O wyniku głosowania zadecydował wahający się republikański senator Jeff Flake, który ostatecznie poparł Kavanaugh.

Czytaj także: Morał ze sprawy sędziego Kavanaugh

Kandydat wskazany na sędziego Sądu Najwyższego przez Trumpa budzi w USA ogromne kontrowersje. Kavanaugh jest oskarżany m.in. o próbę gwałtu przez dr Christine Blasey Ford. Do napaści seksualnej na Ford miało dojść w czasie, gdy Kavanaugh i Ford uczyli się w szkole średniej. W czasie jednej z imprez Kavanaugh miał usiłować rozebrać ją, a gdy protestowała zatkał jej usta utrudniając oddychanie. - Bałam się, że mnie udusi - zeznała dr Ford przed Kongresem.

Czytaj także: Los polskiej aborcji rozgrywa się w Waszyngtonie

Dr Ford twierdzi, że jest na 100 proc. pewna, że to Kavanaugh próbował ją zgwałcić na imprezie. Sam Kavanaugh zaprzecza jednak tym zarzutom i twierdzi, że są one nieprawdziwe. Występując przed komisją ze łzami w oczach mówił, że oskarżenia "niszczą jego rodzinę". Dodał, że jego mała córka modli się za dr Ford.

- Nie twierdzę, że nie została napastowana. Twierdzę, że ja tego nie zrobiłem - mówił przed komisją Kavanaugh.

Teraz kandydaturę Kavanaugh musi przyjąć Senat. Głosowanie w tej sprawie odbędzie się prawdopodobnie w przyszłym tygodniu.

Już po głosowaniu w senackiej komisji prezydent Trump stwierdził, że nawet przez chwilę nie myślał o innym kandydacie do SN w sytuacji, gdyby Senat nie zaakceptował kandydatury Kavanaugh.

Przesłuchanie Kavanaugh przed komisją Trump nazwał "niezwykle ważnym momentem w historii kraju", ale zapewnił jednocześnie, że sam nie angażuje się w negocjacje ws. Kavanaugh w Senacie. - Pozwolę Senatowi się tym zająć. Podejmują własne decyzje - stwierdził.