Regularne spotkania w Sejmie, wizyta u marszałek Ewy Kopacz i organizacja konferencji m.in. na temat roli byłych posłów w walce o prawa człowieka – to tylko niektóre ostatnie wydarzenia z kalendarza Stowarzyszenia Parlamentarzystów Polskich.
Choć istnieje od 10 lat, rozpędu nabrało dopiero wtedy, gdy na jego czele stanął były minister sprawiedliwości z SLD Jerzy Jaskiernia. W rozmowie z „Rz” zapowiada, że chce stworzyć w Polsce system wykorzystywania potencjału byłych posłów i senatorów. Mają częściej brać udział w konferencjach, jeździć na misje obserwacyjne i występować z wykładami.
W Polsce formalnie funkcjonują dwie organizacje skupiające byłych polityków. W skład pierwszej wchodzą byli parlamentarzyści działającego w Sejmie kontraktowym Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego. Jej działalność ogranicza się jednak do spotkań opłatkowych.
Aktywność skupiającego głównie członków SLD Stowarzyszenia Parlamentarzystów Polskich do niedawna była niewiele większa. Głośno zrobiło się o nim jedynie kilka lat temu, gdy zapowiedziało walkę o poprawę sytuacji bytowej byłych polityków.
We wrześniu Jaskiernia zastąpił dotychczasowego marszałka stowarzyszenia byłego posła SLD Jerzego Zakrzewskiego. Zapowiada zmianę akcentów. – Pomoc posłom w trudnej sytuacji materialnej wciąż się liczy, ale głównie zależy nam na stworzeniu płaszczyzny aktywności dla byłych parlamentarzystów – zaznacza.
Z nowymi władzami stowarzyszenia spotkała się marszałek Sejmu Ewa Kopacz, a w kwietniu współorganizowało ono w parlamencie konferencję o prawach człowieka. Roli byłych polityków poświęcony był cały panel dyskusyjny. Głos zabrała Mechtild De Jong, szefowa wpływowego Europejskiego Stowarzyszenia Byłych Parlamentarzystów.
Jego zarząd ma w przyszłym roku obradować w Polsce, a podczas wizyty w Warszawie De Jong spotkała się z wicemarszałkiem Senatu Janem Wyrowińskim z PO. – Zaproponowałem, żeby byli posłowie i senatorowie włączyli się w propagowanie idei europejskiej. To szczególnie ważne w czasach kryzysu – relacjonuje wicemarszałek.
W jaki sposób byli parlamentarzyści widzą swoją aktywność? – Mogliby uczestniczyć w misjach obserwacyjnych, brać udział w konferencjach i dzielić się swoimi doświadczeniami, m.in. podczas spotkań byłych i obecnych posłów – wyjaśnia Jaskiernia.
Krzysztof Tyszkiewicz, kiedyś poseł PO, który sam przed kilkoma laty zamierzał założyć stowarzyszenie byłych parlamentarzystów, dodaje, że mogliby być oni zapraszani na uczelnie z wykładami dla studentów politologii. – Ważne, by ornitolog poznał ptaki osobiście – tłumaczy.
Jerzy Jaskiernia zaznacza, że w innych europejskich krajach podobne stowarzyszenia mają silną pozycję. Jako przykład podaje Belgię, Niemcy, Francję i Włochy. Już w 1984 r. tamtejsze organizacje zjednoczyły się, tworząc Europejskie Stowarzyszenie Byłych Parlamentarzystów. W niektórych krajach dzięki wsparciu takich organizacji udało się stworzyć nawet specjalne fundusze emerytalne dla byłych deputowanych. Jest tak m.in. w Belgii, Danii, Irlandii, a nawet w Estonii.
– Tymczasem w Polsce w ogóle nie mamy uregulowanego statusu byłych parlamentarzystów dotyczącego choćby takich spraw, jak prawo wstępu na salę obrad w Sejmie – ubolewa Jaskiernia.
Czy teraz uda się to zmienić? Pomysł lepszego wykorzystywania potencjału byłych posłów popierają politycy niezależnie od przynależności partyjnej. Tak wynika z naszych rozmów z byłymi marszałkami Sejmu: Markiem Jurkiem z Prawicy Demokratycznej i Markiem Borowskim z SDPL, obecnie senatorem.
Powód? Każdy poseł i senator ma świadomość, że prędzej czy później znajdzie się poza parlamentem.
– Rozmawiałem ostatnio z deputowanym, który w Niemieckim Bundestagu zasiada od niemal 30 lat. W tym roku już nie kandyduje, ale jest spokojny. Dobrze wie, że wciąż będzie zapraszany na różne spotkania. W porównaniu z Polską to przepaść – mówi poseł SLD prof. Tadeusz Iwiński.