Czytaj więcej

"Rzeczpospolita" o katastrofie ekologicznej na Odrze: Najnowsze informacje i komentarze

Wystąpiła pani jako pierwsza, 3 sierpnia, z interpelacją poselską dotyczącą zatrucia Odry. Co panią do tego skłoniło?

W pierwszych dniach sierpnia zaczęły docierać do mnie i mojego biura poselskiego informacje o sytuacji na Odrze w Oławie. Przychodziły wiadomości z prośbami o interwencję oraz oznaczano mnie na Facebooku pod postami alarmującymi o sytuacji. Moje biuro działało wcześniej już w tego typu sprawach w przypadku Oławy, Ślęży czy Baryczy oraz regularnie interweniujemy w lokalnych sprawach w aglomeracji wrocławskiej oraz na Dolnym Śląsku. Nasza interwencja w przypadku Odry była więc oczywista. Skontaktowaliśmy się z panem Andrzejem Świętachem – prezesem Okręgu Polskiego Związku Wędkarskiego we Wrocławiu, który opisał nam sytuację oraz z którym konsultowaliśmy treść interwencji i interpelacji, które wysłaliśmy 3 sierpnia.

Czytaj więcej

Katastrofa ekologiczna na Odrze. Morawiecki zapowiada zaostrzenie przepisów

Osobiście też, jak każda wrocławianka i wrocławianin, jestem bardzo przywiązana do Odry oraz innych rzek. Odra jest błękitnozieloną tętnicą naszego miasta, a razem z Bystrzycą, Oławą, Ślęzą i Widawą jego krwiobiegiem. My żyjemy blisko rzek, obserwujemy ich stan, doceniamy ich naturalne piękno oraz walory rekreacyjne, wały i parki nad rzekami są naszym codziennym miejscem odpoczynku i spacerów.

To przywiązanie też zawsze starałam się przekładać na moją aktywność polityczną i dbanie o sprawy Odry, zwłaszcza kwestii jej renaturyzacji, pisząc w tych sprawach pisma oraz podpisując apele. Odra jest dla mnie jednym z priorytetowych lokalnych tematów. Jestem w stałym kontakcie z lokalnymi organizacjami ekologicznymi oraz aktywistkami i aktywistami, którzy działają między innymi w Koalicji Czas na Odrę oraz Koalicji Ratujmy Rzeki. Uczestniczę też w często odbywających się w naszym mieście konferencjach na temat Odry i jej przyszłości.

Dlatego interwencja w sprawie zanieczyszczenia dolnośląskiego odcinka rzeki Odry była dla mnie naturalnym ruchem.

18 czerwca wystąpiła pani z inną interpelacją. Czy była zgoda władz na zatruwanie Odry?

18 czerwca 2021 roku, czyli rok temu, wystąpiłam z interwencją do wojewódzkiego inspektora ochrony środowiska oraz burmistrza Oławy w sprawie zrzucania ścieków celulozowych do Oławy i Odry przez Producenta Wyrobów Papierniczych Jack-Pol sp. z o.o. Sprawa trwa już od roku 2009 i jest chyba jednym z najlepszych przykładów bezradności organów ochrony przyrody oraz zabawą w ciuciubabkę z lokalną społecznością i samorządem.

Polski Związek Wędkarski we Wrocławiu również wielokrotnie powiadamiał Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska, Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie o notorycznym zanieczyszczaniu Odry przez zakład Jack-Pol w Oławie, jednak nie spowodowało to podjęcia zdecydowanych działań przez instytucje.

Zakład ten ma pozwolenia wodno-prawne jedynie na odprowadzanie do Odry wód opadowych i roztopowych z terenu zakładu, a nie ścieków przemysłowych. Z punktu widzenia prawa nie było zgody władz na zatruwanie Odry, ale mamy do czynienia z ich bezradnością w obliczu regularnych nieprawidłowości i sygnałów lokalnej społeczności. Sam zakład w wyniku ponad kilkunastu kontroli na przestrzeni ośmiu lat został kilka razy ukarany mandatami za naruszenia przepisów. Tylko powiedzmy szczerze, że wysokość tych mandatów wahających się od 300 zł do 500 zł nie ma prawa zrobić na kimkolwiek wrażenia.

Ostatnia kontrola WIOŚ miała miejsce w ubiegłym tygodniu i chemicy badają próbki wody z wylotu do rzeki, którym oławski zakład miał zrzucać szkodliwe ścieki do Odry.

Oława i te zakłady są jednym z wielu punktów zapalnych na Odrze, co do których podnoszone są na nowo podejrzenia w obliczu obecnej katastrofy ekologicznej na Odrze. Jest przykład słabości całego systemu ochrony przyrody oraz gospodarki wodnej w Polsce. Takich małych Odr mamy w Polsce naprawdę wiele, teraz te wszystkie przypadki będą po raz kolejny wychodzić na światło dzienne.

Czytaj więcej

Niemiecki minister: Była rtęć w próbce z Odry, ale to nie ona spowodowała śmierć ryb

Jakie odpowiedzi i od kogo pani dostała?

Moją interwencję poselską skierowałam do wojewody dolnośląskiego, Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska, Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska i prezesa Wód Polskich. Trafiła ona również do wiadomości starostów oławskich i wrocławskich oraz prezydenta Wrocławia, a także Prokuratury Krajowej, GIOŚ i GDOŚ.

Do dziś dostałam odpowiedź tylko od Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska we Wrocławiu, która powiadomiła mnie, że wszczęła postępowanie administracyjne, gdyż wśród martwych ryb są gatunki objęte ochroną prawną. Pozostali adresaci mojej interwencji milczą, a 14-dniowy termin na odpowiedź mija 17 sierpnia.

Natomiast moją interpelację poselską skierowałam do Ministerstwa Infrastruktury, Ministerstwa Klimatu i Środowiska, Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz Ministerstwa Sprawiedliwości. Odpowiedzi brak, ale rządy Zjednoczonej Prawicy przyzwyczaiły nas do tego, że nie można liczyć na odpowiedź w regulaminowym 21-dniowym terminie, rekordziści umieją odpowiadać nawet pół roku.

Jednak mnie osobiście bardziej od braku odpowiedzi oburza coś innego – kompletny brak działania po moich interwencjach. W szczególności dotyczy to kompletnego braku działań wojewody dolnośląskiego Jarosława Obremskiego, do którego dotarły pierwsze sygnały w dniach 26–27 lipca, a który po raz pierwszy odniósł się do sprawy 11 sierpnia.

To wojewoda Obremski jako przedstawiciel Rady Ministrów w województwie i zwierzchnik zespolonej administracji rządowej na terenie województwa powinien być tą osobą, która jako pierwsza by zareagowała na informacje płynące od oławskich wędkarzy i samorządu oraz uruchomiła zarządzanie kryzysowe i powiadomiła ministerstwa o sytuacji.

Czytaj więcej

Premier Brandenburgii: Polska informowała ws. Odry ślamazarnie albo wcale

Co pani wie na temat skażenia, na ile problem jest dotkliwy, bo wiceminister infrastruktury uważa, że poniżej Cigacic wędkarze mogą łowić ryby, a mieszkańcy mogą wchodzić do Odry?

Na temat skażenia w praktyce wiemy tyle, ile nam mówią wędkarze i wolontariusze usuwający zanieczyszczenia z Odry oraz na ile informują nas polskie i niemieckie organy. W piątek, w dwa tygodnie po pierwszych sygnałach, dalej nie wiemy, co płynie Odrą i zabija w niej życie. Nie wiemy, jaka to jest konkretnie substancja, czy możemy ją zneutralizować oraz skąd może ona pochodzić.

Mezytylen pojawia się i znika z komunikatów Generalnego Inspektoratu Ochrony Środowiska. Jednocześnie z Niemiec przychodzą informacje o wysokim stężeniu rtęci w Odrze, teraz stwierdzono nietypowo podwyższony poziom związków soli, które mogą mieć związek z licznymi przypadkami śniętych ryb, ale według aktualnej wiedzy nie jest to jednak jedyny czynnik, który spowodował ich śmierć. A my dalej będziemy czekać na wyniki polskich badań praktycznie do początku przyszłego tygodnia.

Wszyscy wędkarze o wieloletnim doświadczeniu mówią, że nie jest to przyducha, bo ryby krwawią, to wygląda bardzo źle. Na zdjęciach widać, że ryby mają popalone skrzela. Ciężko więc czytać zapewniające o dobrym stanie Odry komunikaty WIOŚ oraz wierzyć w wypowiedzi wiceministra Witkowskiego.

