Reklama

Nowe słowotwórstwo polityczne

Czy wybory zakończą polską zimną wojnę domową? Zostawiam na boku pytanie, za czym głosowali Polacy czy też, jak chcą niektórzy, przeciw komu. Podobnie nie chcę pytać kiedy i w jaki sposób Donald Tusk dokona zapowiadanego przez siebie cudu. Nim to się bowiem stanie, lidera PO czeka rzecz bardziej przyziemna i nie wymagająca z pewnością nadprzyrodzonych umiejętności, mianowicie spełnienie oczekiwań sprzyjających mu mediów. To zaś każe mi patrzeć na jego zapowiedzi narodowego pojednania z dużym sceptycyzmem.
Reklama

Bo media, z dnia na dzień głośniej, wyraźnie domagają się "dekaczyzacji", "depisyzacji", a nawet, kto by to wymyślił, "defotygizacji". Te językowe potworki pojawiają się w tekstach znanych publicystów i to na łamach tych samych gazet, które wcześniej każdą zmianę dokonaną przez PiS określały jako "czystkę". Co się za nimi kryje? Nie pamiętam, żeby ktokolwiek używał takiego języka wcześniej, wobec którejś z innych ekip wymieniających cudze kadry na swoje. Nie było w Polsce ani "debuzkizacji", ani "demilleryzacji", ani "debelkizacji".

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama