Czy drożyzna skończy się, gdy skończą się rządy PiS, jak twierdzi Donald Tusk?

Oczywiście, że nie. Wypowiedź Tuska jest symboliczna dla czekającej nas kampanii wyborczej. Będzie ona wyjątkowo demagogiczna, bo trzeba być przedszkolakiem, żeby wierzyć w to, że jak się zmienia rząd, to z dnia na dzień mogą się zmienić parametry gospodarcze. Prezes Kaczyński idzie łeb w łeb z Tuskiem, bo w tym samym czasie zapowiedział, że zrobi wszystko, żeby 14. emerytura pozostała już na stałe. Wiemy doskonale, że inflacja ma źródła zewnętrzne, ale i wewnętrzne, a wśród tych drugich rozbudowana polityka społeczna, zwłaszcza te dodatkowe świadczenia emerytalne, to czynnik inflacjogenny.

Czytaj więcej

Afera mailowa uderza w Trybunał Konstytucyjny

Rządzący mniej mówią o inflacji, a więcej o Tusku, szczególnie premier Morawiecki, i LGBT, tu popisy retoryczne daje prezes Kaczyński. Czy próba straszenia LGBT może PiS pomóc?

To testowanie przez polityka na żywym organizmie elektoratu tego, czy jakieś hasła zadziałają, czy nie. Zwłaszcza prezes Kaczyński, który w czasie swojego objazdu kraju testuje różne tematy. On teraz poczeka na reakcje sondażowe, na opinie, które będą wynikały z badań, czy temat LGBT jeszcze ożywia Polaków, czy czują się tym zagrożeni, bo jeżeli tak, to będzie o tym stale mówił przez najbliższy rok. Jak zobaczy, że to nie za bardzo pomaga, że to PiS mogło zaszkodzić, to się wycofa. Nie mam cienia wątpliwości, że jest to temat sztucznie wywoływany przez Kaczyńskiego.

A co z szefem rządu?

U premiera Morawieckiego dostrzegam objawy obsesji na punkcie Donalda Tuska. On poświęcił mu mniej więcej połowę poniedziałkowego wywiadu w TVP. Wracał do tego nawet wtedy, kiedy nie musiał, kiedy nie był o to pytany. Mówił na poziomie takiej osobistej wrogości, na granicy obsesji. Z jednej strony Donald Tusk jest dla PiS najkorzystniejszym głównym przeciwnikiem, bo na niego jest najwięcej amunicji. Z drugiej strony w przypadku premiera Morawieckiego to zahacza już o jakieś osobiste obsesyjne zacietrzewienie. Bo jeżeli on zaczyna wracać do bardzo niewygodnej sprawy swojego osobistego majątku i mówi, że owszem, on jest bogaty, ale on ten majątek zrobił przed wejściem do polityki, a Tusk to się dorobił na polityce, to powiedzmy sobie jasno: dowodzi to jakiegoś naprawdę bardzo osobistego traktowania tego konfliktu.

Dlaczego tematem wiodącym dla PiS nie jest drożyzna i wysokie raty kredytów Polaków?

Oni zdają sobie sprawę, że te recepty, które są powszechnie znane i które w przeszłości służyły do ograniczania inflacji, są z punktu widzenia polityki PiS samobójcze. PiS na to, co nazywa „putinflacją”, i na co zwala całą odpowiedzialność, nie ma wpływu, bo wzrost cen ropy naftowej, gazu czy węgla na świecie jest obiektywny. Natomiast miałby wpływ na ograniczenie popytu wewnętrznego, ale musiałby się na przykład wycofać z 14. emerytury, powiedzieć Polakom, że to napędza inflację. Tymczasem prezes Kaczyński idzie dokładnie w odwrotną stronę. Nie tylko mówi, że będzie w tym roku 14. emerytura, ale mówi, że teraz to już zrobią, żeby ona była co roku. To jest ewidentne gaszenie inflacyjnego pożaru benzyną.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

Dlaczego PiS to robi?

Bo boi się przegrać wybory. Do 30 proc. PiS ma swój twardy elektorat ideologiczny. Ale to, co mu daje prawo do rządzenia Polską od 2015 roku, to pozyskiwanie głosów tych wyborców, którzy dali 43 proc. w poprzednich wyborach – to jest kilkanaście procent dodatkowo. I to jest elektorat socjalny. On pójdzie za tym, kto mu więcej obieca, i w związku z tym PiS nie może sobie odpuścić i zacząć mówić prawdy o tym, jak walczyć z inflacją. Jeśli PiS straci władzę w przyszłym roku, to będzie opowiadał, że stracił ją przez pandemię i przez wojnę w Ukrainie, przez Putina, bo sam nie popełnił żadnych błędów i pod jego rządami żyje się wyłącznie lepiej. Inflacja zawsze jest na dłuższą metę niekorzystna dla rządzących, ponieważ coraz więcej obywateli jest wściekłych na sytuację. Drożyzna jest coraz bardziej dolegliwa, bo się kończą rezerwy, oszczędności, a tymczasem przybywa różnych wydatków, bo życie idzie do przodu. Zwykle tak było dotąd w Polsce, że za głównego winnego uważano rząd. I tego PiS się panicznie boi.

Dlatego Tusk tak mocno uderza w nutę „pisinflacji”. Problem w tym, że i Tusk nie ma odpowiedzi, co z tą inflacją zrobić.

Tematem, który PiS również stara się przemilczeć jest afera mailowa. Pojawiły się kolejne maile Michała Dworczyka, któych bohaterką jest Julia Przyłębska.

Gdybyśmy żyli w kraju, w którym obowiązują standardy, jakie wynikają z konstytucji, to mielibyśmy do czynienia z trzęsieniem ziemi. Natomiast wszyscy, którzy znają skład Trybunału Konstytucyjnego, nie mają złudzeń co do jego dyspozycyjności wobec prezesa Kaczyńskiego czy – szerzej – obozu władzy. I mamy tylko potwierdzenie tego, co właściwie wszyscy wiedzieliśmy. Obawiam się, że choć to powinno wywołać trzęsienie ziemi, to nie będzie nawet małego ruchu skorupy politycznej.

Dlaczego?

Trybunał Konstytucyjny jest dyspozycyjny wobec PiS, co maile Dworczyka tylko potwierdzają

prof. Antoni Dudek

Dlatego, że strona opozycyjna będzie powtarzała to, co dotąd mówi – że trójpodział władzy w Polsce został zaburzony przez PiS. I to wszyscy już wielokrotnie oprotestowali. Natomiast zwolennicy PiS powiedzą: „a bo wyście mieli poprzednio swoich sędziów, to wam było dobrze, a teraz jak myśmy sędziów TK odzyskali, to wam się to nie podoba”. Czyli, inaczej mówiąc, elektorat PiS jest impregnowany na tego typu argumenty. W Polsce niestety zrozumienie dla reguł trójpodziału władzy, państwa prawa czy pewnej wyższej kultury politycznej jest bardzo ograniczone. W związku z tym nie spodziewam się, żeby to wywołało taki efekt jak kiedyś np. z Sowy i Przyjaciół.

To jest też kwestia tego, że tu mamy do czynienia z mailami, a wtedy mieliśmy do czynienia z nagraniami. Kaczyński przejmuje się aferami, ale tylko tymi, które dotyczą sfery ekonomicznej przywilejów władzy albo nadużywania władzy, jak to się ministrowi Cieślakowi przytrafiło. Tam, gdzie to dotyczy takich subtelnych kwestii, jak właśnie trójpodział władzy, relacje między władzą sądowniczą a wykonawczą, to prezesa Kaczyńskiego nie interesuje, bo on wie, że jego elektoratu to „nie rusza”. Z tego typu afer PiS udaje się wykręcać.

Z maili wynika, że szef Kancelarii Premiera miał omawiać z prezes TK decyzje Trybunału. Czy to może się skończyć w przyszłości konsekwencjami dla Przyłębskiej i Dworczyka?

Zdecydowanie tak. Gdybyśmy próbowali przywrócić praworządność, to na pewno jest to sprawa do postępowania przed Trybunałem Stanu zarówno dla ministra Dworczyka, jak i dla prezes Przyłębskiej. Tylko pytanie, czy znajdzie się kiedyś w Sejmie większość zdolna do postawienia ich przed sądem. I drugie pytanie, o wiarygodność tych maili. Minister Dworczyk już dawno przyjął strategię, że te maile są w ogóle niewiarygodne i nie będzie w ogóle ich komentował.

Ale wiarygodności maili nikt nie zaprzeczył, a wicepremier Jacek Sasin potwierdził autentyczność części korespondencji, która jego dotyczyła.

Uważam te maile za wiarygodne. PiS tego nie komentuje i to z ich punktu widzenia jest najlepsza taktyka, którą będą w stanie konsekwentnie utrzymywać.

Czy Polacy powinni być informowani na temat afery mailowej, o której nie chce mówić rząd?

Zdecydowanie tak. Te maile układają się w logiczną całość. Nie jestem zaskoczony, że tego typu kontakty miały miejsce. Każda ekipa, która popada w samozadowolenie, zostawia po sobie ślady. Bez maili wiadomo, że prezes Przyłębska nie jest niezależna od PiS. Od momentu, gdy została wybrana – także z racji relacji, które prezes Kaczyński sam ujawnił, mówiąc o swoim „odkryciu towarzyskim” – mamy jasność co do zażyłości prezes TK z prezesem PiS. A to, że później prezes Kaczyński nas solennie zapewnia, że on przy tych kolacjach z prezes Przyłębską o orzecznictwie TK nie rozmawia, to kto chce wierzyć, niech wierzy. Prezes Przyłębska jest głęboko uzależniona od prezesa Kaczyńskiego i afera mailowa tylko tę zażyłość potwierdza.

współpraca Jakub Mikulski