Najbliższa przyszłość Odry kreśli się fatalnie. Tak naprawdę rzeka jeszcze długo będzie skażona. Nawet jeśli substancja spłynie, to ekosystem będzie potrzebował czasu na odbudowę. Biorąc pod uwagę różne czynniki, myślę, że może to zająć nawet i 10–15 lat.

Wypowiedzi wiceministra Witkowskiego są skandaliczne i są przykładem chaosu, który zapanował w rządzie w kontekście tej sytuacji. Są przykładem na szukanie usprawiedliwienia rządu i instytucji państwowych oraz prób zrzucenia winy na kogoś innego, na przykład na samorządy. Pan wiceminister Witkowski będzie jednym z symboli reakcji rządu Zjednoczonej Prawicy na katastrofę ekologiczną na Odrze, reakcji butnej oraz pozbawionej elementarnej odpowiedzialności za zdrowie i życie ludzi. Polki i Polacy tego nie zapomną.

Dlaczego możliwe, że niemieckie badania wykazały zatrucie rtęcią, a polskie nie?

To jest jedna z najtrudniejszych do wyjaśnienia kwestii, dlaczego niemieckie służby były w stanie tak szybko zrobić badania i mieć wyniki, a polskie służby od dwóch tygodni nie umieją stwierdzić, co płynie Odrą. Teraz niemieckie służby stwierdziły nietypowo podwyższony poziom związków soli. Widać, że bardzo prawdopodobnie mamy do czynienia z połączeniem wielu czynników, takich jak upał, niski poziom wody oraz bardzo licznych zanieczyszczeń w Odrze, bo jej lokalnych trucicieli mniej i bardziej powszechnie znanych jest naprawdę wielu.

Widać też niestety w tym kontekście, do jakiego stanu została doprowadzona Inspekcja Ochrony Środowiska, która jest organem chronicznie niedofinansowanym, instytucją za słabo wyposażoną, za mało rozbudowaną i ze zbyt małą liczbą pracowników pracujących za skandalicznie niskie stawki. Jeśli po tej katastrofie nie zrozumiemy, że musimy dokonać reformy organów ochrony przyrody, wzmocnić ich kompetencje oraz budżety, to takie katastrofy ekologiczne na rzekach będą się dalej powtarzać, a my nie będziemy mogli im przeciwdziałać.

Czas skończyć z taryfą ulgową dla trucicieli Odry i innych rzek. W całym kraju powinny ruszyć masowe kontrole w zakładach i fermach przemysłowych nad rzekami. Zbyt wielu ludzi wciąż czuje się bezkarnych i myśli, że mogą zrzucać do rzek zanieczyszczenia, nie patrząc na dobro wspólne i środowisko. To jest wielkie zadanie dla służb w kolejnych miesiącach.

Czytaj więcej

Anna Moskwa: nie wykluczamy żadnej przyczyny skażenia Odry. W pobranych próbkach nie stwierdzono rtęci

Czy skażone mogą być gleby i ludzkie życie jest zagrożone i na jaką skalę?

Oczywiście, że mogą być skażone gleby. Wody z rzeki trafiają też do wód gruntowych i stamtąd mogą zanieczyścić warstwę glebową. Rzeka to ogromny żywy ekosystem, na razie widzimy tylko ryby, a przecież zanieczyszczenie rozprzestrzenia się wokół. To nie jest tak, że fala spłynie i wszystko będzie dobrze. Jeśli na kilkuset kilometrach rzeki zanieczyszczenie powoduje taką katastrofę, to nie pozostanie to bez skutków dla Bałtyku, a wcześniej Zalewu Szczecińskiego.

W tym momencie mamy na całym odcinku Odry tony zatrutych ryb. Ich zdjęcia szokują, ale trzeba pamiętać, że nie tylko one są ofiarami. Zatrute są również drobne organizmy wodne, które stanowią część ekosystemu tej rzeki. Ucierpią też ptaki żyjące nad Odrą i żywiące się rybami. Będą umierać inne zwierzęta pijące wodę z Odry. Całe życie w rzece zostało zachwiane.

