W Podgorze mieszka ok. 700 osób. Miasteczko jest oddalone o ok. 30 km od Sarajewa.

Mieszkańcy Podgory mówią, że nie mają złudzeń co do jakości klasy politycznej w kraju, w którym dużym problemem jest m.in. korupcja.

- Dość kłamstw! - mówi 47-letni Adi Silajdzic pytany przez reportera AFP dlaczego popiera zakaz wstępu polityków do miasteczka. - Jesteśmy wkurzeni bo gdy tylko się pojawiają, opowiadają różne historie i składają obietnice, by zdobyć głosy. I już dzień po wyborach jest tak, jakby nic się nie stało. Nawet nie przyjadą się z nami spotkać - mówi Silajdzic.

Jak czytamy w AFP każdy plakat wyborczy, jaki pojawił się w mieście, był natychmiast zrywany. Na tylnej stronie jednego z zerwanych plakatów ktoś napisał sprayem: "Czytaliście to? (baner w centrum miasteczka - red.) Ludzie mają dość".

Mieszkańcy Podgory twierdzą, że władze zaniedbują ich od rozpadu Jugosławii. - Sami musimy zmieniać żarówki w latarniach ulicznych - skarży się Silajdzic.

- Nie mamy nawet jednego kontenera na śmieci, nie jeździ tu autobus, a system zaopatrywania w wodę pitną powstał przed wojną (chodzi o wojnę domową w Jugosławii - red.), zbudowany z azbestowo-cementowych rur, które nie zostały wymienione - dodaje.

Z kolei 56-letni Osman Hasic kpi, że "obiecywano im już tak często wylanie asfaltu na ulice w miasteczku, że asfaltowa nawierzchnia powinna mieć już co najmniej metr grubości" (tymczasem po trzech latach lokalne władze wyłożyły asfaltem ok. 900 metrów drogi).

- Głosujemy na jedną partię, potem na inną, ale wciąż jest tak samo - mówi 43-letni budowlaniec, Vedad Silajdzic. - Wszyscy są tacy sami, gdy wywalczą fotele, nie myślą już o ludziach - dodaje.