W czwartek swoją cegiełkę do długoterminowego sporu związanego z realizacją kamieni milowych i zmian w wymiarze sprawiedliwości dołożyła Věra Jourová, wiceszefowa Komisji Europejskiej. W trakcie wystąpienia przed jedną z komisji w Parlamencie Europejskim stwierdziła, że ustawa prezydenta Andrzeja Dudy wcale nie spełnia kamieni milowych KPO. – Bez wystarczającej reakcji w prawnie wiążących przepisach dotyczących sędziów nie wypłacimy pieniędzy – stwierdziła.

Wypowiedź Jourovej szybko stała się w Polsce ważnym tematem, ale i spotkała się z odpowiedzią KE. Komisja Europejska podkreśliła oficjalnie, że nie przystąpiła jeszcze do oceny nowych przepisów przyjętych w Polsce.

Apelujemy do Sejmu: weźcie się do roboty, przesłaliśmy wam nasze poprawki

Tomasz Grodzki

W Warszawie w kręgach partii rządzącej sprawa komentowana jest jednoznacznie. – Jourová nie uczestniczyła w negocjacjach w sprawie kamieni milowych i KPO, bo było jasne, że będzie wykluczała z góry jakiekolwiek porozumienie z Polską. Te słowa tylko to potwierdzają – słyszymy w klubie PiS od ważnego polityka partii Jarosława Kaczyńskiego, który zna sytuację.

Nasi rozmówcy z PiS od dawna spodziewają się, że „chybotanie łódką” (jak określają wypowiedź Jourovej) będzie się powtarzało aż do przyszłorocznych wyborów parlamentarnych. Tak samo PiS spodziewa się, że i próby wywrócenia porozumienia rządu z Komisją będą miały miejsce w Warszawie. – Zawiązała się swoista koalicja. Donald Tusk, Zbigniew Ziobro i Věra Jourová nie chcą, aby Polska dostała fundusze – mówi nasz informator z PiS.

Sprawę bardzo szybko podchwycili politycy opozycji. Na przykład marszałek Senatu Tomasz Grodzki zaapelował do rządzącej większości, by wprowadzić stosowne poprawki do prezydenckiej ustawy. – Apelujemy do Sejmu: weźcie się do roboty, przesłaliśmy wam nasze poprawki – mówił Grodzki.

Nie tylko praworządność

Ostatnie kilkanaście miesięcy to dyskusja o KPO zarówno w Brukseli, jak i w koalicji rządzącej. Tuż po formalnym zatwierdzeniu planu oraz po przegłosowaniu przez Sejm ustawy prezydenta Andrzeja Dudy likwidującej Izbę Dyscyplinarną rozpoczął się jednak spór między PiS a Solidarną Polską w sprawie innych zapisów z KPO, na które miał się zgodzić rząd, w tym dotyczących transportu i energetyki. Jak słychać, sprawa ustaleń kamieni milowych została wykorzystana też wewnętrznie w sporze frakcji w samym PiS, przez tych polityków partii rządzących, którzy są w opozycji wobec premiera Morawieckiego.

Czytaj więcej

Michał Szułdrzyński: Spór w PiS o kamienie milowe, czyli droga do katastrofy

W PiS krytyka ze strony Zbigniewa Ziobry – który od kilku tygodni nieustannie podkreśla własne stanowisko, np. w sprawie transportu czy energetyki – jest traktowana przede wszystkim jako próba „odróżnienia się” w sprawach istotnych dla wyborców prawicy.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

KPO i kamienie milowe stały się więc częścią dobrze znanego już mechanizmu politycznego i wyborczego. A jednocześnie koalicję rządzącą dzieli jeszcze wiele miesięcy od sfinalizowania rozmów dotyczących list wyborczych. Co najmniej do tego czasu tożsamościowy spór będzie trwał, najpewniej na coraz to nowych polach – przewidują nasi rozmówcy z PiS.

Solidarna Polska stawia na własną tożsamość również na wypadek, gdyby w ramach fiaska rozmów dotyczących jednej wyborczej listy z PiS musiała startować samodzielnie.

Kwestia regulaminu

Opozycja – a konkretniej PSL-Koalicja Polska – przypomniała niedawno, że jednym z kamieni milowych jest zmiana regulaminu Sejmu, co ma się wydarzyć do 30 września tego roku. Korekty mają między innymi utrudnić błyskawiczne przyjmowanie projektów ustaw i wprowadzają obowiązkowe konsultacje poselskie.

Ludowcy przypomnieli w tym tygodniu o swoim projekcie „Otwarty parlamentaryzm”, który zakłada m.in. wprowadzenie cyklicznej „godziny pytań do premiera” i poszerzenie roli konsultacji w tworzeniu prawa. – Lepiej wprowadzić zmiany z własnej inicjatywy niż pod presją UE – mówił w tym tygodniu o projekcie PSL-Koalicji Polskiej senator Kazimierz Michał Ujazdowski.

Ludowcy podkreślają też, że ich pomysł uzyskał poparcie wszystkich partii opozycyjnych, a „odbudowa debaty w Sejmie” jest w obecnych warunkach koniecznością.