Mentzen nie wyklucza, że propozycja zniesienia limitu 30-krotności to "piłka wystawiona Prezydentowi, tak aby miał okazję zawetować ten szkodliwy pomysł i zapunktować u części wyborców". "Są to jednak tylko domysły" - dodaje.
Jednocześnie Mentzen zwraca uwagę, że projekt firmuje "Marcin Horała z Gdyni, członek Kolibra, były działacz UPR". "Podobno do dzisiaj rozumie, jak działa gospodarka i prywatnie ma poglądy wolnorynkowe. Podjął jednak już jakiś czas temu decyzję, że chce robić karierę w polityce. Dlatego zapisał się do PiS" - dodaje.
"Ponieważ jednak w życiu nie ma nic za darmo, trzeba po drodze trochę pocierpieć, by zasłużyć na zaufanie w kierownictwie partii. Na przykład trzeba popierać projekt gnębienia klasy średniej przez likwidacje 30-krotności" - przekonuje Mentzen.
Ekonomista tłumaczy następnie, że sam nie chce dołączyć do "jednej z wielkich partii", bo - jak mówi - "nie zależy mu na obecności w polityce, tylko na przeprowadzeniu pewnych zmian".
"Będąc szeregowym posłem PiS, wpływ na rzeczywistość ma się żaden, a trzeba jeszcze popierać dziesiątki szkodliwych projektów ustaw i robić z siebie idiotę, próbując ich bronić i przekonując, że tym razem socjalizm zadziała. Ponieważ jednak amatorów takiego zajęcia nigdy nie zabraknie, polska polityka wygląda tak jak wygląda" - ubolewa.
Horale Mentzen przeciwstawia Artura Dziambora, posła Konfederacji, w przeszłości "kolegę Horały z gdyńskiego UPR".
"Artur postanowił nie robić kariery za wszelką cenę, pozostał wierny swoim poglądom. Przez te wszystkie lata, gdy Horała piął się w partyjnej hierarchii w PiS, Dziambor twardo trzymał się pryncypiów. Dzisiaj obaj są w Sejmie. Jeden przedstawia sobą wszystko to, z czym sam chciał walczyć 15 lat temu, drugi swojego zdania nie zmienił i dalej może śmiało przeglądać się w lustrze" - podsumowuje.
"Mam wielką nadzieję, że za 10 lat to Artur Dziambor będzie w miał wpływ na stanowione w Polsce prawo a Horała znajdzie się razem z kolegami z PiS tam, gdzie Artur był przez ostatnie 15 lat" - pisze Mentzen.