83 lata temu, 19 kwietnia 1943 r. na budynku przy ul. Muranowskiej 17 żołnierze Żydowskiego Związku Bojowego (ściśle współpracującego z polskim państwem podziemnym) powiesili białoniebieską flagę, by pokazać, że bojownicy żydowscy przejęli kontrolę nad tym skrawkiem warszawskiego Getta. Dzień później obok tej flagi powieszono drugą, biało-czerwoną, na znak polsko-żydowskiego braterstwa broni przeciwko niemieckiej okupacji. Ocaleli z powstania w getcie żydowscy bojownicy walczyli rok później w powstaniu warszawskim.

Dlaczego prowokacja Konrada Berkowicza to antysemityzm i uderzenie w pamięć o ofiarach Zagłady?

Flaga syjonistyczna, używana w latach 40., składała się z dwóch pasów – białego i niebieskiego, na środku zaś znajdowała się gwiazda Dawida. Kilka lat później na jej podstawie stworzono flagę państwa Izrael. I pod tą flagą we wtorek w Oświęcimiu tysiące osób przeszły w Marszu Żywych, odbywającym się w Jom ha-Szoa – Dniu Pamięci o Zagładzie.

I właśnie w tym dniu polski poseł postanowił zhańbić tę flagę, występując w Sejmie z flagą, na której zamiast gwiazdy Dawida znalazła się błękitna swastyka. Poseł Konfederacji Konrad Berkowicz nie jest najostrzejszą kredką w piórniku, nie musi mieć świadomości tego, co zrobił, ani tego, w jakim dniu to zrobił.

Twierdzenie, że Izrael dziś jest jak III Rzesza, więc powinien zmienić swoją flagę, nie jest żadnym uzasadnieniem. Cóż, można by skwitować to stwierdzeniem, że pozazdrościł sławy innemu antysemicie Grzegorzowi Braunowi, który na skandalu z gaśnicą zbudował rozpoznawalność i popularność. Kłopot w tym, że skandaliczne zachowanie Berkowicza uderza w kwestię fundamentalną: w bezpieczeństwo Polski. I obciąża tym samym całą jego formację, całą radykalizującą się, jeśli nie wręcz dziczejącą, polską prawicę.

Owszem, można, a nawet należy krytykować dzisiejsze władze izraelskie za przelewaną krew w Gazie, a dziś w Libanie, gdzie nie licząc się z ludzkim życiem, izraelskie wojsko prowadzi brutalne działania wojenne. Ale dokonując tak słabej prowokacji w dniu pamięci 6 mln Żydów zabitych w Holokauście, Berkowicz próbował zbezcześcić pamięć Zagłady, dając przy okazji świadectwo najbardziej obskuranckiego antysemityzmu. Antysemityzmu, którego manifestacja może być wyłącznie na rękę przeciwnikom Polski. To z „polskiego antysemityzmu” oręże robiła Rosja, wiedząc, że kraju, który jest dziedzicem pamięci o Zagładzie 6 mln Żydów, nikt nie będzie traktował poważnie, jeśli będzie w nim kwitł antysemityzm.

Antysemickiej Polski nikt na świecie nie będzie traktował poważnie. Dlatego Konfederacja uderza w polską rację stanu

Ale jest i inny problem. Ze względu na antysemityzm Grzegorza Brauna ambasador Stanów Zjednoczonych wysłał sygnał Jarosławowi Kaczyńskiemu, że ewentualne wzięcie przez PiS Konfederacji Korony Polskiej do rządu ochłodzi relacje z naszym strategicznym partnerem w kwestiach bezpieczeństwa. Thomas Rose – który skądinąd sam szedł we wtorek w Marszu Żywych z Auschwitz do Birkenau – był jednym z pierwszych, który potępił incydent w Sejmie. Widać więc, że nie tylko potencjalny sojusz PiS z Braunem, ale też z tzw. dużą Konfederacją (Sławomir Mentzen sam pochwalił się w mediach społecznościowych wyskokiem Berkowicza) może uderzać w bezpieczeństwo Polski. I nie tylko otwarcie prorosyjski Braun, ale i bardziej centrowa Konfederacja dzięki takiej prowokacji prezentuje się tak, jakby realizowała cele Kremla w Polsce.

Pomijając już fakt, że antysemityzm – jak przypomnieli ostatnio polscy biskupi – jest grzechem. Ale tu znów niezwykła koincydencja dat. Berkowicz dokonał swej prowokacji w rocznicę 1060. rocznicy Chrztu Polski. Ale, jak widać po polskich narodowcach, ten chrzest nie wszystkim Polakom się przyjął.

Czytaj więcej

Michał Szułdrzyński: Prawica sięga po nauczanie Jana Pawła II, gdy jej wygodnie