W trafionym rosyjską rakietą z wyrzutni Buk samolocie nad wschodnią Ukrainą zginęło 298 osób.

Trybunał, przyjmując sprawę do rozpatrzenia, uznał, że „tereny wschodniej Ukrainy opanowane przez separatystów od 11 maja 2014 roku do co najmniej 26 stycznia 2022 roku znajdowały się pod jurysdykcją Rosji”. Oznacza to „obecność dużego kontyngentu rosyjskiego personelu wojskowego” na tym terenie.

Czytaj więcej

Katastrofa MH17. Skazany za zestrzelenie samolotu znów w armii Rosji

W kolejnych rozprawach sędziowie będą musieli zdecydować, czy Rosja naruszyła Europejską konwencję praw człowieka m.in. poprzez kłamstwa na temat swej roli w zestrzeleniu samolotu (o co oskarżają ją Niderlandy). Wśród ofiar katastrofy najwięcej było obywateli niderlandzkich.

W listopadzie sąd w Amsterdamie uznał winnymi zbrodni trzy osoby: dwóch Rosjan i jednego obywatela Ukrainy oraz skazał ich na kary dożywocia. Sędziowie ustalili bez żadnych wątpliwości, że rosyjska rakieta została wystrzelona w pasażerskim samolot, nawet jeśli sprawcy sądzili, że jest on wojskowy.

Wyrok wydano zaocznie, ponieważ z czterech oskarżonych tylko jeden stawił się przed sądem (ale tylko wirtualnie). Wszyscy trzej skazani znajdują się obecnie na terenie Rosji. Sam Kreml określił listopadowy wyrok jako „skandaliczny” oraz „politycznie motywowany”, odmówił również współpracy w jego egzekwowaniu.

Jednocześnie z powodu napaści na Ukrainę Moskwa zaczęła wypowiadać międzynarodowe konwencje, które podpisała jako członek Rady Europy. Jako jedną z pierwszych umów, którą zerwała była Europejska Konwencja praw człowieka. Kreml przestał uznawać jurysdykcję Trybunału w Strasburgu.

Jednak Niderlandy argumentują, że zbrodnię popełniono jeszcze w czasie, gdy Rosja w pełni akceptowała konwencję i dlatego ewentualny wyrok musi być dla niej obowiązujący. W samym Trybunale przestrzegają, że sprawa może długo się toczyć, nie wiadomo też, czy Kreml przyjmie niderlandzką interpretację.