Rafał Chwedoruk: Wypowiedź Tuska ws. reparacji? Nie miał dużego pola manewru

Donald Tusk zbytnio manewru nie miał – całkowite odżegnanie się od jakichkolwiek pieniędzy czy inwestycji niemieckich uderzałoby w pozycję państwa na forum międzynarodowym, ale także w prestiż premiera i jego partii. Jednocześnie powtórzenie komunikatu prawicy w tej materii byłoby kreśleniem politycznej utopii, a Tusk zawsze próbował tego uniknąć - mówi politolog Rafał Chwedoruk, odnosząc się do wypowiedzi Donalda Tuska ws. reparacji od Niemiec.

Publikacja: 03.07.2024 16:27

Rafał Chwedoruk: Wypowiedź Tuska ws. reparacji? Nie miał dużego pola manewru

Foto: AFP

Rzeczpospolita: Po spotkaniu Donalda Tuska z Olafem Scholzem padło między innymi zdanie o „kanclerzu, mówiącym otwarcie, że w sensie formalnym i prawnym reparacje z punktu widzenia Niemiec są zamknięte”. Premier stwierdził, że „ma argumenty na rzecz tej tezy”. Nie popełnił politycznego błędu mówiąc zbyt „miękko” o reparacjach?

Każdy polityk – a już na pewno polityk funkcjonujący na najwyższych szczeblach – permanentnie uczestniczy w różnych negocjacjach i podlega rozmaitym naciskom. Musi się liczyć zarówno z odzwierciedlaną przez sondaże i wybory wolą wyborców, jak i podmiotami zagranicznymi oraz różnymi grupami nacisku wewnątrz własnego kraju. W tym sensie nie jest to nic nowego – owe zjawisko odzwierciedla położenie obecnego premiera. To pokazuje zresztą, że polityka historyczna czy polityka pamięci, jest czymś, czego nie da się uniknąć. To także kolejna lekcja dla Platformy Obywatelskiej w tej materii. Tutaj premier zbytnio manewru nie miał – całkowite odżegnanie się od jakichkolwiek pieniędzy czy inwestycji niemieckich z tego tytułu, uderzałoby w pozycję państwa na forum międzynarodowym, ale także w prestiż premiera i jego partii. Jednocześnie  powtórzenie komunikatu prawicy w tej materii byłoby kreśleniem politycznej utopii, a Tusk zawsze próbował tego uniknąć. Byłoby to zapowiedzią, która nie miałaby większego pokrycia w faktach. A zatem podjęte działania to próba sprowadzenia tematu do realnego wymiaru, gdzie będzie można powiedzieć opinii publicznej, że lepiej wywalczyć mniej, aniżeli tylko mówić i nie wywalczyć nic. 

Warto do tego dodać też specyfikę międzypartyjną tej sytuacji. Głównym partnerem Tuska – gdy wcześniej był premierem – była chadecja, która ma za sobą rewolucję w niemieckiej polityce historycznej lat 80., próbę normalizacji niemieckiej historii. SPD jest z polskiej perspektywy partnerem nieco łatwiejszym – to jest partia, która jak Niemcy się jednoczyły, pozostała bardzo ostrożna i mocniej krytyczna wobec niemieckiej przeszłości. To partia, gdzie można znaleźć w historii bardzo różne formy relacji z Polską – w tym nawet niemieckich socjaldemokratów walczących w obronie Polski w ’39 roku. Z całą pewnością łatwiej na temat reparacji jakiemukolwiek polskiemu politykowi – czego prawica, kiedyś nie chciała dostrzec – jest rozmawiać z kanclerzem z SPD. W rządzie są też Zieloni, co w tej materii także jest okolicznością sprzyjającą. Myślę, że wypowiedź Tuska można oceniać bardziej lub mniej pozytywnie, ale wyłącznie w kategoriach ilościowych – jakościowo Polska jest za słabym państwem względem Niemiec, żeby można było mówić o prostym przełomie w tej materii. Warto też pamiętać o kontekście prawnym – Polska się reparacji niegdyś zrzekła. Natomiast nie oznacza to, że nie ma różnych form zadośćuczynienia, których można próbować od Niemiec uzyskać. Warto pamiętać o tym aspekcie formalno-prawnym sprawy reparacji, bo on zupełnie inaczej ustawia całą dyskusję. 

Czytaj więcej

Andrzej Duda kontra Donald Tusk w sprawie reparacji. "Polskie władze się nie zrzekły"

Rafał Chwedoruk: W kwestii reparacji trzeba być ostrożnym, a my jesteśmy mistrzami samobójów w polityce historycznej

Jakie mogą być konsekwencje polityczne wypowiedzi Donalda Tuska ws. reparacji? Zarówno dla jego partii, jak i dla całej koalicji rządowej. 

Żyjemy w „ciekawych” czasach – nie sądzę, by kwestie polityki zagranicznej były czymś, co rozstrzygnie o wynikach wyborów. Analogicznie jest z polityką historyczną. Inaczej niż w kwestiach gospodarczych – gdzie wiele rzeczy można negocjować – spory kulturowe oraz spory o historię, z reguły są bardzo emocjonalne i wiele treści nie podlega – wewnątrz danego kraju – żadnym negocjacjom. Nie spodziewałbym się żadnych rewolucji – rządzący w Polsce będą zmuszeni utrzymywać temat w politycznej debacie, dążąc do sytuacji, w której dyskusja toczyć się będzie w ramach przez nich wyznaczanych. Zapewne będą dążyli do tego, by jakaś forma zadośćuczynienia – jakaś nowa inicjatywa – w tej materii się pojawiła i zaczęła być stopniowo realizowana. A prawica będzie permanentnie twierdziła, że można było więcej i że temat jest niezwykle istotny. W tle tego wszystkiego jest też coś, czego w Polsce nie chcemy usilnie przyjąć do wiadomości, żyjąc jakimiś dziwacznymi schematami myślowymi z lat 80. – nawet wówczas już nie w pełni adekwatnymi. Różnica interesu między Stanami Zjednoczonymi a głównymi państwami UE w wielu aspektach – i stricte gospodarczych i politycznych – jest bardzo duża. Także w naszej polityce takie podziały będą się w różnych momentach ujawniały, poprzez zastępcze czy drugoplanowe tematy. Natomiast kwestia reparacji i odszkodowań, jest kwestią globalną – ona występuje wszędzie. W tym wszystkim trzeba być bardzo ostrożnym, a my często jesteśmy mistrzami samobójów w polityce historycznej.

Wypowiedź Tuska nie będzie miała wpływu na wyniki wyborów prezydenckich? Nawet, jeśli brać pod uwagę, że sondaże pokazują, iż Polacy są zdania, że powinniśmy domagać się od Niemiec reparacji za straty poniesione podczas II wojny światowej? 

W polityce – w skali masowej – niebezpieczna dla polityka nie jest sytuacja, w której obywatele chcieli czegoś i nie mogą tego dostać. Dużo bardziej niebezpieczna jest sytuacja, w której już coś mają i mogą poczuć, że to stracą. Mówię o tym dlatego, że były w naszej części Europy – w ostatnich dwóch dekadach – jedne wybory, gdzie kwestia, o której teraz rozmawiamy, odegrała strategiczną rolę. Były to wybory prezydenckie w 2013 roku w Republice Czeskiej i walka między Milošem Zemanem a Karelem Schwarzenbergiem. Pojawiła się tam kwestia Dekretów Beneša związanych z wypędzeniem Niemców przez Czechosłowację po II wojnie światowej. Zeman te wybory wygrał, a ta kwestia mu bardzo wówczas pomogła. Tyle tylko, że wielu obywateli Republiki Czeskiej mogło czuć się zagrożonych całą tą sytuacją – ewentualnymi roszczeniami ze strony niemieckiej. U nas jest inaczej – nie mamy poczucia zagrożenia, wiemy tylko o czymś, co ewentualnie mogłoby być. Kto nie chciałby tego, żeby Niemcy zapłaciły nam za cokolwiek – w imię czegokolwiek – jakieś środki? Tym bardziej, że mówimy o najstraszliwszych aktach ludobójstwa w dziejach. Natomiast nie sądzę, żeby miało to wpływ na wyniki wyborów prezydenckich. Jest dużo problemów i wyzwań, przed którymi stoi i stanie nowy rząd. Nie uważam, by kwestia reparacji to byłoby to, co mu zagraża w największym stopniu. Co nie przeczy temu, że bagatelizowanie tego tematu – próba unikania uczestnictwa w debatach o przeszłości i historii oraz nie odnoszenie się do tego, co mówi prawica – byłoby dysfunkcjonalne i przynosiłoby różnego rodzaju polityczne straty. Może nie na miarę klęski w wyborach, ale z całą pewnością porażek politycznych o mniejszej skali. 

Czytaj więcej

Donald Tusk: Reparacje z punktu widzenia Niemiec są zamknięte. Mają argumenty na rzecz tej tezy

Chwedoruk: Zmiany w polityce niemieckiej nie będą sprzyjały kwestiom reparacyjnym i historycznym

Skoro Donald Tusk odszedł od tej konfrontacyjnej ścieżki, jeśli chodzi o reparacje, to ktoś z koalicji rządowej – na przykład Szymon Hołownia – może starać się to wykorzystać? Skupić się na tym temacie, by zyskać wyborców?

Nie sądzę, żeby akurat Szymon Hołownia – będąc względnie popularny – eksponował historię, bo ma zakorzenienie zwłaszcza wśród młodych wyborców. Są dwa podmioty w obecnej koalicji rządowej, które w większym stopniu byłyby predystynowane do podjęcia tematu. Po drugie wskazać tu można Lewicę, gdzie – zwłaszcza w starym SLD, które jest podstawą Nowej Lewicy – były grupy i środowiska, które patrzyły na historię z większym zainteresowaniem niż młodsze pokolenia na Lewicy. One nawiązywały do II Wojny Światowej, etosu antyfaszyzmu i mogłyby być w tej materii aktywne. Natomiast numerem jeden w tej materii mogłoby być Polskie Stronnictwo Ludowe. Po pierwsze PSL samo się pozycjonuje w przestrzeni między PiS-em a PO, notabene, ze wszystkich partii odgrywało największą rolę np. w kwestii Wołynia. Ta partia była dużo bardziej jednoznaczna w tej materii niż Lewica. W korzeniach ruchu ludowego tkwił także pewien dystans wobec Niemiec, więc to ludowcy mogliby być tymi, którzy chętniej by to akcentowali. Natomiast pytanie, czy po ostatnich wyborach mieliby polityczną wolę i siłę do szukania różnicy zdań z PO w tej materii. 

Stanowisko Donalda Tuska w sprawie reparacji pozytywnie wpłynie na relacje polsko-niemieckie? 

W relacjach polsko-niemieckich czeka nas interludium – będzie się dużo w Niemczech zmieniać. W tej chwili najbardziej realny scenariusz dla niemieckiej polityki, to jest powrót wielkiej koalicji z hegemoniczną rolą CDU. A to – z całą pewnością – nie będzie sprzyjało kwestiom reparacyjnym i historycznym. Dlatego niebawem ten temat może być z polskiej perspektywy jeszcze trudniejszy niż obecnie. Przemiany w systemie partyjnym w Niemczech mogą spowodować, że niemiecka polityka będzie mniej przewidywalna niż była wcześniej – zwłaszcza w czasach Angeli Merkel. Nie sądzę, by historia sama w sobie wpłynęła na relacje polsko-niemieckie, natomiast może paść ona ofiarą zmian. PiS niegdyś nie wyczuł momentu, że ostatni etap kariery Angeli Merkel czynił ją dużo bardziej podatną na kompromis z Polską. Gdyby Tusk nie wykorzystał obecnego momentu i nie zrobił kroku naprzód – który w warstwie symbolicznej by pokazał, że nie bagatelizuje tematu – potem mogłoby być już tylko trudniej. 

Rzeczpospolita: Po spotkaniu Donalda Tuska z Olafem Scholzem padło między innymi zdanie o „kanclerzu, mówiącym otwarcie, że w sensie formalnym i prawnym reparacje z punktu widzenia Niemiec są zamknięte”. Premier stwierdził, że „ma argumenty na rzecz tej tezy”. Nie popełnił politycznego błędu mówiąc zbyt „miękko” o reparacjach?

Każdy polityk – a już na pewno polityk funkcjonujący na najwyższych szczeblach – permanentnie uczestniczy w różnych negocjacjach i podlega rozmaitym naciskom. Musi się liczyć zarówno z odzwierciedlaną przez sondaże i wybory wolą wyborców, jak i podmiotami zagranicznymi oraz różnymi grupami nacisku wewnątrz własnego kraju. W tym sensie nie jest to nic nowego – owe zjawisko odzwierciedla położenie obecnego premiera. To pokazuje zresztą, że polityka historyczna czy polityka pamięci, jest czymś, czego nie da się uniknąć. To także kolejna lekcja dla Platformy Obywatelskiej w tej materii. Tutaj premier zbytnio manewru nie miał – całkowite odżegnanie się od jakichkolwiek pieniędzy czy inwestycji niemieckich z tego tytułu, uderzałoby w pozycję państwa na forum międzynarodowym, ale także w prestiż premiera i jego partii. Jednocześnie  powtórzenie komunikatu prawicy w tej materii byłoby kreśleniem politycznej utopii, a Tusk zawsze próbował tego uniknąć. Byłoby to zapowiedzią, która nie miałaby większego pokrycia w faktach. A zatem podjęte działania to próba sprowadzenia tematu do realnego wymiaru, gdzie będzie można powiedzieć opinii publicznej, że lepiej wywalczyć mniej, aniżeli tylko mówić i nie wywalczyć nic. 

Pozostało 84% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Polityka
Joe Biden rezygnuje. Donald Tusk mówi o najtrudniejszej decyzji w życiu
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Polityka
"Wiadomość roku! Kluczowe pytanie: co dalej?". Polscy politycy o konsekwencjach decyzji Bidena
Polityka
Sondaż „Rz”: Jarosław Kaczyński do dymisji? Większość Polaków jest zgodna
Polityka
Konfederacja zlekceważyła ważny termin. Czy władze partii będą nielegalne?
Polityka
Władysław Kosiniak-Kamysz: Krzyż jest symbolem wolności i tożsamości