Reklama

Jak nie my ich, to oni nas

Właściwie to coraz trudniej się dziwić. Właściwie obserwator polskiej sceny politycznej powinien coraz częściej powtarzać słowa Koheleta – marność nad marnościami, wszystko marność – i ograniczyć się do opisu interesów. Bo o ideach i wielkich sprawach mówić i pisać, nie narażając się na śmieszność, przychodzi coraz trudniej.

[b][link=http://blog.rp.pl/lisicki/2009/08/07/jak-nie-my-ich-to-oni-nas/]skomentuj na blogu[/link][/b]

Nie sposób zrozumieć polskiej sceny politycznej, odwołując się do wyraźnych pojęć, do ustalonych wzorców postępowania, do ideologii. Nie ma sensu badać, czym jest liberalizm, konserwatyzm czy socjalizm. Nie ma sensu czytać partyjnych programów i dokonywać interpretacji obietnic. Co jest w programie, a co nie, co jest istotne, a co drugorzędne, dyktuje chwila i przeciwnik polityczny. Jak on tak, to my tak, jak on w lewo, to my w prawo, jak on z tej mańki, to my go weźmiemy z tamtej – brzmi złota zasada.

Zabookuj najlepsze treści na wakacje!

Skorzystaj z promocji wakacyjnej i zyskaj dodatkowe drukowane magazyny: Nauka i Historia.

Twoje rzetelne i obiektywne źródło najważniejszych informacji z Polski i ze świata.

Promocja dotyczy subskrypcji RP.PL na rok.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama