Są granice politycznego sporu. 14 kwietnia, w obchodzonym na świecie dniu pamięci o ofiarach Holocaustu i Marszu Żywych, zobaczyliśmy właśnie przekroczenie jednej z nich. Podczas obrad polskiego Sejmu poseł Konfederacji, Konrad Berkowicz, występując z sejmowej mównicy, oskarżył Izrael o dokonywanie „ludobójstwa ze szczególnym okrucieństwem”, po czym pokazał flagę Izraela, na której w miejscu Gwiazdy Dawida umieszczono hitlerowską swastykę. Marszałek Sejmu zareagował mówiąc, że prezentowanie swastyki w polskim Sejmie „nie jest w żaden sposób usprawiedliwione”, a Kancelaria Sejmu zapowiedziała wniosek o ukaranie posła oraz zbadanie możliwości podjęcia kroków prawnych. Ministerstwo Spraw Zagranicznych w ostrych słowach potępiło to, co zrobił Konrad Berkowicz.
Czytaj więcej
Prowokacja z przerobioną flagą Izraela w dniu święta Jom ha-Szoa godzi w pamięć o ofiarach Holokaustu. Antysemityzm osłabia pozycję Polski, szkodzi...
Wolność wypowiedzi nie oznacza zgody na wszystko
Sejm nie jest miejscem od omawiania tematów łatwych. Wręcz przeciwnie: mównica parlamentarna służy temu, by dyskutować o sprawach niekiedy kontrowersyjnych, bolesnych, zapalnych, dzielących społeczeństwo. Wojna na Bliskim Wschodzie, jej skutki humanitarne, polityczne i gospodarcze, a także jej konsekwencje dla Polski należą właśnie do tej kategorii spraw. W demokracji nie można wymagać, by debata publiczna była uprzejma, „wygładzona” i pozbawiona emocji. W klasycznym i stanowiącym podstawy strasburskiego standardu ochrony wypowiedzi wyroku Handyside przeciwko Zjednoczonemu Królestwu z 1976 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka wskazał, że wolność wypowiedzi obejmuje również te idee i informacje, które „obrażają, szokują lub niepokoją”. To samo stanowisko Trybunał powtarzał potem wielokrotnie: demokracja nie istnieje bez pluralizmu, tolerancji dla poglądów przeciwnych i gotowości zmierzenia się z nimi. Wypowiedź polityczna korzysta zaś z ochrony szczególnie silnej, dotyczy bowiem spraw publicznych i służy m.in. do kontrolowania władzy.
Ale standard ten nie oznacza zgody na wszystko. Ostre słowa, przesada, polityczna prowokacja, nawet bardzo brutalna metafora, to jeszcze nie to samo co użycie symbolu, który w Europie oznacza totalitaryzm, Zagładę i rasistowską nienawiść. Swastyka nie jest zwykłym znakiem graficznym. Nie jest „mocniejszym argumentem”. Nie jest legalnym skrótem myślowym pozwalającym wyrażać oburzenie wobec działań jakiegokolwiek państwa. W europejskiej pamięci historycznej ten symbol niesie treść tak nabrzmiałą, że jego publicznego użycia w politycznym kontekście nie da się oddzielić od tego, co nazistowska swastyka symbolizuje.
Czytaj więcej
Bez realnych mechanizmów ochrony i bez solidarności między dziennikarzami, prawnikami oraz organizacjami społecznymi, coraz trudniej będzie w Polsc...
Niedopuszczalne naruszenie godności i pamięci o ofiarach
Dlatego polskie prawo stawia granice dla szerzenia takiego przekazu, również przy pomocy symboli. Art. 256 Kodeksu karnego penalizuje publiczne propagowanie nazistowskiego, komunistycznego, faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju państwa, a także nawoływanie do nienawiści na tle narodowościowym, etnicznym, rasowym czy wyznaniowym. Sens tego przepisu jest prosty: demokratyczne państwo, stosując instrumenty demokracji obronnej, ma prawo bronić się przed symbolami i przekazami, które historycznie służyły niszczeniu demokracji i godności człowieka.
Tak samo rozumie te kwestie granic swobody wypowiedzi Strasburg. W całym szeregu spraw, w tym, przykładowo, w sprawie Garaudy przeciwko Francji, Trybunał uznał, że szerzenie kłamstw o Holokauście i zaprzeczanie mu, nie korzysta z ochrony art. 10 Konwencji, a zatem pozostaje poza ochroną swobody wypowiedzi. Z kolei w sprawie Nix przeciwko Niemcom nie zagwarantował ochrony dla wykorzystania nazistowskiej symboliki, podkreślając znaczenie historycznego doświadczenia Europy, ochrony pokoju publicznego i odcięcia życia politycznego od symboli nazizmu. To bardzo ważne: nawet jeśli ktoś twierdzi, że używa takiego znaku „tylko metaforycznie” i aby mówić o realnych problemach społecznych, Europejska Konwencja nie traktuje tej okoliczności jako automatycznego immunitetu dla prezentowania symboliki totalitarnej.
Tę samą filozofię prawnego podejścia do tematyki Holocaustu i związanej z nią symboliki Trybunał prezentował wielokrotnie w sprawach dotyczących stosowania porównań i nazewnictwa kojarzonego z Zagładą Żydów wobec kwestii takich jak zakaz aborcji czy ochrona praw zwierząt, uznając takie porównania za niedopuszczalne naruszenie godności i pamięci o ofiarach pomordowanych pod znakiem swastyki.
Czytaj więcej
Część kibiców, biorących udział w pielgrzymce na Jasną Górę, eksponowało skrajnie prawicową, wręcz neofaszystowską symbolikę – ustaliła organizacja...
Nic nie broni normalizowania symboliki nazistowskiej
I właśnie dlatego obrona tego sejmowego wystąpienia jako realizacji „wolność słowa” nie jest możliwa. Wolność słowa chroni prawo do krytykowania Izraela. Chroni prawo do oskarżania państw o zbrodnie wojenne. Chroni prawo do ostrych, radykalnych, a nawet bulwersujących ocen politycznych. Nie chroni jednak normalizowania symboliki nazistowskiej ani wnoszenia jej do polskiego parlamentaryzmu jako rekwizytu do prowadzenia debaty.
Można i trzeba rozmawiać o wojnie. Można i trzeba mówić o cierpieniu cywilów, o odpowiedzialności państw, o moralnej i prawnej ocenie działań zbrojnych. Ale nie wolno robić tego za pomocą symbolu, który dla Europy, a w szczególności dla Polski jako ofiary nazistowskich zbrodni, pozostaje znakiem komór gazowych i przemysłowej śmierci narodu żydowskiego. Tego rodzaju działanie, nawet gdyby ktoś próbował je przedstawiać jako metaforę, skrót myślowy lub polityczną retorykę, nie daje się pogodzić z granicami wolności słowa w demokratycznym państwie prawa. Bo wolność słowa obejmuje dyskusje i polityczne spory. Nie obejmuje flirtu ze swastyką.