Reklama

Donbas: Groźne drony i zabójcy czołgów

Broń, którą w ostatnim czasie przekazały Ukraińcom państwa NATO, znacznie komplikuje działania rosyjskich sił w Donbasie.
Donbas: Groźne drony i zabójcy czołgów

Foto: PAP

Przywódca samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej Denis Puszylin zaapelował do Moskwy o pilne rozpoczęcie dostaw najnowszej broni do Donbasu. Tuż przed nim zaproponowała to rządząca partia Jedna Rosja w rosyjskiej Dumie. W środę wieczorem w mediach Kremla Puszylin poskarżył się, że wspierane przez Rosjan siły na wschodzie Ukrainy mają „słabe punkty", zwłaszcza jeżeli chodzi o tureckie bezzałogowe statki powietrzne Bayraktar. Kijów posiada kilkanaście takich maszyn, a w grudniu zapowiadano dostawy kolejnych 24 sztuk. Moskwa oburzała się jeszcze w październiku, gdy ukraińscy wojskowi za pomocą drona zniszczyli wrogi system artyleryjski, nawet nie przekraczając linii frontu.

Tureckie drony, jak przyznają eksperci w Kijowie, od dawna są problemem dla Rosji. Bo na swoim wyposażeniu rosyjska armia na razie ma na to tylko jedną odpowiedź – zestawy artyleryjsko-rakietowe Pancyr-S1, których używa m.in. do zwalczania dronów.

Czytaj więcej

Premier Łotwy Arturs Karinš: NATO to nie jest pakt teoretyczny

– Jeżeli rozstawią systemy Pancyr w Donbasie, muszą wjechać tam wraz z rosyjską załogą. Takich specjalistów trzeba przygotowywać co najmniej rok. W przeszłości już tam się pojawiali i mogą się pojawić znów. Pomiędzy tureckimi dronami i rosyjskimi zestawami artyleryjskimi dochodziło wcześniej już do wielkiego starcia w Libii, stoczono nawet poważną bitwę i wygrały Bayraktary. Nie była to łatwa walka, wiele zależy od czynnika ludzkiego i od tego, kto obsługuje te maszyny, zarówno po jednej, jak i drugiej stronie – mówi „Rzeczpospolitej" Ołeksij Arestowycz, znany ukraiński analityk wojskowy.

Nawet szczelna obrona przeciwlotnicza zawodzi w obliczu tych dronów. Udowodniła to armia Azerbejdżanu podczas wojny w Górskim Karabachu jesienią 2020 r. Zaprzyjaźnieni z Turcją Azerowie mają o wiele więcej Bayraktarów od Ukraińców. By zdemaskować i zdezorientować siły przeciwlotnicze Ormian, wysyłali najpierw stare ukraińskie samoloty An-2. Gdy siły przeciwnika skupiały się na nich, wtedy uderzały bezzałogowce.

Reklama
Reklama

Ale w ostatnim czasie, poza przeciwpancernymi amerykańskimi wyrzutniami Javelin (maksymalny zasięg prawie 5 kilometrów), do którego obsługi potrzebne są dwie osoby, na wyposażeniu ukraińskiej armii znalazły się systemy szwedzkiej produkcji NLAW. Wielka Brytania zaczęła dostawy tych wyrzutni nad Dniepr i mówi się o nawet 2 tys. sztuk takiej broni. A to oznacza, że jeden ukraiński żołnierz będzie mógł zniszczyć czołg z odległości zaledwie 800 metrów i cel wcale nie musi być dobrze widoczny. Wystrzelony kierowany pocisk przeszywa opancerzenie i rozsadza czołg bądź transporter opancerzony od środka.

– To znacznie wzmacnia pozycję ukraińskich sił, ponieważ, jeżeli dojdzie do rosyjskiej inwazji, będziemy o wiele bardziej przygotowani do walk wewnątrz miast. Unikalność wyrzutni NLAW polega na tym, że można jej używać, siedząc w zamkniętych pomieszczeniach. Jeżeli do Mariupola, Charkowa czy Kramatorska dotrze te 2 tys. sztuk, to już będzie istotna zmiana. Nie zazdroszczę rosyjskim czołgistom – mówi Arestowycz. – Wyrzutnia ta jest w stanie zniszczyć nawet śmigłowiec, wystarczy, że zatrzyma się na chwilę w jednym miejscu podczas desantu żołnierzy – dodaje.

Polityka
Złoto Iranu zasili kieszeń Władimira Putina? Jak reżimy przenoszą miliardy do Rosji
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX
Polityka
Po groźbach Trumpa Hiszpania zmieniła zdanie ws. współpracy z armią USA? Jest stanowisko Madrytu
Polityka
Co gdyby Polska rozwijała swoje zdolności nuklearne? „USA by się temu sprzeciwiały”
Polityka
Giełdy krwawią, benzyna drożeje. Amerykanie wystawiają Trumpowi rachunek za wojnę
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama