– To absolutne zwycięstwo i jestem szczęśliwy – oświadczył prezydent po ogłoszeniu wstępnych wyników przedterminowych wyborów parlamentarnych.
Wygrała je i uzyskała większość w Skupsztinie koalicja partii wspieranych przez Vučicia. To jego wizerunek zapełniał koalicyjne plakaty, samo głosowanie było przyjmowane w kraju jak referendum wobec prezydenta.
Kluczowa figura
W dodatku ludzie prezydenta uzyskali lepszy wynik niż w poprzednich wyborach, które odbyły się niecałe dwa lata temu. W ciągu siedmiu ostatnich lat w Serbii trzy razy były przedterminowe wybory.
Czytaj więcej
Ledwie rok upłynął od czasu, kiedy prezydent Serbii Aleksandar Vučić wygrał reelekcję w pierwszej rundzie i wydawał się być królem życia. Dziś lide...
„Skala zwycięstwa oznacza, że Vučić pozostanie kluczową postacią polityczną dla dyplomacji USA i UE na Bałkanach Zachodnich” – podsumował Politico.
Triumfu prezydenta oskarżanego o kumoterstwo i sprzyjanie gigantycznym niegospodarnościom przy realizacji zagranicznych inwestycji nie są w stanie zepsuć nawet opozycyjne oskarżenia o fałszerstwa. – Tuż przed wyborami wydano 40 tys. nowych dowodów osobistych dla osób spoza miasta. Nie ma takiej możliwości, by rządzący legalnie wygrali w Belgradzie – mówił jeden z polityków opozycyjnego ugrupowania Serbia przeciw Przemocy Miroslav Aleksić. Poza parlamentarnymi odbywały się też wybory lokalne, w tym w Belgradzie.
Stolica była terytorium opozycji od maja, gdy zaczęły się ogromne manifestacje przeciwników Vučicia po dwóch strzelaninach w stolicy i jej pobliżu, w których było kilkanaście ofiar. Całe społeczeństwo przeżyło szok, a opozycja oskarżała prezydenta i jego stronników (przede wszystkim telewizje) o propagowanie przemocy. Stąd i nazwa opozycyjnego ugrupowania – Serbia przeciw Przemocy.
Właśnie pod naciskiem wielotysięcznych manifestacji prezydent ogłosił przedterminowe wybory. – Opozycja chciała początkowo tylko wyborów w stolicy, gdzie mogła zwyciężyć. Ale gdy protesty zaczęły wygasać, zażądała parlamentarnych. Vučicia to zadowoliło – przypomina serbski analityk Cvijetin Milivojević.
Czytaj więcej
Serbowie, którzy dołączyli do rosyjskiej prywatnej firmy wojskowej, znajdą się za kratkami po powrocie do domu - prezydent Serbii Aleksandar Vucic...
– Być może mieliśmy najgorszy proces wyborczy – mówi teraz jeden z opozycyjnych przywódców Radomir Lazović. Na północy kraju pobito obserwatorów na wyborach, innym tylko grożono przemocą. W głosowaniu podobno wzięli udział niezarejestrowani wcześniej Serbowie z Bośni i Hercegowiny. Władze gwałtownie zaprzeczają, ale lider tamtejszych Serbów Milorad Dodik opublikował swoje zdjęcie przy urnie.
„Terytorium Putina”
Jednak protesty mogą obecnie co najwyżej doprowadzić do uznania wygranej opozycji w stolicy, co w niczym nie przeszkodzi dalszym rządom Vučicia. – Opozycja nie potrafiła zjednoczyć się i wystąpić wspólnym frontem przeciw rządzącym. W rezultacie nie będzie silnej opozycji – mówi jedna z rosyjskich analityczek. W Moskwie uważnie przyglądają się sytuacji w Serbii, gdzie Vučić co prawda negocjuje wstąpienie do UE, ale odmawia wprowadzenia sankcji przeciw Rosji.
Jak bardzo prorosyjski jest jego reżim, przekonali się rosyjscy emigranci uciekający z ojczyzny przed wojną. Za wystąpienia przeciw Putinowi w Serbii wielu z nich zostało pobitych, innych deportowano. – To terytorium Putina – mówią teraz o Serbii. Podobno w kraju pojawiła się nawet grupa związana z wojskowym wywiadem GRU, która chciała prowadzić dywersje w Kosowie. Ale ostatecznie Kreml nie dał na to pieniędzy.
– Wybory w grudniu pozwalają Vučiciowi dość długo przeciągać formowanie rządu. (…) W rezultacie Belgrad może odsuwać wypełnienie żądań UE w sprawie sankcji na Rosję i w sprawie porozumienia z Kosowem co najmniej do jesieni 2024 roku. A wtedy świat może znajdować się już w zupełnie innej geopolitycznej rzeczywistości – sądzi analityk Jekaterina Etnina.
Wszyscy bowiem europejscy autokraci i dyktatorzy (jak Vučić, premier Viktor Orbán czy Władimir Putin) czekają na amerykańskie wybory i wygraną Donalda Trumpa. Jak i inni, Vučić sądzi, że łatwo się z nim porozumie i wsparty przez niego będzie negocjował o członkostwie w Unii z silniejszej pozycji. Przede wszystkim nie chce zrywać więzi z Rosją. Ale i opozycyjni politycy również tego nie chcą.
Jeden z nich Dragan Dilas wielokrotnie mówił, iż „nieracjonalnie jest psuć stosunki z Moskwą” bez względu na to, że „komplikuje to pozycję Serbii” w negocjacjach z Unią Europejską.