– Owszem, sprawa dzięki publikacjom i kontroli NIK była dobrze udokumentowana i rozpoznana, ale my postawiliśmy kropkę nad „i”. Wskazaliśmy polityczną odpowiedzialność najważniejszych wówczas osób w państwie, którzy zdecydowali o złamaniu prawa i powodach politycznych, które za tym stały – mówi „Rz” Dariusz Joński, który do 10 czerwca był przewodniczącym tej komisji (zdobył mandat europosła). I dodaje: – Dlatego kierujemy zawiadomienia do prokuratury, w tym na Jarosława Kaczyńskiego zarzut sprawstwa kierowniczego, bo przyznał, że to on o tym, by wybory prezydenckie 2020 r. przeprowadzić w sposób korespondencyjny, ostatecznie zdecydował po telefonie Adama Bielana, wtedy szefa sztabu kandydata na urząd Andrzeja Dudy. Oczywiście bezprawnie, bo to zadanie Państwowej Komisji Wyborczej.
Okazało się dzięki przesłuchaniu Sylwestra Marciniaka, szefa PKW, że nawet gdyby te wybory się odbyły, nie doszłoby do drugiej tury, która musi się odbyć do 14 dni od pierwszej. Joński: – Dowiedzieliśmy się, że byłoby to technicznie niemożliwe, bo spływ kopert i liczenie głosów w takiej ilości trwałoby znacznie dłużej. Poza tym 4 mln Polaków nie posiada skrzynek pocztowych, więc wybory zostałyby podważone, a głową państwa byłby człowiek nieprawnie wybrany. Nie muszę mówić, co to oznaczałoby.
Czytaj więcej
Nielegalny wyciek materiałów prokuratorskich, próby wezwania mnie na komisję śledczą (...) nie są przypadkiem. Rządząca koalicja 13 grudnia chciała...
Ostatnich dziewięciu świadków do przesłuchania ma komisja śledcza ds. afery wizowej – wszystkie mają się zakończyć w tym miesiącu – w tym Daniela Obajtka, byłego prezesa Orlenu, Mateusza Pali, szefa gabinetu politycznego byłego ministra spraw zagranicznych Zbigniewa Raua z czasów PiS. Poseł KO Marek Sowa, przewodniczący komisji, chce sierpień przeznaczyć na pracę nad raportem. – Tak, by we wrześniu był przyjęty przez komisję – mówi nam poseł Sowa.
Komisja ds. Pegasusa prac nie kończy. Posłowie nie mają na czym pracować
Ostatnio komisja wizowa, ku oburzeniu posłów PiS, przegłosowała wycofanie z listy świadków do przepytania osiem osób, w tym Pawła Jabłońskiego (był wiceministrem MSZ) i Jacka Czaputowicza (szef resorty dyplomacji), argumentując, że świadkowie ci nie wniosą istotnej wiedzy do sprawy afery z wizami.
Będącej w największym zainteresowaniu opinii publicznej sejmowej komisji śledczej ds. Pegasusa niewiele udało się dotychczas odkryć. A rozczarowani jej postępem są nawet jej członkowie. – Kończymy wątek zakupu oprogramowania, czego efektem są dwa złożone zawiadomienia do prokuratury – na Michała Wosia, wiceministra sprawiedliwości, i Mikołaja Pawlaka, byłego dyrektora departamentu spraw rodzinnych i nieletnich w tym resorcie – mówi Magdalena Sroka, szefowa komisji. Prac nie kończy i patrząc na postępy jej ustaleń, nie zanosi się na to, że będzie to prędko.
Czytaj więcej
Sejmowa komisja śledcza z tego świadka nie zrezygnuje. Jakie ma narzędzia? Wyjaśniamy.
Komisji nie udało się dotychczas ustalić, ani jak działał ten system w Polsce, kogo nim inwigilowano i do jakich spraw. Posłowie nie mają na czym pracować: informacji nie przekazują im prokuratury, które prowadzą postępowania na materiałach pozyskanych przez izraelski system (wyjątkiem jest sprawa Krzysztofa Brejzy), a wszystkie służby specjalne – CBA, ABW i SKW – odmówiły przekazania materiałów operacyjnych, argumentując, że złamałyby prawo. – Mogę powiedzieć jedno – służby specjalne są poza wszelką kontrolą. To asekuracja, bo przecież jako członkowie komisji śledczej ds. afery Amber Gold pracowaliśmy na materiałach operacyjnych służb. Można, tylko trzeba chcieć – nie kryje oburzenia poseł KO Witold Zembaczyński, członek komisji. I dodaje: – Sprawy nie odpuścimy. Jeśli nie chcą współpracować z nami, będziemy wzywać agentów i ich przełożonych na świadków i w ten sposób dowiemy się kogo i dlaczego inwigilowano.
Kto interesuje się komisjami śledczymi? „Nie spełniają już swych funkcji”
Komisja czeka na ekspertyzę systemu Pegasus zleconą przez prokuratorski zespół śledczy w Prokuraturze Krajowej – dopiero tydzień temu komputery z CBA trafiły do biegłych.
Zainteresowanie komisjami śledczymi jest niewielkie. W ostatnim sondażu dla WP 56,1 proc. negatywnie oceniło prace wszystkich trzech komisji śledczych, pozytywnie – zaledwie co piąty. Dlaczego?
– Komisje śledcze nie spełniają już swych funkcji – ani politycznego widowiska, które elektryzowało nas w czasach afery Rywina, ani pod kątem prawno-śledczym. Przez polaryzację jesteśmy zmęczeni politycznymi spektaklami i chyba już mamy dość politycznych konfrontacji – ocenia dr Tomasz Słupik, politolog UŚ.