Reklama

Jan Maciejewski: Thomasa Mertona droga na Wschód

Widoczny z daleka, cichy nawet z bardzo bliska. Krakowski klasztor kamedułów mija codziennie tysiące samochodów przejeżdżających autostradą A4. Weekendami kręcą się wokół niego setki szukających spokoju i czystego powietrza krakowian. Ale chyba dla wszystkich pozostaje on w większym lub mniejszym stopniu dziwną, niemą tajemnicą.
Jan Maciejewski: Thomasa Mertona droga na Wschód

Foto: Fotorzepa, Robert Gardziński

Zaostrzona, zobowiązująca mnichów do milczenia benedyktyńska reguła i prawie zupełne odseparowanie od świata. Cisza i samotność, których normalny człowiek nie jest w stanie wytrzymać dłużej niż przez kilka godzin, wypełniająca mury klasztoru i życie kilkudziesięciu mnichów po brzegi i aż do końca.

Kilka tygodni temu facebookowy profil zakonu kamedułów zamieścił zdjęcie jednej z ascetycznych, klasztornych cel z podpisem: „Z gratulacjami dla tych, którzy nie ulegli szaleństwu Black Friday". Jedno zdanie, krótki greps, który nie rozwiązuje, ale nazywa tę tajemnicę. Tajemnicę nie tylko kontemplacyjnych zakonów, ale kontemplacji samej w sobie. Możliwości wyboru między wkładaniem na siebie kolejnych warstw ubrań, marek, rang i funkcji a zdzieraniem ich z siebie. Między strojeniem się przed światem a nagością przed Bogiem.

Promocja na subskrypcję RP.PL & Parkiet.com

Korzystaj podwójnie w maju! Pełny obraz rynku w jednej obniżonej cenie.

Promocja dotyczy rocznej subskrypcji RP.PL z Parkiet.com

Kliknij i przejdź do szczegółów

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama