Jean-Paul Garraud: Marine Le Pen zmieni Unię nie do poznania

Rozpiszemy referendum w sprawie wyższości prawa francuskiego nad europejskim i w obronie interesu narodowego w ramach jednolitego rynku gospodarczego – zapowiada Jean-Paul Garraud, szef grupy Zjednoczenia Narodowego w PE.

Publikacja: 16.05.2024 04:30

Marine Le Pen, przewodnicząca Zjednoczenia Narodowego, w ramach kampanii do Parlamentu Europejskiego

Marine Le Pen, przewodnicząca Zjednoczenia Narodowego, w ramach kampanii do Parlamentu Europejskiego przemawia w Perpignan, w południowej Francji, 1 maja 2024 r.

Foto: AFP

Jeśli wierzyć sondażom, Zjednoczenie Narodowe zdecydowanie wygra wybory do Parlamentu Europejskiego we Francji, uzyskując około jednej trzeciej głosów. To jest fala wznosząca, która zaprowadzi Marine Le Pen do Pałacu Elizejskiego za trzy lata?

Ten sukces trwa już od wielu lat. Marine Le Pen przewidziała, jak zmienią się oczekiwania francuskiego społeczeństwa. Dogłębnie przebudowała Front Narodowy, tworząc z niego Zjednoczenie Narodowe. Jako pierwsza zrozumiała, że scena polityczna nie jest już zbudowana wokół sporu lewicy z prawicą, ale raczej rywalizacji globalistów z narodowcami. My jednak jesteśmy takimi narodowcami, którzy nie chcą się zamknąć w sobie, ale zamierzają współpracować z innymi państwami. Opowiadamy się za Unią Europejską, jednak nie taką, jaką dziś mamy.

Czytaj więcej

Wybory do PE. Czy eurosceptycy zatrzymają integrację?

A jaką?

Chcemy Europy narodów. Uważamy, że nie będzie silnej Unii Europejskiej bez silnych państw członkowskich. Globaliści dążą natomiast do Unii, która dominuje nad państwami, osłabia je po to, aby europejska centrala sama mogła wszystkim zarządzać, wszystko narzucać. To zresztą już się dzieje. Przejmując władzę we Francji w 1958 roku, generał de Gaulle rzecz jasna odrzuciłby zawarty rok wcześniej traktat rzymski, gdyby powstała w ten sposób wspólnota choćby w najmniejszym stopniu naruszała suwerenność kraju. Ale wiele lat później Unia zaczęła przejmować coraz więcej kompetencji. Przełom nastąpił wraz z przyjęciem traktatu z Maastricht w 1992 roku i jego ewolucji w traktat z Lizbony. Teraz doszliśmy do raportu Guya Verhofstadta w sprawie przyszłości Unii, która ma być po prostu wszechwładna. To całkowite zniesienie prawa weta, poszerzanie Wspólnoty bez końca. Wszyscy, którzy nie zgadzają się z taką ideologią Unii Europejskiej, są prześladowani. Dzisiaj to Węgry, wcześniej Polska. Nie dostają unijnych funduszy. Wielu innym to zresztą grozi. Choćby Włochom Georgii Meloni, która potrzebuje 200 mld euro z Funduszu Odbudowy.

Powrót do Europy narodów de Gaulle’a oznaczałby odebranie Brukseli bardzo wielu kompetencji.

Kiedy mówimy o konieczności powrotu do źródeł, nie chodzi nam o cofnięcie zegarów historii. Pozostańmy jedynie wierni założeniom, które pozwoliły na powołanie Unii. To Europa oparta na współpracy suwerennych państw narodowych.

Od czego zacząć?

Przede wszystkim od przestrzegania obecnych traktatów, a więc weta tam, gdzie ono obowiązuje. Koniec z poszerzeniem. Nie chcemy procesu przedakcesyjnego Turcji, który, choć zablokowany, wciąż obowiązuje.

Czytaj więcej

Szarża skrajnej prawicy. Czy eurosceptycy zagrożą Unii Europejskiej?

A Ukraina?

Jesteśmy przeciwni przystąpieniu Ukrainy do Unii przede wszystkim co do zasady: obecne granice zjednoczonej Europy powinny pozostać nienaruszalne. Ale nie tylko to. Dajemy dostęp do rynku europejskiego ukraińskim, wolnym od wszelkich obciążeń, produktom. Gdzie tu równa konkurencja choćby w handlu zbożem czy drobiem? To wyrok śmierci dla francuskiego rolnictwa. A przecież obecność w Unii miała wzmacniać naszą gospodarkę, a nie skazywać ją na uwiąd. Tymczasem Francja straciła gros swojego przemysłu, nasz deficyt handlowy wciąż się pogłębia. Obiecywano nam, że Unia przyniesie dobrobyt i pokój. A rzeczywistość okazała się całkowicie odmienna. Jednocześnie Unia nie liczy się na arenie międzynarodowej, nikt jej już nie słucha. Obecny model integracji należy więc przekreślić. Powiem więcej. Jeżeli zbudujemy Europę narodów, być może uda się nam skłonić Wielką Brytanię do ponownego dołączenia do nas. Nasza wizja jest więc pozytywna.

Marine Le Pen mówi jednak o faworyzowaniu Francuzów we współpracy gospodarczej, preferencji narodowej. To oznacza koniec jednolitego rynku, który został ustanowiony przez jednolity akt europejski już w 1986 r.

Chcemy chronić interesy narodowe. To normalne. Uważamy, że politycy francuscy muszą przede wszystkim prowadzić politykę w interesie Francuzów. To wydaje się rzeczą oczywistą. A jednak nią nie jest. Wielu francuskich przywódców chce zbawić świat nawet kosztem naszych obywateli. Amerykanie prowadzą politykę w interesie USA i nikt nie widzi w tym niczego zdrożnego.

A więc koniec jednolitego rynku?

Nie. W tym roku po raz pierwszy głosowaliśmy za aprobatą budżetu Wspólnej Polityki Rolnej (CAP). Dlaczego? Bo w jej ramach zostały wprowadzone rozwiązania, dzięki którym poszczególne państwa mogą kierować się własnymi priorytetami. Podobnie można więc zrobić w odniesieniu do jednolitego rynku.

Jeśli powiedzmy w Lyonie przedsiębiorca będzie szukał pracownika, musi najpierw szukać Francuza, dopiero jeśli takowego nie znajdzie, może zwrócić się do obywateli innych krajów Unii?

Dokładnie.

Ta logika prowadzi do radykalnego ograniczenia czterech wolności Unii, swobody przemieszczania się ludzi, towarów, usług i kapitału.

Chcemy faktycznie wprowadzić w każdym z tych przypadków priorytet narodowy. Zaraz po dojściu do władzy we Francji rozpiszemy w tej sprawie referendum. To będzie dotyczyło także rynku pracy. Mamy miliony bezrobotnych. Zanim zbawimy świat, musimy im dać pracę.

Czytaj więcej

Tajny sondaż wyborczy we Francji. Szokujący wynik partii Marine Le Pen

Co jeszcze będzie przedmiotem referendum?

Polityka migracyjna. Zamierzamy odzyskać to, co nigdy nie powinno było zostać odebrane państwu narodowemu: decydowanie o tym, kto może się osiedlać w naszym kraju. To jest fundament suwerenności narodowej, którego pozbawia nas Komisja Europejska. Mamy już gotową ustawę w tej sprawie.

W razie przejęcia władzy przez Le Pen Francja pozostanie w unii walutowej?

Nie podajemy w wątpliwość przynależności kraju do strefy euro. Tę debatę mamy za sobą. Damy natomiast Francuzom możliwość wypowiedzenia się na temat wprowadzenia wyższości ustawodawstwa narodowego nad unijnym. Wyższości konstytucji nad prawem międzynarodowym. Co prawda w wielu przypadkach rozwiązania są tu wspólne. Ale nie zawsze. Weźmy pojęcie rządów prawa tak, jak zostało ono zdefiniowane przez TSUE, co pozwala Komisji Europejskiej na obłożenie sankcjami Węgier. Uważamy, że jest to pojęcie całkowicie mętne, co pozwala Unii na podjęcie działań z dala od czyjejkolwiek kontroli. Nie chcemy, aby francuska konstytucja była podporządkowana takiemu rozumieniu praworządności, co nie oznacza, że nie jesteśmy za demokracją. W tych wszystkich punktach chcemy oddać Francuzom prawo głosu. Od referendum w sprawie europejskiej konstytucji w 2005 roku, które zostało zresztą przegrane, nikt ich nie pytał o to, czy akceptują ewolucję integracji.

Tożsamość i Demokracja (ID), grupa, do której należy Zjednoczenie Narodowe, może uzyskać w europarlamencie maksymalnie 100 deputowanych. Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy (ECR), inny klub eurosceptyków, maksymalnie 70. Wciąż bardzo daleko do progu większości 361 posłów.

Po wyborach 9 czerwca dojdzie do głębokiej rekompozycji PE. Wszystko jest możliwe. Między naszymi klubami istnieją co prawda różnice, choćby odnośnie do polityki zagranicznej. Jednak zgadzamy się w sprawie fundamentalnej: konieczności obrony suwerenności narodowej.

Aby uzyskać większość w PE, konieczne będzie jednak wsparcie Europejskiej Partii Ludowej (EPP). Manfred Weber się na to zdecyduje?

Kordon sanitarny, jaki wokół nas utworzono, padł. Zbyt dużo osób na nas głosuje. Jestem przekonany, że będziemy budowali koalicje większościowe w konkretnych sprawach.

Unijnej polityki obronnej?

Z pewnością nie! Francja ma broń jądrową i nie zgodzi się na jej podporządkowanie ani Brukseli, ani Waszyngtonowi.

Jeśli wierzyć sondażom, Zjednoczenie Narodowe zdecydowanie wygra wybory do Parlamentu Europejskiego we Francji, uzyskując około jednej trzeciej głosów. To jest fala wznosząca, która zaprowadzi Marine Le Pen do Pałacu Elizejskiego za trzy lata?

Ten sukces trwa już od wielu lat. Marine Le Pen przewidziała, jak zmienią się oczekiwania francuskiego społeczeństwa. Dogłębnie przebudowała Front Narodowy, tworząc z niego Zjednoczenie Narodowe. Jako pierwsza zrozumiała, że scena polityczna nie jest już zbudowana wokół sporu lewicy z prawicą, ale raczej rywalizacji globalistów z narodowcami. My jednak jesteśmy takimi narodowcami, którzy nie chcą się zamknąć w sobie, ale zamierzają współpracować z innymi państwami. Opowiadamy się za Unią Europejską, jednak nie taką, jaką dziś mamy.

Pozostało 90% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Polityka
Nowa odsłona wojny gruzińskich władz z Zachodem. Płyną ku Rosji?
Polityka
Migranci z dalekiej Afryki. Śmierć w drodze do Europy
Polityka
Rosyjski sąd skazał eksperta od rakiet hipersonicznych. „Fala aresztowań naukowców”
Polityka
5 lat kadencji Wołodymyra Zełenskiego. Prezydent w pułapce wojny
Polityka
Żona Baszara el-Asada wygrała z nowotworem piersi. Teraz wykryto u niej białaczkę
Materiał Promocyjny
Technologia na etacie. Jak zbudować efektywny HR i skutecznie zarządzać kapitałem ludzkim?