-50% na pakiet subskrypcji RP.PL z NYT!
Skorzystaj z wiosennej promocji i ciesz się dwoma dostępami do najbardziej zaufanych źródeł informacji.
Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.
Kliknij i przejdź do szczegółów
Największa atrakcja tej książki, a zarazem wielka sztuka Marty Hermanowicz, polega na tym, że obiema bohaterkami „steruje” jakby jedna narratorka-medium
Znajdą się powody, by „Koniec” Marty Hermanowicz chwilami irytował. Nie wspominając już o tym, że emocjonalnie potrafi przytłoczyć, a językowo skołować. Bo spójrzmy już na inwokację tej 330-stronicowej powieści: „Moje ciało jest ośmioma hektarami czarnoziemu chrobrowiczowskiego, ziemią wołyńską krwią i gównem nawożoną, użyźnianą plwocinami parobka, ale tylko gdy pan nie widział, a potem wysoko trzymającego podgardle proszące się o nóż tak długo, aż wywożony do łagru pan zobaczył”. Niby mocna fraza i dźwięczny, rezonujący język, a jednak trochę jakby imitacja, odpowiedź na rynkową potrzebę silnej narratorki, żeńskiej wersji Szczepana Twardocha, która będzie jak refren powtarzać jeremiady o „pier…j Polsce”.
Skorzystaj z wiosennej promocji i ciesz się dwoma dostępami do najbardziej zaufanych źródeł informacji.
Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.
Kliknij i przejdź do szczegółów