Reklama

Zwycięstwo konieczności

Kilkanaście miesięcy temu wielu komentatorów ekscytowało się nowym podejściem Baracka Obamy do Iranu. Czegóż to wtedy nie napisano. A to, że Obama, w przeciwieństwie do zatwardziałego i ograniczonego George’a W. Busha, rozumie, czym jest dialog, islam i świat. A to, że jego słowa skruszą sumienia ajatollahów, którzy wyrzekną się planu produkcji broni atomowej
Paweł Lisicki, redaktor naczelny "Rzeczpospolitej" i nowego tygodnika "Uważam Rze"

Paweł Lisicki, redaktor naczelny "Rzeczpospolitej" i nowego tygodnika "Uważam Rze"

Foto: Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek

Sam Obama jeszcze zanim został wybrany na prezydenta głosił, że jest gotów do rozmów z irańskimi przywódcami bez żadnych wstępnych warunków. Te deklaracje – choć czasem budziły niedowierzanie – na ogół były przyjmowane z dobrodziejstwem inwentarza. Kto by chciał przeczyć, że Obama oznacza wielką zmianę i nadzieję na coś naprawdę nowego? Po swoim wyborze amerykański polityk starał się być wierny wcześniejszym zapowiedziom. Na perski Nowy Rok wygłosił przemówienie do przywódców Iranu, oferując współpracę polityczną i gospodarczą. Kiedy wybuchły antyrządowe zamieszki, milczał. Bo? Bo – jak można wnosić z wypowiedzi jego doradców – wierzył w to, że irańskie władze same się zmienią. I że poparcie dla opozycji jedynie rozdrażni reżim.

Zabookuj najlepsze treści na wakacje!

Skorzystaj z promocji wakacyjnej i zyskaj dodatkowe drukowane magazyny: Nauka i Historia.

Twoje rzetelne i obiektywne źródło najważniejszych informacji z Polski i ze świata.

Promocja dotyczy subskrypcji RP.PL na rok.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama