Magdalena Wilczyńska wskazała, co najbardziej ją martwi w kwestii zwalczania dezinformacji. - Jesteśmy bardzo rozproszeni w tej walce. Z jednej strony mamy szereg instytucji, które zajmują się analizowaniem bądź przeciwdziałaniem dezinformacji, ale jednak nie jestem przekonana czy faktycznie robimy wszystko, co możemy w koordynowany sposób – mówiła Dyrektorka Pionu Ochrony Informacyjnej Cyberprzestrzeni NASK.

Reklama
Reklama

- Mamy NASK, który zajmuje się analizą, mamy też pełnomocnika w MSZ, mamy też organizacje pozarządowe, które dezinformacją i jej przeciwdziałaniem się zajmują - dodała.

Zdaniem Wilczyńskiej w ostatnim czasie można zaobserwować zintensyfikowanie prób dezinformacji w Polsce. - Warto pamiętać, że zwłaszcza dezinformacja pochodząca z zewnątrz, to jest wieloletnie, długoterminowe zjawisko i strategia działania, która czasem się zwiększa w związku z jakimiś konkretnymi wydarzeniami, jak np. wybory. A czasem trochę przycicha albo na przykład przenosi się w obszary ataków cybernetycznych - powiedziała.

Wybory prezydenckie. Można spodziewać się działań dezinformacyjnych

Dużym wyzwaniem dla NASK jest m.in. współpraca z największymi serwisami społecznościowymi. - Dezinformacja nie wchodzi do katalogu treści nielegalnych ujętych w akcie o usługach cyfrowych. Wpada w worek treści szkodliwych, co do których platformy są zobowiązane by minimalizować ryzyko. Regulaminy platform utrudniają lub uniemożliwiają zgłaszania pewnego rodzaju treści dezinformacyjnych, uznając, że mogą one funkcjonować. Raczej są skłonne do likwidowania np. siatek botów lub akcji wpływu na debatę w sposób sztuczny lub zautomatyzowany – mówiła Wilczyńska.

Czytaj więcej

Rosja szmugluje do Mołdawii gotówkę i inwestuje w social media

W kontekście zbliżających się wyborów prezydenckich w Polsce, dyrektorka w NASK zwróciła uwagę na zdarzenia, do których doszło w Rumunii. - Może się wydarzyć bardzo dużo. Doszło tam do skoordynowanej akcji nie tylko upowszechniania treści dezinformacyjnych, ale również ingerencji w debatę polityczną, wykorzystania algorytmów, być może była tam kwestia finansowania z zewnątrz. Obawiam się, że może dojść do sytuacji, gdy osoby z zewnątrz będą chciały wykorzystać influencerów, którzy odpowiednio zmanipulowani lub opłaceni mogą rozprzestrzeniać treści dezinformujące. Wtedy te treści są dużo bardziej wiarygodne. Docierają do baniek informacyjnych, gdzie z reguły nie docierają - powiedziała.