Pod koniec marca marszałek polskiego Senatu skierował wystąpienie do Rady Najwyższej Ukrainy, jednoizbowego parlamentu ukraińskiego. W przemówieniu stwierdził, że sankcje na Rosję "muszą być kompletne i stanowczo egzekwowane". - Dlatego muszę was przeprosić za to, że niektóre firmy w haniebny sposób kontynuują działalność w Rosji, że nadal przez Polskę jadą tysiące tirów na Białoruś i dalej, że nadal rząd importuje rosyjski węgiel i nie potrafi zamrozić aktywów rosyjskich oligarchów. W ten sposób z niedającą się zaakceptować hipokryzją nadal – nawet wbrew intencjom - finansujemy zbrodniczy reżim, który zdobyte pieniądze zużywa na mordowanie niewinnych ludzi - mówił Tomasz Grodzki.

Senatorowie PiS uznali tę wypowiedź za "skandaliczną i niedopuszczalną" i złożyli wniosek o odwołanie Grodzkiego z funkcji marszałka. W głosowaniu wniosek nie uzyskał większości.

Grodzki: Ja tylko przeprosiłem Ukraińców

W piątek w Radiu Zet Grodzki był pytany, czy nie żałuje wystąpienia do Rady Najwyższej Ukrainy. - Jestem dumny z tego wystąpienia, ponieważ uzgodniłem je z przewodniczącym Rady Najwyższej Ukrainy, panem Stefanczukiem - odparł. - Oni byli zrozpaczeni, że deklaracje nie idą w parze z czynami, że dalej importujemy węgiel, że dalej tysiące tirów przez Białoruś jadą do Rosji - mówił.

Czytaj więcej

Kanclerz Niemiec proponuje fundusz na odbudowę Ukrainy

- Ja tylko przeprosiłem Ukraińców, że my mówimy o sankcjach, namawiamy innych do sankcji, natomiast sami tego nie robimy. Dopiero po tym wystąpieniu - przyznaję, dość ostrym w formie - trochę się zabraliśmy do roboty - oświadczył marszałek Senatu. - Nie wycofuję się z ani jednego słowa z tego wystąpienia - zadeklarował.

Spotkanie Grodzkiego z ambasadorem Rosji

Tomasz Grodzki był też pytany, w jakim celu na początku 2020 r. (w istocie do spotkania doszło w grudniu 2019 r. - red.) zaprosił na spotkanie ambasadora Rosji w Polsce Siergieja Andriejewa. - Nie ja go zaprosiłem, tylko do mnie przychodzą wszyscy ambasadorowie akredytowani w Polsce, jak również polscy ambasadorowie, którzy wyjeżdżają na placówki, zwyczajowo przychodzą się pożegnać, porozmawiać. To są rozmowy kurtuazyjne i takich ambasadorów przyjmowałem dziesiątki - powiedział.

Dopytywany przyznał, że mógł odmówić spotkania z ambasadorem Rosji. - Tylko wtedy jeszcze o wojnie w Ukrainie nikt nie mówił. Wymiana kulturalna Polski z Rosją miała się bardzo dobrze, wymiana gospodarcza - przy wszystkich zacięciach i dyskusjach - obfitowała w dziesiątki miliardów dolarów. Sytuacja była kompletnie inna - przekonywał marszałek Senatu.

Czytaj więcej

Ambasador Rosji w Polsce o oblaniu go farbą: Nie wierzę, że to była spontaniczna akcja

Według cytowanej w Radiu Zet podanej przez PAP notatki ze spotkania Grodzkiego z Andriejewem, na spotkaniu marszałek "zaproponował odnowienie relacji między izbami wyższymi parlamentów" Polski i Rosji na szczeblu wicemarszałków izb jako "ostrożne otwarcie kanału komunikacji". - Tak, to jest prawda, tak było - powiedział w piątek Tomasz Grodzki. - Coś, co nazywamy dyplomacją parlamentarną czasami ma nieco więcej swobody niż dyplomacja rządowa czy prezydencka. Głównie chodziło o otwarcie kanałów dotyczących wymiany kulturalnej, wymiany edukacyjnej i tego typu spraw - powiedział marszałek dodając, że "nic z tego nie wyszło".

"Nie prowadzimy alternatywnej polityki zagranicznej"

Tomasz Grodzki podkreślił, że jego spotkanie z ambasadorem Rosji w Polsce było "czysto kurtuazyjne". - Nie było z niego żadnych owoców. Były pewne propozycje, właśnie otwarcia tego "ostrożnego kanału dyplomatycznego" - dodał.

Pytany, jakie przepisy upoważniają marszałka Senatu do prowadzenia odrębnej od rządu polityki zagranicznej Grodzki odparł, że "żadne". - I nie ma odrębnej od rządu polityki zagranicznej - podkreślił. - Nie prowadzimy alternatywnej polityki zagranicznej. Przede wszystkim wyjazdy delegacji Senatu są motywowane spotkaniami z Polakami rozsianymi po całym świecie - dodał.