To powinien być czas Grupy Wyszehradzkiej. Największa od 80 lat wojna w Europie wybuchła za wschodnią granicą trzech z czterech krajów należących do tej struktury: Polski, Słowacji i Węgier. Jednak szef słowackiej dyplomacji Ivan Korcok w wywiadzie opublikowanym na oficjalnym koncie na Facebooku zapowiada, że V4 pozostanie „niema”, gdy chodzi o sprawy międzynarodowe. W zamian Grupa ma się jego zdaniem skoncentrować na sprawach, które „obchodzą naszych obywateli”, jak rozwój infrastruktury transportowej czy obniżenie cen energii. To zasadnicze odejście od dotychczasowej roli Wyszehradu, który potrafił narzucić reszcie Unii swoją narrację, choćby w czasie kryzysu migracyjnego w 2015 r. Słowacja przejęła od Węgier przewodnictwo w V4 na rok.

Powrót do korzeni

Zdaniem Petera Dlhopeca z portalu Reporting Democracy słowackie władze od dawna irytowały próby Viktora Orbána wykorzystania Wyszehradu dla promocji swojej koncepcji „nieliberalnej demokracji”. Bratysława, podobnie jak Praga, nie chciały też być kojarzone z permanentnymi sporami, jakie węgierskie i polskie władze prowadzą z Brukselą. Oba kraje znają znacznie bardziej finezyjne sposoby obrony własnych interesów we Wspólnocie.

Okazję do nowego otwarcia stworzyło jednak nie tylko przejęcie przez Słowaków przewodnictwa w V4, ale i spolegliwa wobec Moskwy polityka Orbána. To doprowadziło do rozerwania polsko-węgierskiego sojuszu i umożliwiło daleko idącą izolację Budapesztu. Węgrzy, którzy nie tylko nie chcą przekazywać broni Ukraińcom, ale nawet nie zgadzają się na jej przewóz przez swoje terytorium, wymusili daleko idące rozmydlenie embarga Unii na rosyjską ropę.

– Wyszehrad został powołany w 1991 r., aby ułatwić integrację krajów Europy Środowej z NATO i UE. Ich celem była jak najgłębsza integracja z Zachodem – wskazuje Korcok. Jego słowa kontrastują z ciągłymi atakami władz w Warszawie na „Zachód”, którego najwyraźniej nie czują się częścią. – Pomysł, by Wyszehrad był osobnym blokiem politycznym w Unii nie jest dobry – dodaje szef słowackiej dyplomacji. Ta ocena idzie z kolei w poprzek prowadzonej od 2015 r. przez PiS polityki zagranicznej, której celem jest oparcie wpływów Polski we Wspólnocie na organizacjach współpracy regionalnej jak Grupa Wyszehradzka czy Trójmorze.

Podejście Słowaków podzielają Czechy, które 1 lipca przejęły przewodnictwo w Unii, choć na pół roku. W tej sprawie specjalne oświadczenie wydało nawet MSZ w Pradze. – Wyszehrad z pewnością nie umarł. Ale bierze urlop – mówi czeski minister ds. europejskich Mikulas Bek, odnosząc się do ukraińskiej polityki Orbána.

Ale to niejedyny powód, dla którego Czechy chcą wziąć Wyszehrad na dystans. Zdaniem Beka przewodnictwo w UE to znakomity moment, aby jego kraj został uznany za „normalne państwo Unii” jak Szwecja czy Dania, „bez żadnych „ale” czy „i”. Czechy, które pod względem poziomu życia prześcignęły już Hiszpanię, stają przed testem, który rozstrzygnie, czy bardziej solidaryzują się z Europą Środkową czy resztą Unii. Chodzi o blokadę przez Węgry decyzji o nałożeniu minimalnego (15 proc.) podatku od zysku koncernów. Emmanuel Macron, który stał na czele Unii do 1 lipca, chciał ominąć węgierskie weto, sięgając do procedury „wzmocnionej współpracy” wybranych krajów Unii. Nie wiadomo, czy Czesi zdecydują się na tę drogę.

Więzi transatlantyckie

Mimo wszystko polityka wschodnia Czech jest pod wieloma względami bliska polskiej. Premier Petr Fiala towarzyszył Mateuszowi Morawieckiemu i Jarosławowi Kaczyńskiemu w podróży do Kijowa na początku czerwca. W październiku Czesi, którzy przyjęli już 400 tys. ukraińskich uchodźców, chcą zorganizować w Pradze szczyt przywódców UE. Ma on rozstrzygnąć o europejskich perspektywach Kijowa. Spotkanie, na które miałby przyjechać także Joe Biden i Wołodymir Zełenski, być może odwoła się do idei Macrona „europejskiej wspólnoty politycznej”. Chodzi o włączenie Ukrainy w prace Unii, nim (jeśli kiedykolwiek) znajdzie się w Unii.

Jak wskazuje Fiala, testem dla czeskiego przewodnictwa będzie jednak przede wszystkim kryzys energetyczny, jaki szykuje UE Władimir Putin. W Brukseli żywe są obawy, że tej jesieni Kreml całkowicie odetnie Unii dostawy gazu, wpychając ją w głęboką recesję. To stawia pytanie o to, jak zachowa się w tej sytuacji Orbán. Nie jest też jasne, czy Czechom uda się skłonić pozostałe kraje UE do nałożenia kolejnego pakietu sankcji na Rosję. Czesi nie zamierzają natomiast kontynuować starań Francji w sprawie budowy autonomicznej unijnej polityki zagranicznej. – Bardzo cenimy więzi transatlantyckie – tłumaczy Fiala. I w tym ma zbieżne poglądy z Warszawą.