W medialnej pogoni za sądowymi hejterami tracimy z pola widzenia rzecz ze społecznego punktu widzenia znacznie istotniejszą, a mianowicie realną reformę wymiaru sprawiedliwości. Dotychczasowe zapewnienia rządzących o jej wprowadzaniu, w szczególności po kompromitujących wydarzeniach w tej dziedzinie w ostatnich czterech latach, pozwalają w odpowiedzialny sposób stwierdzić, że nie ma i nie było żadnej reformy. Podejmowane zaś działania, często w mniej lub bardziej jaskrawy sposób naruszające zasady demokratycznego państwa prawa, doprowadziły do kompromitacji przedstawicieli tzw. dobrej zmiany.

Z drugiej strony zdziwienie budzi merytoryczna słabość zarówno środowisk opozycyjnych, jak i środowisk prawniczych, które na przestrzeni ostatnich lat w zakresie wymiaru sprawiedliwości nie zaproponowały nic konstruktywnego. Z pewnością nie są takimi propozycjami wzywanie do odejścia ministra sprawiedliwości, przeprowadzanie pikiet pod sądami czy liczne i bardziej polityczne niż merytoryczne komentarze medialne. Takie działania można zasadniczo określić jako formę edukacyjnego, ale jednak i politycznego protestu. Nie chcę przez to powiedzieć, że działania te są niepotrzebne, a jedynie pragnę zauważyć, iż nie przynoszą one żadnego twórczego efektu. Sama kontestacja obecnej sytuacji w wymiarze sprawiedliwości, bez mogącego być tego efektem realnego programu zmian, przypomina kręcenie się w kółko. Społeczeństwo obywatelskie oczekuje, tym bardziej w trakcie kampanii wyborczej, propozycji i kierunku zmian. Ogłoszona ostatnio przez jedną z partii opozycyjnych konieczność rozdzielenia funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego sama w sobie tak naprawdę nic nie oznacza. Główna teza proponowanej zmiany, chociaż jak najbardziej słuszna, nie odpowiada na pytanie o zakres systemowy tej zmiany.

Potrzebne zupełnie nowe przepisy

Czy zatem prokuratura powinna ustrojowo być niezależną instytucją, odrębnym organem od ministra sprawiedliwości, a jeżeli tak, to na jakich ma to być zasadach? Jako oczywisty można przyjąć pogląd, że prokurator generalny nie powinien być jednocześnie ministrem sprawiedliwości. Stąd powstaje konieczność wskazania sposobu wyboru konkretnego kandydata na prokuratora generalnego. Czy zatem owego wyboru miałby dokonywać Sejm, wyborcy w powszechnych wyborach czy gremia prawnicze? Jeżeli wybór dokonywany byłby przez Sejm, to zapewne na pięcioletnią kadencję. W każdej z tych opcji trudno będzie jednak uniknąć politycznego oddziaływania, skoro każda władza zazwyczaj chce być absolutna. Kandydat bez wsparcia i środków finansowych zawsze będzie skazany na polityczne puzzle.

Istotna, jeżeli nie najistotniejsza dla prawdziwie niezależnej prokuratury jest kwestia budżetu. Prokuratura powinna mieć własny i niezależny budżet, w ramach którego powinna funkcjonować. Funkcjonowanie nowej prokuratury w oczywisty sposób powinno być oparte o przepisy nowej ustawy. Powinna to być regulacja, która uniemożliwi mobbing prokuratorom przełożonym nad swoimi podwładnymi, w szczególności wprowadzi zakaz usuwania lub przenoszenia prokuratora bez uzasadnionej przyczyny, w czytelny sposób da prawo do odwołania się od decyzji przełożonego czy też realnie uniezależni szeregowych prokuratorów od akceptacji podejmowanych przez nich decyzji merytorycznych przez przełożonego. W tym zakresie można byłoby wprowadzić jedynie wymóg trzyletniego doświadczenia zawodowego, po upływie którego prokurator samodzielnie odpowiada za sporządzane przez siebie decyzje procesowe. Te czy inne propozycje reformy powinny wyjść jednak od nowych reformatorów bądź środowisk prawniczych, a następnie powinno dojść do debaty publicznej w tym zakresie. Przy czym propozycje zmian powinny być przedstawiane kompleksowo. Nie mogą być wyrwane z kontekstu i oparte tylko na fakcie, że minister musi odejść, bo akurat coś się wydarzyło i wypada zabrać głos.

Do dzisiaj nie doczekaliśmy się jednolitego projektu zmian, które w zakresie wymiaru sprawiedliwości dotyczyłyby w szczególności sądownictwa. Ta konkluzja jest o tyle zaskakująca, że akurat w tej materii dzieje się najwięcej i najgorzej. I to w tym zakresie jest największy szum medialny. Zastanawiająca jest ta cisza programowa. W tym miejscu powstaje pytanie, czy aby wszystkie przeprowadzone „dobre zmiany" nie są w jakimś stopniu korzystne dla potencjalnej nowej władzy. W oczywisty sposób zachodzi konieczność zmian ustawy o SN. Tylko czy opozycja ma pomysł, w jaki sposób chciałaby tego dokonać?

Same wybory nie rozwiążą problemów

Czy którakolwiek z partii opozycyjnych startujących w wyborach ma coś racjonalnego do powiedzenia w tej sprawie, która jest fundamentalna dla demokratycznego państwa prawa? Obecny model funkcjonowania SN wydaje się nie do zaakceptowania. W szczególności dotyczy to niezrozumiałej (oczywiście z punktu widzenia prawa, a nie polityki) organizacyjno-ustrojowej odrębności Izby Dyscyplinarnej SN. Zasadnicza z punktu widzenia ustroju państwa jest odpowiedź na pytanie, co z nowo wybranymi sędziami SN.

W konsekwencji, czy i jak należy zmienić system naboru do sądów? Odpowiedź na te pytania w oczywisty sposób powiązana jest z prawnym określeniem statusu nowej KRS, w szczególności przez TSUE. Jeśli wziąć pod uwagę ostatnie wydarzenia związane z KRS, powstaje pytanie o to, jak mają być tworzone kolejne KRS. Czy będzie w tym zakresie konieczna zmiana konstytucji?

Zastanawiające jest zatem, czy główni opozycyjni gracze na scenie politycznej, wyrażający przecież akces do rządzenia, mają odpowiedzi na powyższe, przecież nie proste zagadnienia. Wybory parlamentarne same w sobie nie rozwiążą problemu chociażby takiej KRS, ponieważ nie tylko o skład personalny tu chodzi, ale przede wszystkim o podjęte już decyzje, które mogą być przecież wzruszone. Do dzisiaj nie wiadomo również, czy i jak nowi reformatorzy chcą zmieniać procedury i czy mają w planach powołanie komisji kodyfikacyjnych. W końcu, czy mają nowe, świeże pomysły na poprawę sytuacji w wymiarze sprawiedliwości, w tym w więziennictwie, w którym również nie jest najlepiej.

Autor jest adwokatem