Najgorsze jest to, że bezpośrednio narażone zostało zdrowie oraz życie wędkarzy i wolontariuszy, którzy z wielkim poświęceniem od dwóch tygodni usuwają skutki katastrofy ekologicznej na Odrze. Nie dostali oni żadnego wsparcia od rządu lub Wód Polskich, które nie zapewniły żadnych środków ochrony osobistej wędkarzom i wolontariuszom, mimo ich sygnałów o poparzeniach i podrażnieniach skóry po usuwaniu martwych ryb. Pomagały Ochotnicze Straże Pożarne oraz samorządy, jak ten w Oławie, który sfinansował utylizację kilku ton padłych ryb.

Największe zagrożenie dla zdrowia ludzi na pewno stanowi obecnie zjedzenie ryby z Odry. To w tej kwestii powinny bardzo szybko być podjęte działania zakazujące połowu ryb z Odry oraz ostrzeżenia przed ich zjadaniem. Te ostrzeżenia i zakazy zostały wydane dopiero 11 i 12 sierpnia. System alertów RCB nie zadziałał w tak poważnej sytuacji i to zaniedbanie powinno być zbadane przez prokuraturę.

Dlaczego premier i ministrowie milczą? Czy sprawę próbuje się zamieść pod dywan?

Premier i ministrowie milczą, bo rząd Zjednoczonej Prawicy oraz nadzorowane przez niego instytucje po prostu zawiodły w obliczu katastrofy ekologicznej na Odrze. Ta sytuacja ich przerosła, a to godzi w narrację PiS o budowie silnego państwa, kiedy wszyscy widzimy, że jest ono instytucjonalnie słabe.

Cała tę sytuację na pewno zbagatelizowano, licząc na to, że nie będzie więcej problemów niż w Oławie. W interesie PiS nie jest pokazywanie katastrofy ekologicznej na Odrze, bo awaria Czajki wypada przy niej po prostu blado. Dlatego starano się przemilczeć ten temat, licząc, że problem spłynie szybko do Bałtyku.

Prokuratura musi wyjaśnić tę sprawę.

Małgorzata Tracz

Czy brak rekcji władz może mieć podłoże polityczne?

Brak reakcji jest polityczny, bo uderza prosto w tworzony przez Zjednoczoną Prawicę mit o budowaniu silnego państwa. Ta sprawa uderza w samo serce tego mitu w bardzo newralgicznej kwestii, jaką jest ochrona środowiska.

A rzeki i lasy, a w szczególności ich ochrona, są tym, na czym zależy wszystkim Polkom i Polakom, niezależnie od ich poglądów. To nie jest być może abstrakcyjny dla wielu osób temat kryzysu klimatycznego, to jest sprawa obok nas, bezpośrednio w nas uderzająca, tak samo jak smog lub masowe wycinki lasów w naszym sąsiedztwie. To przemawia do wszystkich i niepokoi wszystkich.

Stąd taka reakcja władzy, która liczyła, że politycznie przeczeka tę sprawę. Na szczęście media nagłośniły tę sprawę, wywołując poruszenie społeczne, co zmusiło rząd do działania. W tej chwili trwa usprawiedliwianie się poszczególnych instytucji państwa, co samo w sobie uderza w rząd, czego przykładem są pierwsze dymisje, na razie tylko w Wodach Polskich i GIOŚ. Ale powinny być kolejne.

Czy prokuratura wyjaśni sprawę, czy powinna powstać komisja śledcza ws. zatrucia Odry i zaniedbań?

Prokuratura musi wyjaśnić tę sprawę.

Nie możemy pozwolić, by za katastrofę ekologiczną na Odrze nikt nie poniósł odpowiedzialności, tak jak za katastrofę ekologiczną na Baryczy dwa lata temu lub na Warcie siedem. W sprawie Odry złożono już wiele zawiadomień do prokuratury. Wiem też, że Polski Związek Wędkarski oraz organizacje ekologiczne nie odpuszczą tej sprawy.

Niestety, prawdopodobnie minęło już bardzo dużo czasu od zatrucia. Po dwóch tygodniach i przy braku funkcjonowania stałego systemu monitoringu stanu wód w rzekach będzie już naprawdę ciężko znaleźć sprawcę. Można zawęzić listę podejrzanych o zatrucie Odry do zakładów przemysłowych, gdzie wśród odpadów jest dana substancja czy substancje, ale póki co nawet nie znamy substancji, które płyną Odrą, zabijając w niej życie. Nie można też jednak wykluczyć działania mafii śmieciowych, które w nielegalny sposób chciały pozbyć się niebezpiecznych odpadów, zwożonych za czasów PiS do Polski z różnych krajów.

Optymizmem nie napawają też statystyki skazań w sprawach o przestępstwa środowiskowe. Statystyki te są wręcz tragiczne. W skali roku udaje się skazać na bezwzględne więzienie od kilku do kilkudziesięciu osób. Ostatnio podniesiono maksymalne kary za przestępstwa przeciwko środowisku, czym bardzo się chwali wiceminister Ozdoba, ale to w żaden sposób nie wpłynie na to, czy uda nam się wykryć i skazać winnych katastrofy ekologicznej na Odrze.

Sama, jak wszyscy, bardzo bym chciała, aby w tej sprawie ukarano winnych. Na pewno będę wysyłać zapytania do WIOŚ-ów w kwestii wyników przeprowadzanych teraz kontroli w zakładach przemysłowych nad Odrą.

Natomiast, jeśli prokuratura ministra Ziobry nie podoła tej sytuacji, a mamy prawo podejrzewać, że raczej nie będzie się ona paliła do sprawdzania zaniedbań na przykład wiceministra Ozdoby z Solidarnej Polski w tej sprawie lub na światło dzienne wyjdą kolejne zaniedbania, to taka sejmowa komisja śledcza w sprawie katastrofy ekologicznej na Odrze powinna powstać.

Ta sprawa musi być wyjaśniona i musimy wyciągnąć wnioski.

Co należało zrobić i co dzisiaj trzeba zrobić?

Jeśli chodzi o to, co należało zrobić, to w pierwszej kolejności nie ignorować głosu wędkarzy i samorządu oraz bagatelizować sytuacji w Oławie. Przez bierność wojewody Obremskiego oraz służb straciliśmy ponad tydzień. Wtedy powinny być tak naprawdę uruchomione wszystkie mechanizmy zarządzania kryzysowego na poziomie województwa oraz wysłane ostrzeżenia do ludności przy pomocy alertu RCB, powinna pójść oficjalna komunikacja urzędu wojewódzkiego w tej sprawie.

4 sierpnia, po wykryciu w próbkach wody najprawdopodobniej mezytylenu, należało natychmiast uruchomić gotowe mechanizmy w ramach Międzynarodowego Planu Ostrzegawczo-Alarmującego i Awaryjnego – wysłać raport do Niemców oraz postawić w gotowości służby w Lubuskiem oraz Zachodniopomorskiem. Od tego momentu powinniśmy widzieć już zarządzanie kryzysowe na poziomie rządu. Zarządzanie kryzysowe, które wdrożono dopiero 11 i 12 sierpnia.

W tym momencie należało również rozważyć zrzut wody ze zbiorników na Nysie Kłodzkiej, aby rozcieńczyć truciznę w Odrze. Nie było zagrożenia powodziowego, gdyż na Odrze utrzymuje się susza hydrologiczna, która tylko pogarsza obecną sytuację.

Dziś w pierwszej kolejności musimy w końcu stwierdzić, co zatruło Odrę, nie możemy czekać na wyniki kolejne dwa tygodnie. Bez tego też nie będziemy w stanie wykryć sprawcy, gdyż tylko w ten sposób możemy zawęzić krąg podejrzanych. Znaleźć winnego czy winnych zatrucia Odry i ich ukarać – to jest zadanie dla prokuratury, które powinno iść równolegle z badaniem zanieczyszczeń. Nikt nie może zostać bezkarny w tej sprawie.

Po drugie, musimy ostrzegać ludzi o zagrożeniu, to podstawa. Muszą o tym komunikować zarówno media publiczne, jak i prywatne, rząd i samorządy. Potrzebujemy jasnej i transparentnej komunikacji rządu i służb w tej sprawie, aby odbudować do nich zaufanie i opanować obecny komunikacyjny chaos.

