4 zł tygodniowo przez rok !
Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.
Autentyczne dziennikarstwo na cały rok.
Kliknij i poznaj szczegóły oferty
Aktualizacja: 05.06.2015 02:00 Publikacja: 05.06.2015 02:00
Fot. Krizstian Bocsi
Foto: Bloomberg
Pędzę wyścigowym samochodem po torze. W dłoniach czuję niewielką, ale grubą kierownicę, która drży, gdy najeżdżam kołami na pobocze. Obraz wtedy nieco się rozmazuje i czuję – a raczej widzę – gwałtowne szarpnięcie. Rozglądam się w kabinie, chwila nieuwagi i już lecę poślizgiem na prawym łuku. Oczywiście nie wyrabiam się. Na pełnej prędkości walę w otaczającą tor ściankę.
Gdy otwieram oczy, widzę pogiętą maskę i wybitą przednią szybę. Patrzę w dół, czy nogi całe. Oczywiście że całe. W końcu siedzę przy zwykłym stole z goglami Oculus Rift na twarzy. A poślizg i kraksa to część wyścigowej gry, którą przerobiono w taki sposób, aby współpracowała z okularami do wirtualnej rzeczywistości. Wcześniej zwiedzałem niewielki pokój, w którym meble i ściany same się przesuwały (niezbyt przyjemne uczucie), i spadałem z rusztowania na ostatnim piętrze wieżowca (bardzo nieprzyjemne uczucie).
Gogle wyposażone są w ekrany wyświetlające obraz dający złudzenie trójwymiarowości. Czujniki śledzą ruchy głowy i odpowiednio modyfikują to, co widzimy. Potrzebny jest do tego całkiem mocny komputer – ale nie jest to nic, co przekracza możliwości pecetów dla graczy. Choć to jeszcze w sumie prototyp, a grafika nie powala na kolana, efekt jest znakomity. Złudzenie przebywania w wirtualnym świecie jest tak mocne, że gdy lecę z wieżowca na spotkanie z twardą ziemią, mam ochotę zerwać gogle z głowy. Ale nie zrobię tego, bo wiem, że siedzący obok Rafał Siejca z VR Games, jednej z niewielu firm w Polsce, które przygotowują materiały w wirtualnej rzeczywistości, zrywałby boki ze śmiechu.
Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.
Autentyczne dziennikarstwo na cały rok.
Kliknij i poznaj szczegóły oferty
Prawie 40 lat zmowy milczenia w sprawie wykorzystywania seksualnego małoletniej przez księdza. Różne sygnały świ...
„Źródło czerni” trzyma w napięciu, czasami możemy mieć wrażenie, że fabuła niepotrzebnie się przedłuża, ale na s...
„Cartaventura: Lhasa” to okazja, by poznać losy Alexandry David-Néel.
To Kelly? Czy Clooney? A może tylko naczynie, w którym mieści się idea bożyszcza tłumów?
W opowieści Courcola kryje się refleksja na temat siły rodzinnych związków i prawdziwej przyjaźni.
Masz aktywną subskrypcję?
Zaloguj się lub wypróbuj za darmo
wydanie testowe.
nie masz konta w serwisie? Dołącz do nas