Reklama

„Rite of the end”. Metafizyka w czasach chaosu

Św. Augustyn pisał, że kto dobrze śpiewa, ten dwa razy się modli. Podobnie jest być może również z tymi, którzy dobrze komponują.
Stefan Wesołowski, „The Rite of the End", Ici D'ailleurs, Mute Song

Stefan Wesołowski, „The Rite of the End", Ici D'ailleurs, Mute Song

Foto: Rzeczpospolita

Kłopot pojawia się jednak w momencie, w którym trudno w zasadzie określić, do kogo lub do czego modli się kompozytor. Właśnie to pytanie najdłużej dręczy słuchacza nowego albumu Stefana Wesołowskiego. Od odpowiedzi na nie zależy bowiem istota i sens jego „Rite of the End".

Tytuł tego krążka nawiązuje jednoznacznie do jednej z najważniejszych XX-wiecznych kompozycji, „Święta Wiosny" Igora Strawińskiego. Nawiązanie to jednak zawiera w sobie jednocześnie przeciwstawienie – balet do muzyki Rosjanina był czczącym rodzącą się po zimie do nowego życia przyrodę, nawiązującym do pogańskich wierzeń rytuałem odnowy. „Święto Kresu" sytuuje się po drugiej stronie kosmicznego cyklu. Sposób, w jaki będziemy rozumieć i słyszeć tę płytę, zależy od tego, czy podążymy dalej tym tropem. Jeżeli w jej odczytywaniu miałby dominować klucz pogańskiej, cyklicznej wizji historii, sprawa byłaby właściwie załatwiona – Wesołowski stworzył dekadencką, nihilistyczną pochwałę końca czasów.

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama