Jednak i jednym, i drugim, jak się zdaje, uciekł najistotniejszy wymiar tego wywiadu. Ukazał on bowiem, w jak dramatycznej sytuacji znajduje się obecnie dyplomacja watykańska, jak straciła ona jakąkolwiek zdolność do elastycznego działania i jak została uwięziona w wizjach papieskich, które – niestety – niewiele mają wspólnego ze światem realnym.

Czytaj więcej

Tomasz Terlikowski: Bez sankcji nie będzie pokoju

O czym mówię? O ślepym ukierunkowaniu na spotkanie z Putinem, do którego nieustannie wraca papież. Franciszek nie ukrywa, że jego głównym celem obecnie jest spotkanie z prezydentem Federacji Rosyjskiej, i to właśnie temu celowi podporządkowuje wszystko inne. Nie będzie ani wizyty w Ukrainie, ani mocnych potępień Rosji. Putin wprawdzie zdecydowanie papieżowi odmawia, ale Franciszek i tak chce się z nim spotkać, więc wyłącznie nad tym pracuje watykańska dyplomacja, na tym się skupia. I zostawiając już na boku fakt, że w efekcie dążenia do spotkania, które nigdy się nie odbędzie i którego Rosja nie chce, zaniedbuje się spotkanie, którego Ukraina chce, trudno nie dostrzec, że papież ani jego współpracownicy nie spotykają się także z innymi ważnymi graczami politycznymi. Nie ma spotkania z Joe Bidenem, nie ma z Borisem Johnsonem, a jedynym politykiem, z którym ostatnio spotkał się papież, był Viktor Orbán, na którego słowa zresztą papież w wywiadzie się powołał. Jeśli to ma być ta słynna dyplomacja watykańska, to jej obraz jest dramatyczny.

Nie będzie ani wizyty w Ukrainie, ani mocnych potępień Rosji. Putin wprawdzie zdecydowanie papieżowi odmawia, ale Franciszek i tak chce się z nim spotkać, więc wyłącznie nad tym pracuje watykańska dyplomacja, na tym się skupia.

Skąd się bierze takie myślenie, taka ślepa jednokierunkowość dyplomacji i samego papieża? Odpowiedź zawarta jest także w tym wywiadzie. Jest nią przywiązanie do watykańskiej Ostpolitik z czasów przed Janem Pawłem II, której niechlubnym symbolem pozostaje kard. Agostino Casaroli. To właśnie on, co podkreśla Franciszek, jest wzorem dla kardynała Pietro Parolina i samego Franciszka, a jego linia – co niestety widać – tyle że w gorszym stylu, jest kontynuowana. Na czym, w wielkim skrócie, ona polegała? Otóż na uznaniu, że ze Związkiem Sowieckim trzeba się dogadać, że troska o katolików w krajach komunistycznych, eksponowanie ich praw, a także ich działania mogą prowokować komunistów, więc nie należy w żaden sposób tego robić. Istotną rolę w tej polityce odgrywało także przekonanie, że dla dialogu z patriarchatem moskiewskim, który był wówczas po prostu ekspozyturą sowieckich służb, można poświęcić interesy katolików w krajach komunistycznych. Co Kościołowi i światu dała ta polityka? Nic. A upadek komunizmu i odrodzenie Kościoła związane są z jej odrzuceniem przez Jana Pawła II. Niestety, teraz, choć doświadczenie powinno uczyć czego innego, powrócono do tamtej polityki, u której podstaw leży fundamentalny błąd poznawczy.

Czytaj więcej

Tomasz P. Terlikowski: Znikające piękno prawosławia

Jaki? Uznanie, że Rosja jest po prostu takim samym krajem jak inne, że odpowiada ona agresją na zaczepki, i że uświadomienie jej prawdziwego stanu rzeczy, a także ustępstwa, pomogą w załatwieniu spraw. Tyle że to bzdura. Jedynym argumentem, który rozumieją Rosjanie, w tym patriarchat moskiewski i prezydent Putin, jest argument siły. Każdą próbę dialogu, ustępstw traktują oni jako słabość, którą trzeba wykorzystać, by poszerzyć wpływy i znaczenie Rosji. I do tego, i tylko do tego, wykorzystywana jest słaba polityka Watykanu.