Już pierwszego oficjalnego dnia tej wizyty papież mówił o Krzyżu i o tym, że ostatecznie Boga trzeba i można spotkać w Innych, skrzywdzonych, dotkniętych przemocą. „Oto kierunek, w którym należy podążać: spoglądać razem na Chrystusa, na miłość zdradzoną i ukrzyżowaną dla nas; spojrzeć na Jezusa, ukrzyżowanego w tak wielu wychowankach szkół rezydencjalnych (dzieci rdzennych mieszkańców poddawano w nich przymusowej asymilacji, niektóre były też wykorzystywane seksualnie – red.)” – podkreślał. Podobne sformułowania znaleźć można we wcześniejszych słowach Franciszka odnoszących się do osób wykorzystanych seksualnie przez ludzi Kościoła. I to jest spojrzenie, które głęboko przemienia myślenie chrześcijańskie, pozwala zupełnie inaczej spojrzeć nie tylko na Kościół, ale i na ofiary.

Czytaj więcej

Tomasz P. Terlikowski: Kto zrozumie Franciszka

Ale to nie wszystko. Papież krytykuje metody przymusowej ewangelizacji prowadzonej we współpracy z kolonialnymi państwami. „Istotnie, wygodniejsze wydaje się wpojenie ludziom Boga niż pozwolenie im, by zbliżyli się do Niego. Ale to się nigdy nie udaje, ponieważ Pan nie przychodzi w ten sposób: nie przymusza, nie tłumi i nie uciska; natomiast zawsze miłuje, wyzwala i pozostawia wolnymi. Nie wspiera swoim Duchem tych, którzy podporządkowują sobie innych, tych, którzy mylą Ewangelię pojednania z prozelityzmem. Nie można bowiem głosić Boga w sposób, który jest sprzeczny z Bogiem. A jednak, ileż razy działo się tak w historii! Podczas gdy Bóg zwyczajnie i pokornie proponuje Siebie, my zawsze mamy pokusę, by narzucać Go, i w Jego imię narzucać siebie. Jest to pokusa światowa, by sprawić, że zejdzie On z krzyża, by objawić Go poprzez władzę i pozory” – mówił Franciszek.

 I to jest spojrzenie, które głęboko przemienia myślenie chrześcijańskie, pozwala zupełnie inaczej spojrzeć nie tylko na Kościół, ale i na ofiary.

I dopiero z tej perspektywy można zrozumieć, dlaczego papież zdecydował się tak mocno wypowiedzieć swoje przeprosiny wobec Pierwszych Narodów. Dlaczego z jego ust padła „pokorna prośba o przebaczenie”. Tamta metoda głoszenia Chrystusa uniemożliwiała realne spotkanie Go, prowadziła do wizji chrześcijaństwa jako religii mocy i mocnych, jako elementu systemu kolonialnego, a nie jako religii wykluczonych, odrzuconych, jako religii sprawców, a nie ofiar. Chrześcijaństwo, jeśli ma zachować swoją więź z mistrzem z Nazaretu, musi stać po stronie krzywdzonych, słabszych, musi rozstać się z kulturowym imperializmem, który niekiedy był właściwy części wyznawców Chrystusa.

Już Jan Paweł II jasno wskazywał, że każda kultura i każdy naród mają taką samą wartość w oczach Boga. „Ewangelia nie prowadzi do zubożenia czy zgaszenia tego, co każdy człowiek, lud i naród, każda kultura w ciągu historii poznają i realizują jako dobro, prawdę i piękno. Zachęca raczej, by te wartości zostały zasymilowane i rozwijane: by wielkodusznie i z radością były wprowadzane w życie i uzupełniane tajemniczym i wywyższającym światłem Objawienia” – pisał w encyklice „Slavorum Apostoli” („Apostołowie Słowian”). A Franciszek w adhortacji apostolskiej „Querida Amazonia” („Umiłowana Amazonia”) przypominał, że nawet najmniejszy, najbardziej odległy naród ma do przekazania całemu światu swoje dziedzictwo. „Każdy lud, któremu udało się przetrwać w Amazonii, posiada swoją tożsamość kulturową i wyjątkowe bogactwo w wielokulturowym wszechświecie, ze względu na bliskie relacje mieszkańców z ich środowiskiem, w symbiozie – nie deterministycznej – trudnej do zrozumienia za pomocą obcych schematów mentalnych” – zaznaczał Franciszek.

Czytaj więcej

Tomasz P. Terlikowski: Franciszek decentralizuje Kościół

Kościół powinien to dziedzictwo podejmować, wydobywać z niego „ziarna prawdy”, a nie uczestniczyć w niszczeniu owych światów w imię przekonania o tym, że tylko jedna z kultur niesie w sobie wyższe wartości. I aby o tym przypomnieć, papież pielgrzymuje do Kanady.