Czytaj więcej

Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 240

Wojna na Ukrainie trwa od blisko ośmiu miesięcy. Wojska rosyjskie rozpoczęły inwazję 24 lutego. Od tamtej pory przez granicę z Ukrainą do Polski wjechało 7,166 mln osób, zaś z Polski na Ukrainę odprawiono 5,364 mln - wynika z danych Straży Granicznej.

Premier Mateusz Morawiecki został przez "Dziennik Gazetę Prawną" zapytany, czy Polska jest gotowa na "ewentualną powtórkę napływu uchodźców z Ukrainy". Dziennikarze zwrócili uwagę, że mówi się o ryzyku zimowej fali migracji z Ukrainy wywołanej atakami wojsk rosyjskich na obiekty infrastruktury i próbą wywołania kryzysu energetycznego przez Rosjan.

Czytaj więcej

Ukraińskie wojsko: Wzrosły straty Rosjan w ludziach

W ostatnim czasie m.in. za pomocą dronów-kamikadze (to tzw. amunicja krążąca) wojska rosyjskie przeprowadziły serię ataków na obiekty infrastruktury krytycznej na Ukrainie, w tym na elektrownie i elektrociepłownie.

Premier Morawiecki przyznał, że groźba wywołania przez Rosjan kryzysu energetycznego "to jedna sprawa". - Druga to groźba finansowego wyczerpania Ukrainy, doprowadzenie do tego, by zbankrutowała, bo przecież państwo ukraińskie musi płacić pensje żołnierzom, policjantom, nauczycielom, pielęgniarkom, lekarzom... - powiedział.

Czytaj więcej

Macierewicz: Na Ukrainę trzeba wysłać wojska pokojowe ONZ. Zgoda Rosji? Niepotrzebna

- Brak pomocy finansowej w sytuacji, kiedy państwo zbiera może 20-30 proc. podatków z czasów przedwojennych, grozi zapaścią - ocenił szef polskiego rządu.

- Na pierwszy scenariusz gra Rosja. Drugi scenariusz współgra z pragnieniami tych, którzy chcieliby powrotu do business as usual, których symbolem jest okryty hańbą Gerhard Schröder (były kanclerz Niemiec, później szef rady dyrektorów w rosyjskim koncernie naftowym Rosnieft - red.) - powiedział Morawiecki.

Czytaj więcej

Dowódca wojsk rosyjskich na Ukrainie: Chcemy Ukrainy przyjaznej Rosji

- Atakowanie infrastruktury energetycznej i terroryzowanie miast sprawia, że rzeczywiście może dojść do kolejnej fali migracji. Polska wraz z innymi państwami wschodniej flanki może poradzić sobie z 500 tys. osób - dodał premier. - W tym momencie przygotowujemy się na różne scenariusze - zadeklarował Morawiecki.

"Trzeba się też liczyć z prowokacjami na terytorium naszego kraju"

W rozmowie z "DGP" szef polskiego rządu był też pytany o obawy związane z koncentracją wojsk rosyjskich na Białorusi. W ostatnim czasie strona białoruska informowała, że w ramach tworzenia rosyjsko-białoruskiego regionalnego zgrupowania wojsk z Rosji na Białoruś przyjedzie nie tylko 9 tys. żołnierzy, ale także kilkaset pojazdów wojskowych, w tym blisko 200 czołgów.

Czytaj więcej

Rosja wysyła na Białoruś kilkaset pojazdów wojskowych, w tym prawie 200 czołgów

- Bardzo obawiam się ataku wojska rosyjskiego bądź rosyjskiego i białoruskiego na północną granicę Ukrainy, bo tak rozumiem zamiary wynikające z gromadzenia nowo powoływanych żołnierzy i rezerw rosyjskich, i sprzętu wojskowego - odparł Mateusz Morawiecki. Przestrzegł przed "kolejnymi próbami destabilizacji granicy polsko-białoruskiej". - Mieliśmy z tym do czynienia rok temu. Wybudowaliśmy zaporę (na granicy Polski i Białorusi - red.), ale wraz z eskalacją działań wojennych trzeba uruchomić wyobraźnię i wziąć pod uwagę kolejne możliwe próby albo ściągnięcia rzesz migrantów, albo prowokacje na naszej granicy wywołane przez wojska rosyjskie i białoruskie. Trzeba się też liczyć z prowokacjami na terytorium naszego kraju - mówił szef rządu.