Nową konstytucję poparło ponad 92 proc. głosujących w poniedziałkowym plebiscycie. Frekwencja była bardzo niska – 27,5 proc., ale nie miała znaczenia. Prezydent Kais Saied tryumfował: – Teraz będzie można wprowadzić w życie wszystkie żądania narodu tunezyjskiego.

Naród faktycznie wykazywał wielkie niezadowolenie z systemu politycznego, który ukształtował się po obaleniu na początku 2011 r. dyktatora Zin al-Abidina Ben Alego. Dał temu wyraz rok temu, organizując wielkie protesty, którym patronował prezydent Saied, przedstawiający się jako przeciwnik establishmentu.

Czytaj więcej

Dużymi krokami Tunezja wraca do dyktatury

Jaki był to system? Z jednej strony demokracja, wielopartyjne rządy, duże znaczenie organizacji społecznych i związków zawodowych. To sprawiało, że o Tunezji mówiono jako jedynym kraju arabskim, w którym po buntach sprzed przeszło dekady zaszły pozytywne zmiany polityczne.

Z drugiej jednak – korupcja i nepotyzm nie zniknęły, ale kwitły, przede wszystkim zaś nie poprawiła się sytuacja gospodarcza, a liczni absolwenci nie mogli znaleźć pracy zapewniającej godne życie. Godność i sprawiedliwość – to były hasła rewolucji z przełomu 2010 i 2011 r.

Dzięki nowej konstytucji będzie dysponował większymi uprawnieniami w zakresie ustawodawstwa i wymiaru sprawiedliwości, niż miał Ben Ali. To on będzie mianował ministrów i sędziów, a także ich wyrzucał.

Jeszcze bez takich uprawnień zawiesił rok temu parlament (byli w nim przedstawiciele ponad 20 ugrupowań, w tym najsilniejszego – umiarkowanie islamistycznej Nahdy), co wówczas cieszyło się wielkim poparciem społecznym. Teraz jednak, co widać po frekwencji w referendum, znacznie spadło zaufanie do prezydenta, choć nadal jest on najpopularniejszy.

Sytuacja gospodarcza kraju jest katastrofalna. Tunezja prowadzi negocjacje z MFW w sprawie pakietu ratunkowego. Liczy też na pomoc UE i USA. – Europejczycy i Amerykanie wciąż mogą zniechęcać Saieda do działań bardziej represyjnych niż te, które prowadził do tej pory, do prześladowania przeciwników politycznych i dalszych restrykcji wobec społeczeństwa obywatelskiego – uważa Anthony Dworkin, analityk think tanku ECFR.