Reklama
Rozwiń
Reklama

„Pierwszy człowiek”. Wielki skok ludzkości

Twórcy „Pierwszego człowieka" opowiedzieli o zdobywaniu Księżyca z pozycji astronauty, który pierwszy postawił stopę na innym ciele niebieskim. Popełnili przy tym feler: jeśli się kręci film o Hitlerze albo o Stalinie, odgrywający ich aktorzy są podobni do Hitlera czy Stalina.
„Pierwszy człowiek”. Wielki skok ludzkości

Foto: materiały prasowe

W filmie Neila Armstronga gra, bardzo dobrze zresztą, Ryan Gosling. Tyle tylko, że z twarzy słabo przypomina dowódcę Apollo 11, natomiast natarczywie kojarzy się z komentatorem sportowym Maciejem Kurzajewskim. To odkrycie zabrało mi połowę przyjemności z oglądania filmu.

W ekranizacjach wielkich wydarzeń historycznych liczy się walor dokumentalny. „Pierwszy człowiek" świetnie pokazuje rowerową technikę lat 60. XX wieku. Wszystkie te mechaniczne rygle, klapy, wskaźniki itp. potęgują grozę. Zarówno w epizodzie z rakietą Agena, gdy na statku Gemini 8 dochodzi do gwałtownych a niekontrolowanych obrotów, jak i w scenie spłonięcia żywcem trzech astronautów podczas prób na Ziemi, widz jest przerażony, jak zawodnej i topornej technice powierzyli swe życie ci dzielni ludzie. Podobnie podczas lądowania na Księżycu: awaria komputera pokładowego zmusza Armstronga do przejęcia sterów. Co zresztą chyba nie zostało wyzyskane dramaturgicznie w należyty sposób.

-50% na pakiet subskrypcji RP.PL z NYT!

Skorzystaj z wiosennej promocji i ciesz się dwoma dostępami do najbardziej zaufanych źródeł informacji.

Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.

Kliknij i przejdź do szczegółów

Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama