Reklama
Rozwiń
Reklama

Jan Maciejewski: Rozbitkowie na plażach Bikini

Trudno było nie znaleźć się pod wrażeniem unoszącego się znad powierzchni wody atomowego grzyba. Wrażeniem czysto estetycznym, jakie wywrzeć jest w stanie tylko naga siła. Bo czy blizna albo wrzód, dopóki nie nazwie się ich w ten sposób i nie połączy w wyobraźni z chorobą i cierpieniem, nie mogłyby się wydać bezinteresownie piękne? Jak kwiaty wyrastające na powierzchni ciała? Piękno pryska dopiero za dotknięciem kontekstu, całej przyziemności świata.
Jan Maciejewski: Rozbitkowie na plażach Bikini

Foto: Fotorzepa/ Robert Gardziński

A u wybrzeży Bikini kontekstu nie było. Tak jak ofiar, bólu i ruin. Byli za to dziennikarze z aparatami i kamerami filmowymi, gotowi do uwiecznienia przebłysku mocy i piękna atomowego imperium. Hiroszima, ledwo rok wcześniej, była dokumentem, Bikini stało się teatrem. W niecały rok po pierwszej nuklearnej próbie operacja o chwytliwym kryptonimie „Crossroads", „Rozstaje", stała się hitem sezonu. Przez cztery dni. Bo gdy pewien francuski inżynier samochodowy usłyszał o niej w radiu, doznał olśnienia. Ciało stało się wreszcie słowem; kostium kąpielowy jego autorstwa znalazł odpowiednie imię. I komu jeszcze dzisiaj, zakładając, że nie jest seksualnie zaburzony, na dźwięk słowa „bikini" przed oczami staje monstrualnych rozmiarów atomowy grzyb? Zabawa w skojarzenia między eksplozją a modą, próbą nuklearną a testem zderzeniowym na opinii publicznej, dobiegła końca. Huk obu wybuchów przebrzmiał dekady temu. Tylko radioaktywne cząsteczki unoszą się jeszcze w powietrzu. Podobnie jak groźba zagłady.

-50% na pakiet subskrypcji RP.PL z NYT!

Skorzystaj z wiosennej promocji i ciesz się dwoma dostępami do najbardziej zaufanych źródeł informacji.

Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.

Kliknij i przejdź do szczegółów

Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama