Decyzja prezydenta ma związek z trwającymi od sześciu dni gwałtownymi protestami przeciwko wycofaniu się przez rząd z dopłat do benzyny. W związku z protestami rdzennych mieszkańców kraju przeciwko tej decyzji, jakie miały miejsce w stolicy Ekwadoru, Quito, we wtorek prezydent zdecydował o przeniesieniu się rządu do Guayaquil.
Tysiące rdzennych mieszkańców Ekwadoru przyjechało do Quito, gdzie blokowali ulice, stawiali barykady z płonących opon, a niektórzy wdarli się we wtorek popołudniu do siedziby parlamentu. Wymachując flagami i unosząc pięści w górę krzyczeli: My jesteśmy narodem - relacjonuje Reuters.
W różnych miejscach Quito dochodziło we wtorek do starć protestujących z policją - w wyniku starć rannych zostało 19 cywilów i 43 policjantów - podają władzę. Policja użyła gazu do rozproszenia protestujących.
Prezydent Lenin Moreno wprowadził już wcześniej stan wyjątkowy w kraju.
Teraz prezydent podpisał dekret o wprowadzeniu godziny policyjnej obowiązującej w pobliżu budynków rządowych i elementów strategicznej infrastruktury.
Rząd apeluje też do ONZ i Kościoła katolickiego z prośbą o pomoc w rozmowach z protestującymi. Prezydent Lenin Moreno podkreśla, że władze chcą podjąć dialog - wyklucza jednak wycofanie się z decyzji o zaprzestaniu dopłacania do cen benzyny.
Ta ostatnia decyzja jest elementem programu oszczędnościowego, którego wdrożenie było warunkiem uzyskania wartej 4,2 mld dolarów pożyczki od MFW.
Prezydent Lenin Moreno oskarża swojego poprzednika i dawnego sojusznika, Rafaela Correę o to, że ten próbuje przeprowadzić w kraju zamach stanu z pomocą prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro.
Correa, mieszkający obecnie na co dzień w Brukseli, odrzuca te oskarżenia. - Mówią, że jestem tak potężny, że za pomocą iPhone'a z Brukseli mogę kierować protestami - ironizuje.
- Ludzie nie mogą tego znieść, taka jest rzeczywistość - dodaje Correa odnosząc się do polityki zaciskania pasa realizowanej przez obecnego prezydenta Ekwadoru.
Z kolei Nicolas Maduro ocenia, że Ekwadorczycy odrzucają po prostu "model brutalnego kapitalizmu", narzucany im przez MFW. - Dlatego Ekwadorczycy są na ulicach, nie z powodu Maduro, chcą przetrwać - mówi.
Protesty doprowadziły do zakłócenia wydobycia ropy w Ekwadorze - państwowa spółka Petroamazonas szacuje, że wydobycie ropy może się zmniejszyć o 188 tys. baryłek dziennie, czyli o ponad 1/3 w związku z atakami na rafinerie.
Reuters przypomina, że trzech poprzedników prezydenta Correi, który rządził krajem przed obecnym prezydentem, zostało obalonych w wyniku protestów rdzennej ludności.
Tymczasem siedem państw Ameryki Łacińskiej w oświadczeniu wyraziło wsparcie dla prezydenta Moreno i oskarżyło reżim Maduro w Wenezueli o próbę zdestabilizowania Ekwadoru.