Do dokumentów, z którymi zapoznali się członkowie podkomisji smoleńskiej, dotarł Piotr Świerczek, dziennikarz TVN24.

Były członek podkomisji Macierewicza, Marek Dąbrowski powiedział, że "niewygodne dowody są albo przemilczane, albo są interpretowane niezgodnie z ich treścią". - Problem jest taki, że w sprawie Smoleńska pisanie raportów z wcześniej przyjętą tezą to jest od początku standard. Pewnie dlatego, że wszystkie te komisje podlegały politykom - przekazał.

TVN24 informuje o raporcie NIAR - Instytutu Badań Lotniczych z Wichita w Stanach Zjednoczonych. Podkomisja zapłaciła za sporządzenie raportu 8 mln złotych. W raporcie podkomisji pojawiają się fragmenty dostarczonego raportu. Pominięto te, które wykazują, że doszło do wypadku.

Czytaj więcej

Pół miliona złotych na podkomisję po publikacji raportu ws. katastrofy smoleńskiej

Podkomisja Macierewicza przekonuje m.in., że po kontakcie skrzydła TU154M z brzozą, doszłoby do ścięcia drzewa. Tak mieli w swoim raporcie napisać naukowcy z NIAR. Okazuje się, że w swoim raporcie naukowcy poinformowali, że ścięcie kilkunastu drzew było możliwe.

W końcowym raporcie członkowie podkomisji nie informują także o niskim przelocie tupolewa, o czym świadczyć ma zrzucony dach z budki Nikołaja Bodina.

Nie zawarto także wszystkich wniosków z przeprowadzonych przez członków komisji badań pirotechnicznych. W raporcie nie opublikowano fragmentu filmu z eksperymentu.