i może w długoterminowej perspektywie funkcjonować. Natomiast kopalnie śląskie będą gwałtownie zamykane. To jest rzeczywistość, przed którą trzeba stanąć – dodał.

Czytaj więcej

JSW na krawędzi bankructwa. Jak dobili ją politycy ze związkowcami – śledztwo „Rzeczpospolitej”

Jakub Wiech: Mam nadzieję, że Przemysław Czarnek jest człowiekiem racjonalnym

Gość programu odniósł się do słów Przemysława Czarnka, kandydata PiS na premiera, który sam ma założoną instalację fotowoltaiczną, jednak krytykuje to rozwiązanie. – Jeżeli jest racjonalnym człowiekiem, to mam nadzieję, że ją zostawi i dokona jakiegoś zabiegu retorycznego, właśnie odwołując się do chociażby tego okresu trwałości. Natomiast jeżeli pan minister jednak będzie zdejmował, to ja z chęcią odkupię tę instalację. To jest teatr pod publiczkę, choćby te słowa o płonącej fotowoltaice. Po pierwsze, mamy półtora miliona prosumentów w kraju, a nie słyszymy o jakichś hurtowych przypadkach pożarów fotowoltaiki. Po drugie, zastanawiam się, jak pan minister Czarnek wytrzymał pięć lat z tą cały czas istniejącą groźbą nad swoją głową – powiedział.

Czytaj więcej

Przemysław Czarnek pozbywa się fotowoltaiki. Powód? „To jest bez sensu”

– Fotowoltaika przyciągnęła uwagę milionów Polaków. Ci ludzie zagłosowali portfelami za tym, żeby fotowoltaika w Polsce rosła. Nikt nie zmuszał nikogo do skorzystania z programu Mój Prąd. Dobrowolnie półtora miliona prosumentów pojawiło się w Polsce w ciągu zaledwie siedmiu lat i zbudowali więcej mocy niż ma Afryka. To jest gigantyczny sukces, to jest sukces Prawa i Sprawiedliwości, bo to ugrupowanie uruchomiło program Mój Prąd. Teraz rezygnować z tego całego dorobku, to jest dla mnie podcinanie gałęzi, na której się siedzi. Na drzewie, które samemu się zasadziło – ocenił Wiech.