Między Czechami a Polską zaistniał spór o funkcjonowanie kopalni Turów w Bogatyni. Według Czech kopalnia negatywnie wpływa na regiony przygraniczne, gdzie spadł poziom wód gruntowych. Spór toczy się przed Trybunałem Sprawiedliwości UE jako właściwym na podstawie art. 259 TFUE, umożliwiającym każdemu państwu członkowskiemu wniesienie sprawy do Trybunału w przypadku uznania, że inny członek UE uchybił jednemu ze zobowiązań traktatowych. Zanim państwo członkowskie złoży taką skargę, powinno wnieść sprawę do Komisji. Skarga Czech przeciw Polsce ws. rozbudowy kopalni odkrywkowej węgla brunatnego Turów przeszła tę procedurę, zaś Komisja w opinii z 17 grudnia 2020 r. uznała szereg zarzutów za zasadne.

Czytaj też: Czesi zwrócą się do TSUE o ukaranie Polski. 5 mln euro dziennie

Argumentacja strony skarżącej odwołuje się do problematyki prawnej ochrony środowiska, głównie naruszenia dyrektywy 2000/60 ustanawiającej ramy wspólnotowego działania w dziedzinie polityki wodnej i dyrektywy 2003/4 ws. publicznego dostępu do informacji dotyczących środowiska, i zasady lojalnej współpracy, o której mowa w art. 4 ust. 3 TUE. Na takich podstawach Czechy wniosły 26 lutego 2021 r. skargę o stwierdzenie uchybienia zobowiązaniom państwa członkowskiego. Ponieważ mechanizm rozpoznania skargi przez TSUE jest podobny do procedury cywilnej, Czechy wniosły do TSUE w ramach postępowania w przedmiocie środków tymczasowych o nakazanie Polsce niezwłocznego zaprzestania eksploatacji kopalni Turów.

Postanowieniem z 21 maja 2021 r., C-121/21 R (Czechy p. Polsce), TSUE przychylił się do wniosku, nakazując Polsce natychmiastowe wstrzymanie wydobycia w kopalni do czasu merytorycznego rozstrzygnięcia. Wydano je w oparciu o art. 279 TFUE, umożliwiający w sprawach, które rozpatruje Trybunał zarządzenie niezbędnych środków tymczasowych. Postanowienie zarządzające te środki może być na wniosek strony – w myśl art. 163 regulaminu TSUE – w każdej chwili zmienione lub uchylone ze względu na zmianę okoliczności. Ten mechanizm też przypomina rozwiązania z procedury cywilnej.

Szerokie analogie do tej procedury pozwalają skonstatować, że strona tak zakreślonego postępowania powinna się zachować z roztropnością właściwą dla profesjonalnego uczestnika postępowania sądowego. Jego punktem centralnym, jak się wydaje, będzie ocena oddziaływania kopalni na środowisko. Gromadzenie argumentacji winno być zatem dokonane w sposób poważny i skrupulatny już na bardzo wstępnym etapie.

Tymczasem, jak wynika z postanowienia TSUE z 21 maja 2021 r., Polska nie wykazała, ani nie poparła dowodami twierdzenia, że zarządzenie środka tymczasowego pociągnęłoby za sobą, ze względu na układ technologiczny, nieodwracalne zatrzymanie elektrowni. TSUE uznał nadto, że możliwe jest zrównoważenie niedostępności elektrowni w ramach sieci elektroenergetycznej przez operatorów systemu elektroenergetycznego. TSUE przyjął też, że Polska nie wykazała w wystarczający sposób, iż zaprzestanie wydobycia węgla brunatnego w kopalni wiązałoby się z rzeczywistym zagrożeniem jej bezpieczeństwa energetycznego, zaopatrzenia polskich odbiorców w energię czy transgranicznych przesyłów energii.

Zbyt skąpa znajomość stanu faktycznego sprawy nie pozwala stwierdzić, czy twierdzenia TSUE są dowolne, czy też, że strona polska dopuściła się w tej sprawie niewybaczalnych zaniedbań procesowych. TSUE odniósł się też do stanowiska strony polskiej, wskazując, że ewentualna szkoda wynikająca z niemożności realizacji ważnych projektów i inwestycji w dziedzinie energetycznej nie może przeważyć nad względami związanymi ze środowiskiem naturalnym i zdrowiem ludzkim, zaś skutki społeczno-gospodarcze związane z likwidacją miejsc pracy w kopalni stanowią w istocie szkodę o charakterze finansowym, która nie może zostać uznana za nieodwracalną, gdyż odszkodowanie pieniężne może co do zasady przywrócić poszkodowanemu sytuację sprzed jej wystąpienia. Również to wskazanie TSUE pozwala podać w wątpliwość poważne i profesjonalne podejście strony polskiej do sporu sądowego obarczonego tak nieprawdopodobnym i możliwym do przewidzenia ryzykiem.

Profesjonalny uczestnik procesu przed sądem nie pozwala sobie też zwykle na publiczne i demagogiczne kwestionowanie kompetencji sądu rozpoznającego sprawę, o ile nie ma po temu naprawdę silnych podstaw. Nie prowokuje, nie atakuje, lecz próbuje argumentować, zwłaszcza jeśli ma silne podstawy merytoryczne. Jak się prima facie wydaje, w tej sprawie można przedstawić cały szereg argumentów podważających zasadność stanowiska strony czeskiej, próbując przekonać TSUE o niezasadności roszczenia.

Jeśli wierzyć wywodom zawartym w uzasadnieniu postanowienia zabezpieczającego, argumenty te nie zostały przedstawione.

Kwestionowanie kompetencji TSUE, jak widać na przykładzie Sądu w Karlsruhe i wniosku Komisji Europejskiej w stosunku do Niemiec, nie może zastąpić argumentów merytorycznych. I wreszcie ostatnia sprawa. Profesjonalny uczestnik postępowania wie, że negocjacje podejmuje się w odpowiedni sposób i w odpowiednim czasie oraz koordynuje spójność wydawanych publicznie komunikatów. Brak odpowiedniego namysłu w tej kwestii może utrudnić lub nawet uniemożliwić wygranie sporu, w którym istnieją sensowne argumenty.

Chcąc pomóc rządowi polskiemu w tej trudnej sprawie, pokusimy się na dobrą radę: trzeba udać się do profesjonalnego prawnika. Niezależnego i dobrze wykształconego. A na wszelki wypadek jakości jego wykształcenia nie sprawdzać przez KRS.

Autorzy są profesorami prawa i adwokatami