Dziś na te sceny sprzed czterech lat patrzymy z obrzydzeniem. Widok, jak Władimir Putin otwiera piłkarskie mistrzostwa świata, wita kibiców w „otwartej, gościnnej i przyjacielskiej Rosji", w zderzeniu z fotografiami z Buczy, Mariupola czy Irpienia budzi oburzenie. Zdjęcia z meczu otwarcia, gdy w loży honorowej bawi się u boku prezydenta FIFA Gianniego Infantino i księcia koronnego Arabii Saudyjskiej Muhammada ibn Salmana, są porażające. A przecież telewizje całego świata transmitowały te umizgi, Rosja już od ponad czterech lat okupowała Donbas i było to po aneksji Krymu. 7 tysięcy osób zdążyło zginąć, ponad 6 tysięcy odniosło rany, półtora miliona Ukraińców musiało opuścić swoje domy. Tymczasem Putin szeroko otwierał ramiona przed 3 milionami kibiców, którzy przyjechali do Rosji i wydali w niej ponad dwa miliony dolarów. Świat klaskał, a dziś ma kaca i ze wstydem wspomina wydarzenia sprzed czterech lat. Najchętniej zapomniałby, że coś takiego miało miejsce, ale zostały zdjęcia i filmy. Pytanie, czy za cztery lata równie wstydliwe nie będzie wspomnienie mistrzostw świata w Katarze?