Czy ponad rok przed wyborami parlamentarnymi temat wspólnych list wyborczych opozycji jest istotny?

Tak, ponieważ jest to dodatkowa szansa na pokonanie PiS w wyborach. Ale niejedyna szansa, bo byłoby nią również pojawienie się środowiska politycznego, które potrafiłoby odebrać część dawnych wyborców PiS, już sfrustrowanych i zniechęconych do tej partii. To musi być formacja umiarkowanie konserwatywna, proeuropejska, ale jednocześnie szanująca tradycyjny system wartości. Stąd jest ważne, aby mówiąc o wspólnym starcie w wyborach, pamiętać o tym, że musi być na tej opozycji biegun umiarkowanie konserwatywny.

Czytaj więcej

Michał Szułdrzyński: W którą stronę skręci Donald Tusk

Powinna powstać nowa partia konserwatywna?

Są trzy podmioty polityczne, które deklarują jakąś formę umiarkowanego konserwatyzmu – PSL razem z Koalicją Polską, partia Szymona Hołowni i środowisko Jarosława Gowina. Namawiam te środowiska do tego, aby pokazały, że potrafią ze sobą blisko współpracować i że ewentualnie są właśnie w stanie wystawić wspólną listę w wyborach do Sejmu.

Ile powinno być list na wybory po stronie opozycji?

Jak najmniej. Chodzi o jak najdalej idącą jedność, pod warunkiem że nie będzie ona odstraszała wyborców umiarkowanie konserwatywnych. Bo tacy są po stronie PiS i takich należy przeciągnąć na dobrą stronę mocy, czyli na stronę opozycji demokratycznej. Im większa jedność, tym lepiej, ale pod warunkiem że nie będzie ona oznaczała, że będzie się kruszył ten biegun umiarkowanie konserwatywny.

Jedna wspólna lista z Koalicją Obywatelską jest niemożliwa dla PSL i Polski 2050?

Jest trudna. Ale jeśliby się porozumiały ze sobą te trzy środowiska – PSL, Polska 2050 i Gowin – to wtedy z innej zupełnie pozycji, bardziej partnerskiej, mogliby rozmawiać z Platformą Obywatelską i można by było rozwiązać łatwo cały szereg wątpliwości. Rozmawiamy w tej chwili na temat inicjatywy instytutów byłych prezydentów, która byłaby wymierzona w taki prosty cel: aby zaprosić partie polityczne do wspólnego rozmawiania, po to, aby pokazać, że w niektórych obszarach nie jest tak trudno znaleźć wspólny mianownik programowy. Wydaje mi się to łatwe. Trudniejsza sprawa jest ze sprawami ideowymi. Tu niewątpliwie Lewica będzie odstraszała konserwatystów, a pewnie konserwatyści będą odstraszali Lewicę. Natomiast współpraca PO i tych pozostałych partii wydaje mi się absolutnie do uzyskania także ze względu na doświadczenia historyczne PSL, podobnie jak wielu działaczy partii Hołowni i Gowina.

Czy wspólna lista byłaby w interesie mniejszych partii czy w interesie PO i Donalda Tuska?

Dlatego ja mówię nie o jednej wspólnej liście, tylko o jak najdalej idącej współpracy, ale zaczynając od tego bieguna umiarkowanie konserwatywnego. Szermowanie dzisiaj hasłem stuprocentowej jedności służy głównie PO. Pozostałe partie, łącznie z Lewicą, muszą się martwić o to, czy wspólny sukces, za przyczyną metody liczenia głosów d’Honta, nie będzie oznaczał, że w wymiarze praktycznym te mniejsze środowiska utracą część wyborców.

Wyobraża pan sobie wspólną listę KO z Lewicą?

Tak, bo takie koalicje istnieją choćby w samorządach. Nie gorsze z tego powodu, choć to trudny wybór dla Platformy, która musi wtedy podejmować decyzje, czy szuka partnerów i łowi wyborców bardziej na prawo od centrum, czy też zbliża się do Lewicy i przyjmuje częściowo jej postulaty i elementy programowe.

Czy udało się rządowi porozumieć z Komisją Europejską w sprawie praworządności?

Tzw. kamienie milowe są elementem daleko idącego kompromisu ze strony KE, która nie dała jakichś zaporowych warunków. Widać, że Komisji bardzo zależy na tym, aby wywikłać Polskę z konfliktu politycznego. Mam nadzieję, że KE dobrze rozważyła, czy nie zdradzi zasad i wartości europejskich przy okazji, oferując rządowi polskiemu dosyć lekkie warunki.

Czytaj więcej

Zuzanna Dąbrowska: Kuszący semafor

Chciałbym, żeby za jednym zamachem KE dała Polsce pieniądze, ale jednocześnie pomogła naprawić wymiar sprawiedliwości, odpolitycznić go. Innymi słowy przywrócić praworządność naprawdę, a nie tylko pozornie. Zobaczymy, jak Ursula von der Leyen zareaguje na poprawki Senatu, bo dopiero one wypełniają warunek przywrócenia praworządności w Polsce. To, co zrobiła koalicja rządząca z Krajową Radą Sądownictwa i co zamierza zrobić z Izbą Dyscyplinarną, zmieniając tylko jej ulokowanie i skład osobowy, to za mało.

Rząd oszukuje KE, np. zmieniając ID na Izby Odpowiedzialności Zawodowej?

Albo można powiedzieć, że KE daje się oszukiwać, bo chce konflikt zakończyć. KE jest zmęczona stanem rzeczy w relacjach z Polską i poszła na daleko idące kompromisy. Polityki bez kompromisów nie da się uprawiać, ale problem polega na tym, że jeśli kompromisy dotykają sfery wartości, takich jak zasady demokratyczne, pomiędzy którymi jest zasada niezależności sędziów i sądów, to wtedy jest się czym niepokoić. Mam nadzieję, że KE nie da się nabrać na te pozorne ruchy. Zmiany, które owocują np. tym, że sędzia Paweł Juszczyczyn został przywrócony do orzekania, są dowodem na to, że polski wymiar sprawiedliwości został przez PiS uwikłany w zależności polityczne. Skoro ci sami ludzie z ID wcześniej pozbawiali prawa do orzekania sędziego Juszczyszyna, a dzisiaj wyraźnie pod dyktando czynnika politycznego zjadają własny język i odwracają tę decyzję, to dowód na główne nieszczęście polskiego wymiaru sprawiedliwości, czyli uzależnienie od rządu i polityki wciąż istnieje.

Czytaj więcej

Sędziowie Izby Dyscyplinarnej zostaną bez pieniędzy? Bitwa w Senacie

Jak świat może pomóc Ukrainie?

Zachód powinien pomagać Ukrainie w obszarze militarnym. Trzeba dostarczać jak najskuteczniejszy sprzęt Ukrainie, aby cena, którą Rosja będzie musiała płacić za nawet drobne sukcesy na froncie, była jak największa.

Ważna jest też sfera ekonomiczna. Gospodarka Ukrainy jest niesamowicie osłabiona. Rosja sobie poradziła. To jest częściowo mit o tym, że sankcje tak drastycznie uderzyły w gospodarkę rosyjską. Wystarczy przyjrzeć się temu, co się dzieje z kursem rubla – on się ustabilizował. Być może te sankcje związane z ograniczeniem eksportu ropy naftowej za jakiś czas dadzą pożądane efekty w postaci osłabienia rosyjskiego budżetu. Ale to jest pieśń przyszłości. Natomiast dzisiaj Rosja stosuje jeszcze jedną broń – stała się nią żywność, niedopuszczanie do jej eksportu z Ukrainy. I temu się należy konsekwentnie przeciwstawić. Trzeba szukać formuły odblokowania możliwości eksportu zboża z Ukrainy. Zachód się boi perspektywy tego, co wyniknie z tych ograniczeń, np. w Afryce Północnej czy na Bliskim Wschodzie, bo perspektywa jest taka, że powtórzy się wielka fala migracyjna. Ten lęk Włoch, Grecji, Hiszpanii, a pewnie i Francji należy politycznie skanalizować. Jest pomysł odblokowania portów ukraińskich – jednego w tej chwili, Odessy – i są okoliczności sprzyjające dla tego rodzaju odważnego ruchu ze strony Zachodu. Nie poprzez proszenie Putina, tylko wymuszenie na nim respektowania prawa do handlu międzynarodowego na Morzu Czarnym. Putin nie ogłosił wojny, to jest „specjalna operacja wojskowa”. Zachód powinien się zdobyć na twarde działania zmierzające z jednej strony do zabezpieczenia Odessy, mocnego wsparcia Ukraińców w systemy obronne, ale przede wszystkim ochrony szlaków żeglugowych dla wszystkich statków, z całego świata, które by chciały m.in. z Odessy odbierać zboże.

To nie byłoby mieszanie się NATO i angażowanie się zbrojne Zachodu w wojnę?

Rosja stosuje broń żywnościową. Zachód musi szukać formuły odblokowania możliwości eksportu zboża z Ukrainy

Bronisław Komorowski

Tu chodzi o zabezpieczenie swobody żeglugi na morzach, a nie na jakimś ukraińskim akwenie. Trzeba pamiętać, że tego rodzaju precedensy już były. Należy więc to traktować jako zabezpieczenie możliwości międzynarodowego handlu i swobody żeglugi na otwartych wodach międzynarodowych. A obronę ukraińskiego wybrzeża należy wzmocnić, tak jak teraz to się stało, gdy przekazuje m.in. rakiety typu Harpoon do zwalczania okrętów.

współpraca Jakub Mikulski