Kierujący Oplem poseł PiS przekroczył prędkość o niespełna 50 km/h. W miejscu przeprowadzenia kontroli dopuszczalna prędkość wynosi 70km/h. Fotoradar wskazał, że poseł PiS poruszał się z prędkości 115km/h. Funkcjonariusze próbowali zatrzymać pojazd, jednak kierowca nie zatrzymał się do kontroli.
Policjanci rozpoczęli pościg w Alei Krakowskiej. Samochód zatrzymał się dwa kilometry dalej, w miejscowości Wola Mrokowska.
Po zatrzymaniu policjanci poprosili kierowcę o okazanie dokumentów. W odpowiedzi usłyszeli, że mężczyzna jest posłem i nie pokaże dokumentów. Potwierdzili to również pasażerowie. Po dyskusji z funkcjonariuszami cała trójka się wylegitymowała. Okazało się, że z posłem Lipcem podróżowało dwóch innych polityków PiS - Jarosław Zieliński i Marek Kwitek.
Informacje o zatrzymaniu polityka potwierdził rzecznik Komendy Stołecznej Policji Mariusz Mrozek.
Funkcjonariusze zostali zmuszeni do odstąpienia od dalszych czynności. Informacja o zatrzymaniu zostanie przekazana Komendę Głównej Policji, która skieruje do Marszałka Sejmu wniosek o zdjęcie immunitetu parlamentarzysty, by móc ukarać go mandatem.
Lipiec: zrzeknę się immunitetu
Poseł PiS tłumaczył dziennikarzom, że nie zauważył jadącego za nim radiowozu na sygnale. Jak mówił, radiowóz poruszał się "nie do końca prawidłowo, to był tylko sygnał świetlny" - dodał. Podkreślił, że zatrzymał się i wyjaśniał sprawę z policjantami. Policja zapewnia, że kontrola była prowadzona w taki sposób, żeby policjanci byli widoczni.
"Jest procedura prawem opisana i tej procedurze się poddam. Z chwilą, gdy przyjdzie wniosek o uchylenie immunitetu, zrzeknę się go. Skierowany zostanie wniosek do sądu o ukaranie mnie grzywną i tyle" - powiedział Lipiec. Zaznaczył, że podda się procedurze karnej za nieprzestrzeganie ograniczenia prędkości.
Pytany, czy może warto byłoby od razu zapłacić mandat, odparł: "Nie warto było, ponieważ ja jestem zobowiązany jako osoba, którą państwo chroni immunitetem, informować tego typu organy, że jestem tym immunitetem chroniony i policjanci wiedzą, jakie czynności wykonywać".
"Przepraszam za to, że popełniłem to wykroczenie, bo w jakimś sensie zawiodłem swoich wyborców. Ale ta cała sytuacja również pokazuje, jaki jest bałagan w polskim prawie" - dodał.
"Rozumiem, że posłowie są osobami publicznymi, więc z tego względu procedura wobec nich jest bardziej ostra. Tu nie mamy żadnej nadzwyczajnej sytuacji. Każdy może popełnić wykroczenie w sytuacji takiej, w jakich to było okolicznościach, droga pusta" - dodał. Dopytywany, gdzie się śpieszył, odparł: "Do Warszawy. Na obrady".