Bezrefleksyjnie dajemy się wciągać w narrację narzucaną przez Wołodymyra Zełenskiego, wygodną dla niego. Z każdym głosem z Polski oburzonym na ukraiński panteon bohaterów, oddalamy się od tego, o co nam chodziło, czyli o okazanie minimum empatii przez naszych ukraińskich przyjaciół wobec polskiego bólu związanego z ludobójstwem na Wołyniu.
Wszystko wskazuje na to, że Niemcy coraz bardziej przypominają kraj zmierzający w stronę jakiejś formy wojny domowej.