Rządowe Centrum Legislacji przygotowuje ustawę, która określi dokładnie, kto kogo może kontrolować w administracji rządowej.

– Teraz przepisy są nieuporządkowane i nieprecyzyjne. Zdarzało się, że urzędy kwestionowały prawo Kancelarii Premiera do kontroli – mówi Piotr Gryska, wiceprezes Rządowego Centrum Legislacji.

Tak było np. z Centralnym Biurem Antykorupcyjnym, które podważało audyt nieruchomości biura. CBA tłumaczyło bowiem, że Kancelaria Premiera ma prawo kontrolować tylko realizację zadań zleconych przez rząd i jego szefa.

Podobne wątpliwości mieli przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego i główny inspektor sanitarny. Ale we wszystkich tych przypadkach kontrole się odbyły.

Nowa ustawa ma też umożliwić przeprowadzanie szerszych kontroli przez zlecanie ich np. ministerstwom. – W naszym departamencie pracuje 13 osób – mówi Tomasz Bolek, dyrektor Departamentu Kontroli i Nadzoru w Kancelarii Premiera. – Możemy więc zbadać jakiś aspekt, np. wykorzystanie służbowych samochodów, w najwyżej dwóch jednostkach. A premierowi do podjęcia decyzji często potrzeba szerszej wiedzy.

– Boję się, że urzędnicy premiera za bardzo wchodzą w rolę NIK – mówi Mariusz Błaszczak, rzecznik Klubu PiS, który był szefem Kancelarii Premiera Jarosława Kaczyńskiego.

Podkreśla, że premierowi powinno wystarczyć kontrolowanie poprzez kolegium ds. służb specjalnych.

Dyrektor Bolek zapewnia, że jego departament nie wchodzi w kompetencje NIK, m.in. ze względu na wielkość tej instytucji nieporównywalną z jego departamentem.

Żadnego zagrożenia w proponowanych zmianach nie widzi poseł lewicy Ryszard Kalisz. Przypomina, że zgodnie z konstytucją premier ma prawo kontrolować wszystkie jednostki rządowe.