Weszliśmy w dosyć burzliwy czas, jeśli chodzi o geopolitykę. Czy dla polskich firm to szansa – bo mogą wykorzystać przemodelowanie dotychczasowych układów w biznesie – czy jednak przeszkoda, bo trudniej wejść na zagraniczne rynki?
Każdy kryzys jest okazją do nowego biznesu, więc sprowadzając odpowiedź do krótkiego stwierdzenia, mogę powiedzieć, że ten kryzys geopolityczny stwarza naszym przedsiębiorcom szanse. Chociażby przez nasilenie się tendencji near-shoringu i ściąganie biznesu do Polski, co daje naszym firmom opcje na nawiązanie nowych modeli współpracy. Widzimy, że wiele firm w Europie Zachodniej zmniejsza swoją ekspozycję na rynki azjatyckie, ze względów politycznych wolą stawiać na sprawdzonych partnerów z krajów przyjaznych i sojuszniczych, jak Polska.
Dziś łatwiej wychodzić naszemu biznesowi poza Europę?
Nie ma co ukrywać, że i tak polskie firmy koncentrują się przede wszystkim na Europie – prawie 80 proc. naszego eksportu zostaje na kontynencie. Również polskie inwestycje bezpośrednie dotyczą w głównej mierze, bo w ok. 70-80 proc., Europy. To oznacza, że patrzymy przede wszystkim na nasz rodzimy rynek i widzimy wiele firm podążających ścieżką typową dla przedsiębiorstw z Europy Środkowo-Wschodniej, czyli najpierw lokalny czempionat, a dopiero potem ekspansja międzynarodowa. I to też stopniowo: najpierw region środkowo-europejski, potem inne kraje UE i na końcu pozostała część Europy. Natomiast widzimy też, że mamy coraz więcej firm zakładanych do działania od razu na skalę globalną, swoistych czempionów, takich jak Eleven Labs, Booksy, G2A, czy Iceye. To firmy, które wdrażają globalny model działalności, mają ogromny kapitał intelektualny, pozyskują też dużych inwestorów i mają świetne perspektywy działalności międzynarodowej, także poza Europą.
Głównie USA?
Jeśli chodzi o te kompetencje cyfrowe, to wiadomo, że największym rynkiem są Stany Zjednoczone. Akurat w świecie IT my, jako kraj, radzimy sobie dużo lepiej na dalekich rynkach niż w tradycyjnym przemyśle. Jesteśmy w stanie sprzedawać dużo więcej usług, głównie IT, niż „twardego” sprzętu, czyli maszyn czy urządzeń.
Powiedział pan o kapitale intelektualnym, a ja zapytam o kapitał finansowy – przez lata nasze firmy jako barierę wzrostu wskazywały brak taniego finansowania. Mówiąc krótko – kredyty w Polsce są droższe niż u konkurentów ze strefy euro. Jako przedstawiciel banku, uważa pan, że to nadal jest istotna bariera?
Musimy oceniać to na poziomie globalnym. Jak spojrzymy na polski sektor bankowy, to widzimy, że w tej chwili mamy nadpłynność – wartość depozytów i oszczędności przewyższa istotnie wartość kredytów. Jeszcze dekadę temu obie strony się balansowały, ale szczególnie po pandemii te proporcje się zmieniły na korzyść depozytów. To znaczy, że na rynku jest dosyć dużo środków finansowych, również po stronie przedsiębiorców. Widzimy, że sporo inwestycji jest finansowane przez przedsiębiorców ze środków własnych. Czy kredyty są droższe w Polsce niż na świecie? Same marże są dość niskie, ale faktycznie mamy wyższe stopy procentowe, co sprawia, że ogólny koszt kredytu może być wyższy. Natomiast patrząc na rynek USA widzimy, że tam stopy też poszły w górę i są na podobnym poziomie porównywalnym z Polską. Być może niedługo podobne ruchy będziemy obserwować w strefie euro. Więc za chwilę się okaże, że stopy procentowe w krajach z dolarem czy euro będą na podobnym poziomie, co w Polsce.
Czyli problem dostępu do kapitału już jest przeszłością?
Uważam, że takiego problemu w ciągu ostatnich pięciu lat nie było. Ta nadpłynność w sektorze bankowym to efekt dwóch czynników: z jednej strony napływu dużych środków wsparcia dla firm, wzrost inflacji, a tym samym wzrostu kosztów finansowania. Z drugiej strony popyt inwestycyjny po stronie przedsiębiorców pozostawał ograniczony. Apetyt na ryzyko został nadszarpnięty przez COVID i przerwanie łańcuchów dostaw w całej Azji, a potem przez kryzysy geopolityczne jak wojna na Ukrainie czy ostatnio wojna w Iranie.
Dodatkowo, obserwujemy zmniejszenie aktywności inwestycyjnej przedsiębiorców. Jesteśmy trzydzieści parę lat po transformacji ustrojowej i pokolenie przedsiębiorców, które zakładało swoje biznesy na początku lat 90., powoli staje przed decyzjami sukcesyjnymi. Apetyt na ryzyko po stronie tych przedsiębiorców jest znacznie mniejszy niż na początku okresu swojej działalności.