Po trzecie, trzeba uruchomić polskie i niemieckie służby – Państwową Straż Pożarną, Wojsko Polskie, niemiecką Federalną Agencję Pomocy Technicznej – do usuwania skutków katastrofy, odciążając wędkarzy i wolontariuszy, którzy dziś pracują z poświęceniem i narażeniem zdrowia. Teraz czas wysłać do tego zawodowców (specjalistów). Powinniśmy uruchomić również mechanizm rescEU – unijny system do walki z klęskami żywiołowymi – i poprosić o wsparcie z inne kraje.

Po czwarte, należy zacząć wdrażać Międzynarodowy Plan Awaryjny, co pozwoli na koordynację działań Polski i Niemiec. Tam, gdzie sytuacja jest najcięższa, rząd i wojewodowie powinni ogłosić stan klęski żywiołowej.

Po piąte, musimy zacząć opracowywać program osłonowy dla rolnictwa i turystyki na terenach nadodrzańskich. Katastrofa ekologiczna na Odrze bardzo mocno wpłynie na te dwie branże, które korzystają z Odry w swojej działalności, czy to jako atrakcję turystyczną, czy miejsce pojenia zwierząt i źródło wody.

Dziś też musimy zacząć realizować nasze traktatowe zobowiązania dotyczące postępowania z nieczystościami ciekłymi. W wielu miejscowościach nadal nie ma sieci kanalizacyjnej i oczyszczalni ścieków. Nieczystości, zanim trafią do wód czy na pola, nie są właściwie oczyszczane, co zagraża środowisku. Nie ma też regularnej kontroli nad indywidualnymi szambami. Za te wieloletnie zaniedbania Polsce grożą unijne sankcje – dziś jest to już 6 mld euro. Reforma gospodarki wodnej oraz organów ochrony przyrody musi nastąpić, musimy wyciągnąć wnioski z tej katastrofy.

Kto powinien ponieść konsekwencje?

Po pierwsze, konsekwencje karne i administracyjne musi ponieść osoba odpowiedzialna za zatrucie Odry. To powinien być dziś priorytet dla prokuratury.

Po drugie, czas skończyć z taryfą ulgową dla trucicieli Odry i innych rzek. W całym kraju powinny ruszyć masowe kontrole w zakładach i fermach przemysłowych nad rzekami. Zbyt wielu ludzi wciąż czuje się bezkarnych i myśli, że mogą zrzucać do rzek zanieczyszczenia, nie patrząc na dobro wspólne i środowisko. To jest wielkie zadanie dla służb w kolejnych miesiącach.

Musimy też oczywiście wyciągnąć konsekwencje polityczne.

Pierwsze zostały wyciągnięte wobec prezesa Wód Polskich oraz szefa Generalnego Inspektoratu Ochrony Środowiska, których odwołał premier Morawiecki w piątek. W ten sposób rząd tak naprawdę przyznał się do tego, że zbagatelizowano tę sytuację i zmarnowano dużo czasu na reakcję, na ostrzeżenie mieszkańców i mieszkanek, uruchomienie odpowiednich służb oraz ratowanie Odry.

Obok prezesa Wód Polskich oraz szefa Generalnego Inspektoratu Ochrony Środowiska odwołany powinien być także w trybie natychmiastowym wojewoda dolnośląski Jarosław Obremski, który zignorował kompletnie wszystkie sygnały i zbagatelizował sytuację w Oławie na samym początku katastrofy ekologicznej na Odrze. Jego brak działań na początku sierpnia prawdopodobnie kosztował nas ponad tydzień zwłoki.

Ale na tym nie mogą się zakończyć konsekwencje polityczne. Powinno dojść do dymisji w ministerstwach, które powinny od początku działać w tej sprawie – infrastruktury, klimatu i środowiska oraz spraw wewnętrznych i administracji, także pośród wojewodów. Minimum w tej sytuacji powinno być odwołanie ministra Adamczyka i minister Moskwy oraz wiceministra Gróbarczyka, wiceministra Witkowskiego i wiceministra Ozdoby, czyli ludzi bezpośrednio odpowiedzialnych i nadzorujących organy ochrony przyrody oraz Wody Polskie.

Jeśli skala katastrofy ekologicznej na Odrze oraz ilość zaniedbań z nią związanych okaże się z czasem gigantyczna, to tak naprawdę do dymisji powinien się podać premier Morawiecki, ale żyjemy w realiach, w których to się raczej nie stanie.