W Rosji nastąpiła zauważalna zmiana nastrojów, ponieważ gospodarkę kraju czeka głęboka recesja. Początek wojny prezydenta Władimira Putina z Ukrainą był komentowany w państwowych stacjach oklaskami, ale rzeczywistość otrzeźwiła nawet najbardziej prokremlowskich komentatorów i ekspertów rosyjskiej telewizji państwowej.

Prawda o inwazji Rosji na Ukrainę wymyka się spod kontroli, mimo prób kontrolowania medialnej narracji przez władze. Kontrolowane przez Kreml media państwowe robią wszystko, aby przedstawić sytuację w Ukrainie zgodnie z oczekiwaniami władz.

W środowym wydaniu państwowego programu telewizyjnego "Wieczór z Władimirem Sołowiowem" prowadzący przekonywał, że skutki zbombardowania przez Rosję szpitala położniczego w tym tygodniu były "fałszywe" i nikt nie został ranny, mimo zdjęć kobiet w ciąży wynoszonych z miejsca wybuchu. W innym programie, wyemitowanym w sobotę, stwierdził nawet, że Ukraińcy "strzelają do siebie nawzajem i obwiniają nas".

Czytaj więcej

Biały Dom: Stany Zjednoczone chcą zapobiec wojnie światowej

W czwartek minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow powiedział, że Rosja nigdy nie zaatakowała Ukrainy i powtórzył te same kłamstwa co Sołowiew o braku pacjentów na oddziale położniczym i w szpitalu dziecięcym zbombardowanym przez Rosję.

Najbardziej zaufani propagandziści Putina są coraz bardziej zdesperowani, aby przeinaczać lub zaprzeczać dowodom okrucieństwa, ponieważ prawda zaczyna omijać blokady wzniesione przez Kreml. Obywatele Rosji nie są zadowoleni ani z wojny, ani z ceny finansowej, jaką muszą płacić za nieprzemyślane działania militarne Putina.

Andrej Sidorow z Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego im. MW Łomonosowa ostrzegł, że dla Rosji najbliższy czas nie będzie łatwy.

Czytaj więcej

Rosja: Najemnicy z USA i Wielkiej Brytanii atakują rosyjskich medyków

- Będzie bardzo trudny. Może być nawet trudniejszy niż ten, który był dla Związku Radzieckiego w latach 1945-60. Jesteśmy bardziej zintegrowani z gospodarką światową niż Związek Radziecki, jesteśmy bardziej zależni od importu - a najważniejsze jest to, że zimna wojna to przede wszystkim wojna umysłów. Niestety, Związek Radziecki miał ideę konsolidacji, na której zbudowany był system. W przeciwieństwie do Związku Radzieckiego, Rosja nie ma nic takiego do zaoferowania - ocenił.

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

Ekspert telewizji państwowej Karen Szachnazarow powiedział: "Wojna na Ukrainie maluje przerażający obraz, ma bardzo opresyjny wpływ na nasze społeczeństwo. Ukraina, jakkolwiek by na nią nie patrzeć, jest czymś, z czym Rosję łączą tysiące ludzkich więzi. Cierpienie jednej grupy niewinnych nie rekompensuje cierpienia innych niewinnych ludzi... Nie widzę prawdopodobieństwa denazyfikacji tak ogromnego kraju. Musielibyśmy sprowadzić 1,5 miliona żołnierzy, aby zapanować nad całością. Jednocześnie nie widzę żadnej siły politycznej, która skonsolidowałaby społeczeństwo ukraińskie w kierunku prorosyjskim... Ci, którzy mówili o masowym przyciąganiu do Rosji, najwyraźniej nie widzieli rzeczy tak, jak one wyglądają. Najważniejszą rzeczą w tym scenariuszu jest zaprzestanie naszych działań wojskowych. Inni powiedzą, że sankcje pozostaną. Tak, pozostaną, ale moim zdaniem bardzo ważne jest przerwanie aktywnej fazy operacji wojskowej".

