Egotyk z rozbitej rodziny, pozbawiony kontaktu z ojcem w wieku 15 lat i potem publicznie na ten fakt się skarżący, mason dorastający w zlaicyzowanym społeczeństwie – wyrósł na potwora, który uwierzył, że tylko masakra na czterdzieści fajerek może coś zmienić. W jakim stopniu na jego radykalizm wpłynęło spychanie do sfery tabu dyskusji o problemach związanych z imigrantami?
Zbyt proste? Tak, to prawda. Ale w dziesiątkach analiz o Andersie Behringu Breiviku lewica nie krępuje się wrzucać do obozu moralnie współwinnych za mord wszystkich tych, którzy przestrzegają przed skutkami multikulturalnej utopii. Jak zwykle w takich dywagacjach nie ma mowy o problemie zła, jakie opanowuje ludzi – kwestii, której nie da się wytłumaczyć racjonalnie. A szczególnie trudno, gdy odrzuca się transcendentną walkę dobra ze złem.