Utarło się nad Wisłą, że ludzie postulujący przywrócenie monarchii są uważani za błaznów albo wariatów, ale już pytanie, ile koronowanych głów zasiada na europejskich tronach, najczęściej trafia w absolutną intelektualną pustkę. Coś nam wiadomo o królowej Elżbiecie, słyszeliśmy, że belgijskie tabloidy ścigają się w kwestii ustalania rzekomego ojcostwa króla Alberta, gdzieś tam w odległych krańcach mózgu tłucze się informacja, że w Monako rządzą książęta, ale pomysł, że Polska jeszcze niecałe sto lat temu była formalnie królestwem, przychodzi do głowy z rzadka i z kłopotami.