Czytaj więcej

Szef dyplomacji UE: Putin wierzył w podbicie Ukrainy. Poniósł porażkę

Szachnazarow oskarżył Stany Zjednoczone o rozpoczęcie wojny - i próbę przedłużania jej w nieskończoność. 

- Co oni osiągają, przedłużając wojnę? Po pierwsze, opinia publiczna w Rosji się zmienia. Ludzie są zszokowani masami uchodźców, katastrofą humanitarną, zaczynają sobie wyobrażać, że są na ich miejscu. To zaczyna na nich wpływać. Mówienie, że robią to naziści, nie jest do końca przekonujące - mówił.

- Do tego dochodzą sankcje gospodarcze, które zaczną ich poważnie dotykać. Prawdopodobnie pojawią się niedobory. Wielu produktów nie będziemy produkować, nawet tych najprostszych. Wystąpi bezrobocie. Oni naprawdę przemyśleli te sankcje, uderzają w nas z prawdziwą intensywnością. To dobrze zaplanowana operacja... Tak, to jest wojna Stanów Zjednoczonych z Rosją... Te sankcje uderzają w nas bardzo precyzyjnie. Grozi to zmianą opinii publicznej w Rosji, destabilizacją naszych struktur władzy... z możliwością pełnej destabilizacji kraju i wojny domowej. Ten apokaliptyczny scenariusz jest oparty na scenariuszu napisanym przez Amerykanów. Oni zyskują na tym, że przeciągamy operację wojskową. Musimy ją jakoś zakończyć. Jeśli doprowadzimy do demilitaryzacji i uwolnimy Donbas, to wystarczy. Trudno mi sobie wyobrazić zajęcie takich miast jak Kijów. Nie potrafię sobie wyobrazić, jak by to wyglądało. Jeśli ten obraz zacznie się przekształcać w absolutną katastrofę humanitarną, nawet nasi bliscy sojusznicy, jak Chiny czy Indie, będą zmuszeni się od nas zdystansować - dodał.

Gospodarz programu był zaskoczony opinią, która nie jest zgodna z dotychczas obowiązującą. Ze słowami Szachnazarowa zgodził się, Siemon Bagdasarow, ekspert ds. Bliskiego Wschodu. - Jeszcze nawet nie odczuliśmy skutków sankcji. Musimy być gotowi na całkowitą izolację. Nie panikuję, po prostu nazywam rzeczy po imieniu - ocenił.

Czytaj więcej

Czy może wybuchnąć wojna nuklearna? Ławrow: Nie wierzę w to

- Mieliśmy już wcześniej doświadczenia z wkroczeniem naszych wojsk, niszczeniem infrastruktury wojskowej i wycofaniem. Myślę, że nasza armia wypełniła swoje zadanie demilitaryzacji kraju, niszcząc większość instalacji wojskowych. Aby odbudować swoją armię, będą potrzebowali co najmniej 10 lat. Niech Ukraińcy sami przeprowadzą denazyfikację. My nie możemy tego zrobić za nich.. Co do ich neutralności, to tak, powinniśmy ją wymusić i tyle. Nie musimy zostawać tam dłużej, niż to konieczne. Czy musimy trafić do drugiego Afganistanu, ale jeszcze gorszego? Tam jest więcej ludzi, a oni lepiej posługują się bronią. Nie potrzebujemy tego. Już wystarczy. Jeśli chodzi o sankcje, to świat nigdy nie widział tak potężnych sankcji - dodał.

Dmitrij Abzałow, prezes Centrum Komunikacji Strategicznej w Moskwie zwrócił uwagę, że choć ceny energii wzrosną dla większości krajów Zachodu, to dla Rosjan nie będzie to miało większego znaczenia.

- To my poniesiemy ostateczny i nieporównywalnie większy cios, mimo że inne kraje również poniosą pewne straty. Wszyscy razem pójdziemy do piekła - może z wyjątkiem Chin - ale pójście do piekła razem z Francuzami czy Niemcami nie sprawi, że nasi obywatele poczują się lepiej - skomentował.