„Rzeczpospolita”: W książce prezydenta Karola Nawrockiego –
wywiadzie-rzece z prof. Andrzejem Nowakiem – pojawia się opis wydarzenia z kampanii prezydenckiej na Dolnym Śląsku, które miało miejsce 15 maja 2025 r. Pan był wtedy na miejscu i przez całą kampanię odpowiadał za ochronę kandydata. Dla pana było to otrucie, próba zamachu,
niedyspozycja, choroba?
Ppłk rez. Krzysztof „Rydzu” Radziwon: Zacznijmy od perspektywy szefa
ochrony. W ochronie bezpośredniej zwracaliśmy uwagę przede wszystkim na
ekspozycję i czas pobytu kandydata w strefie otwartej – na wiecach czy
spotkaniach. To było newralgiczne, bo kandydat był w miejscach eksponowanych, a
my nie mogliśmy być bezpośrednio przy nim. Stworzylibyśmy wokół niego twierdzę,
do której nikt nie mógłby się dostać – a nie o to chodzi w kampanii wyborczej,
w której zawsze liczy się bezpośredni kontakt z wyborcami. Musiałem więc
ustawiać szyki i pierścienie ochronne tak, żeby być w gotowości do jak
najszybszej reakcji.