Jej następca jest najbardziej doświadczonym politykiem w obecnej koalicji, co wzmocni jej trwałość.

Olaf Scholz został dziewiątym kanclerzem powojennych Niemiec. W Bundestagu otrzymał wymaganą większość głosów, chociaż było ich nieco mniej niż liczba deputowanych nowej koalicji rządowej, złożonej z socjaldemokratów z SPD, Zielonych oraz liberałów z FDP. Tak już jednak bywało przy wyborze jego poprzedników.

Oficjalnie objął urząd po wręczeniu mu przez prezydenta RFN nominacji, co nastąpiło po wyborze w Bundestagu. Jest pierwszym kanclerzem, który składając konstytucyjną przysięgę, pominął słowa: „Tak mi dopomóż Bóg". Już wcześnie zapowiadał, że tak uczyni. Kilka lat temu wystąpił z Kościoła ewangelickiego i jest tym samym pierwszym kanclerzem, który nie należy formalnie do żadnego z Kościołów.

Czytaj więcej

Scholz kanclerzem Niemiec. „Szansa, ale i ostrzeżenie dla rządu PiS”

Szesnastu ministrów jego gabinetu, osiem kobiet i ośmiu mężczyzn zostało, podobnie jak Scholz, zaprzysiężonych przez przewodniczącą Bundestagu. Siedmioro zrezygnowało z formuły z odwołania do Boga. Wśród nich liderzy Zielonych Robert Habeck, wicekanclerz i szef resortu gospodarki i klimatu, oraz Annalena Baerbock, szefowa dyplomacji.

Najpierw pandemia

Najważniejszym zadaniem rządu jest obecnie walka z epidemią. Niemieckie media piszą o konfliktach, które wywołać może dość kontrowersyjny szef resortu zdrowia. Nie brak też opinii, że spory mogą pojawić się pomiędzy Robertem Habeckiem a Christianem Lindnerem, liderem FDP i ministrem finansów na temat kosztów ekologicznej transformacji gospodarki. Zaostrzyć się też mogą podziały w ugrupowaniu Zielonych, zwłaszcza po mianowaniu przedstawiciela liberalnego skrzydła partii na stanowisko ministra rolnictwa wbrew opinii partyjnej lewicy.

Przedmiotem debat w rządzie będą też zapewne sprawy religii w kontekście realizacji zapisów umowy koalicyjnej na temat finansowania Kościołów z pieniędzy publicznych za wywłaszczenia, w dużej mierze z początku XIX wieku. Mowa o sumie 500 mln euro rocznie.

Wizyty w Warszawie

W niedzielę Scholz spodziewany jest w Warszawie, o czym pierwszy poinformował Jędrzej Bielecki na portalu „Rzeczpospolitej". Tak samo o piątkowej wizycie w Polsce Annaleny Baerbock. Celem pierwszej zagranicznej wizyty nowego kanclerza będzie oczywiście Paryż, tam też już w czwartek gościć będzie pani Baerbock. Tego samego dnia odwiedzi Brukselę. Paryż jest celem pierwszych wizyt szefów niemieckiego rządu od czasów Helmuta Kohla. Warszawa znalazła się na drugim miejscu dopiero w harmonogramie podróży Angeli Merkel w jej czwartej kadencji.

– Niemcy chcą nadal inwestować we współpracę z Polską, którą traktują niezmiennie i niezależnie od perturbacji politycznych jako kluczowego partnera. Podróż do Warszawy jest też sygnałem dla Rosji jak i świata zewnętrznego, że w obliczu kryzysu na granicy polsko-białoruskiej oraz niepewności co do Ukrainy Niemcy demonstrują jedność UE oraz solidarność z Polską – mówi „Rzeczpospolitej" Kai-Olaf Lang z finansowej przez Bundestag fundacji Wissenschaft und Politik. Jego zdaniem goście z Berlina przedstawią też cele nowego rządu w sferze polityki zagranicznej i europejskiej, zwłaszcza w obszarze problemów z praworządnością, przyszłości UE oraz ochrony klimatu, które wywołały w Warszawie duże zaniepokojenie.

Kilka dni wcześniej Olaf Scholz mówił, że najważniejszym zadaniem jest „uniknięcie wszelkich podziałów". Wspomniał też o wadze przestrzegania praworządności w UE i celu, aby te wartości panowały „wszędzie w Europie w równym stopniu". W niedawnym wywiadzie dla „Spiegla" Annalena Baerbock podkreślała, że Polsce potrzebna jest solidarność w konfrontacji z rządem Łukaszenki, dodając jednak, że na granicach zewnętrznych UE musi obowiązywać prawo międzynarodowe, a opieka nad uchodźcami, „także na polskim, a więc unijnym terytorium", musi być zapewniona.

– Nie należy się spodziewać, że Olaf Scholz czy też pani Baerbock przeprowadzą w Warszawie dogłębne rozmowy merytoryczne także w niezwykle ważnej sprawie relacji Polski z UE, pozostawiając to Brukseli – mówi „Rzeczpospolitej" rozmówca z kręgów niemieckiego MSZ. Jego zdaniem obie wizyty mają jednak duże znaczenie symboliczne, odzwierciedlając chęć współpracy bez względu na antyniemiecką retorykę obecnego rządu w Warszawie.