Kaczyński komentował w nim raport organizacji C40, do której należy także Warszawa.

Opublikowany w 2019 roku dokument zawiera rekomendacje dotyczące podjęcia działań, które ograniczyłyby emisję CO2, w tym m.in. ograniczenie spożycia mięsa do 16 kg rocznie na osobę czy nabiału do 90 kg, liczby samochodów na 1000 mieszkańców do 190 czy wydłużenie okresu używania urządzeń elektronicznych do 7 lat.

Działania te miałyby doprowadzić do ograniczenia wzrostu temperatury do 1,5 stopnia, który można uznać za względnie bezpieczny dla Ziemi i jej mieszkańców.

Czytaj więcej

Raport: Mniej mięsa, nabiału i samochodów. To powinniśmy zrobić, by pomóc Ziemi

Prezes PiS zapewnił w rozmowie z tygodnikiem, że jego formacja sprzeciwia się "sztucznym ograniczeniom w imię jakichś ideologii" i opowiada się za wolnością.

- Od nas Polacy nigdy nie usłyszą, że mają ograniczyć jedzenie mięsa, picie mleka, że mają obowiązek zmienić samochód na elektryczny albo nosić dwie koszule czy sukienki - mówił Kaczyński.

Dodał, że w postaci raportu "objawia się nam wielkie szaleństwo", ale PiS będzie bronić prawa "do wyboru stylu życia, sposobu odżywiania się, normalności".

Kaczyński stwierdził, że ilość mięsa, "którą chce dać Trzaskowski", jest trzykrotnie mniejsza od tej, jaką mogli nabyć na kartki pracownicy fizyczni w latach 80.

Sam Kaczyński wspominał, że jako iż w tamtym czasie nie miał stałego zatrudnienia, a więc i prawa do kartek, kupował takie "kartki fizyczne" na Bazarze Różyckiego.

- Kartka fizyczna, czyli przydział większy?

Tak, 4 kg mięsa na miesiąc! Ponad trzy razy więcej, niż chce dać Trzaskowski! - objaśnił prezes.

Cały wywiad ukaże się w "Sieci" w poniedziałek.