Plus Minus: Uniwersytet w Białymstoku był pierwszą publiczną uczelnią, która zdecydowała się na likwidację studiów filozoficznych z powodu ich „nierentowności". To tylko jednostkowy przypadek czy początek zamykania wydziałów humanistycznych w całej Polsce?
Zbigniew Stawrowski, filozof: Niestety, widać już, że to może być poważniejszy problem. Dzisiejsza edukacja i sposób wychowywania młodzieży ograniczają im możliwość spotkania się z ludźmi, świadectwami, dziełami, które przypominają o istotnym duchowym wymiarze człowieczeństwa. Sprowadza się człowieka do zwierzęcia, które interesuje tylko to, gdzie tu zdobyć najlepszy pokarm. Tak można ująć wszystkie te systemy edukacyjne, które są nastawione na spełnianie potrzeb rynku. Dochodzi do tego także zewnętrzna presja, bo próbuje się nas, Polaków, potraktować jako rezerwuar siły roboczej: mniej czy bardziej wykształconej, ale jednak siły roboczej. Uniwersytety same zamieniają się w zakłady produkcyjne, których produktem mają być wykwalifikowani pracownicy – wysoko wydajne narzędzia pracy. Taka edukacja nie ma jednak nic wspólnego z autentycznym wykształceniem uniwersyteckim. Prawdziwa humanistyka otwiera horyzonty, odrywa od przyziemności, uczy godności, poczucia wartości – tego, że każdy z nas jest nie byle kim. A to bardzo przeszkadza w pogodzeniu się ze statusem jedynie siły roboczej, bo daje mocne punkty odniesienia, uczy też krytycyzmu, zwłaszcza w stosunku do tych, którzy twierdzą, że nasze życie zamyka się jedynie w ramach zaspokajania potrzeb.
Podobno lepiej być dobrym spawaczem niż kolejnym politologiem bez pracy...
Można by na to odpowiedzieć dość brutalnie słowami Johna Stuarta Milla: „Lepiej być niezadowolonym człowiekiem niż zadowoloną świnią; lepiej być niezadowolonym Sokratesem niż zadowolonym głupcem". Wielu demokratycznych polityków w swoim oglądzie społeczeństwa oczywiście się z tym nie zgodzi, bo wiedzą oni dobrze, że im więcej głupców i ignorantów, tym łatwiej nimi można manipulować. Wystarczy tylko zapewnić ciepłą wodę w kranie, chleb i igrzyska, a wszyscy będą szczęśliwi i zadowoleni. Mill dodaje jeszcze: „Jeżeli głupiec i świnia są innego zdania, to dlatego, że umieją patrzeć na sprawę wyłącznie ze swego punktu widzenia. Drugiej stronie oba punkty widzenia są znane". I te słowa szczególnie chciałbym zadedykować tym, którzy dewastują polską humanistykę.
Świat bez niepotrzebnych politologów, filozofów, ogólnie humanistów, byłby przecież światem dobrych spawaczy, hydraulików i zdolnych inżynierów. Nawet jakbyśmy byli tylko „zadowolonymi głupcami", to chyba żylibyśmy w świecie zgody i bezpieczeństwa.
To właśnie dominująca dziś ideologia utylitarystyczna łudzi, że można wszystko tak rozplanować, by każdy żył w miarę bezpiecznie, przyjemnie i szczęśliwie. Możemy sobie wyobrazić taki świat, w różnych zresztą wersjach. Wszystko krążyłoby wokół podstawowych potrzeby: zjeść, napić się, pokopulować, wyspać się, no i nieco zabawy i rozrywki. Cała twórcza strona naszego umysłu byłaby zaangażowana w tworzenie mniej lub bardziej wyszukanych środków i narzędzi, które pozwalałyby zaspokajać te potrzeby. Możemy się tu odwołać do rzeczywistości, możemy przywołać literaturę. Z jednej strony w wersji twardej mówią o takim świecie totalitarne wizje George,a Orwella, gdzie powszechne zadowolenie z własnego życia deklamowane jest na komendę, a w wersji soft znajdziemy je choćby u Aldousa Huxleya. To świat, w którym podstawową wartością jest być szczęśliwym. Chodzi o to, bym był ciągle zadowolony, by nieustannie było mi dobrze. Niestety, możemy zredukować nasze człowieczeństwo wyłącznie do takich aspiracji; możemy się z tym pogodzić, co więcej, możemy wychowywać kolejne pokolenia w przekonaniu, że to właśnie jest najistotniejsze w życiu.
I co będzie się liczyło w takim świecie?
Osiągnięcie najwyższej możliwej dla nas pozycji społecznej, zarabianie odpowiedniej ilości pieniędzy, wysłanie dzieci na studia za granicę – oczywiście po to, by też osiągnęły jeszcze wyższą pozycję i jeszcze więcej zarabiały, czyli były bardziej szczęśliwe. I tu pojawia się pytanie: czy przypadkiem nasze dzisiejsze polskie elity nie należą już do świata, o którym tu rozmawiamy? Przecież „elity" polityczne, ale też artystyczne, nie mówiąc już o medialnych celebrytach, sprowadzają całe swoje życie do tego typu motywacji: mieć odpowiednie dochody, willę, atrakcyjne wakacje i tym podobne gadżety. To właśnie te ich aspiracje najwyraźniej widać i słychać na różnych taśmach, które ostatnio wyciekają do opinii publicznej. Nie mówiąc oczywiście o ich specyficznym języku, który nie powinien w tym kontekście dziwić. Jednak wciąż jeszcze istnieje u nas elita w tradycyjnym znaczeniu tego słowa: ona wyprzedza i podnosi społeczeństwo, może być dla nas wzorcem osobowościowym, kulturowym. To autentyczne elity intelektualne przebywające na co dzień w świecie wartości duchowych, a więc przede wszystkim spora część ludzi nauki i sztuki. To oni otwierają horyzonty, które zwykłym zjadaczom chleba wydają się niedostępne. Gdybyśmy wyobrazili sobie świat pozbawiony wymiaru duchowego, także ich zajęcie okazałoby się w najlepszym razie zwykłym rzemiosłem.